Prychnął, przez moment miał tylko mówiącą, że powstrzymuje śmiech, a trzy sekundy później już tym śmiechem wybuchnął. Nie dziwiło go to, że przyszedł jakiś stary i narobił rabanu, nie dziwiło go tym bardziej, że to któryś z Mulciberów - osób przecież bardzo mało idących z czasem? Niby tak, z drugiej strony Robert prawie nie robił mu problemów. Głównie dlatego go tak lubił - potrafił się z nim porozumieć, nawet jeśli był z tej konserwatywnej rodziny czystej krwi, dla której reputacja była wszystkim i daliby się za nią pociąć. Nawet on widział za to przed oczami niezadowolonego Roberta, który widział, co tam się dzieje... ale to wychodziło na to, że chyba niekoniecznie ten Charles... zaraz, on też był spokrewniony z Victorią..? - w każdym razie - że ten Charles zrobił to za zgodą swojej starszyzny? Te świeczki? Czy afera stała się tylko dlatego, że tyle zamieszania wokół tych świeczek powstało? Nie był przekonany, ale zamierzał się dowiedzieć. Właśnie wypatrywał swoimi czujnymi oczyma stanowiska swoich ulubieńców. Victoria już tam była, owszem, ale zamierzał sam chociaż paskudnie się uśmiechnąć... a może nawet gotów będzie Robercikowi odpuścić? Przynajmniej dzisiaj! Jeszcze dziadyga zawału dostanie od nadmiaru emocji i wtedy już naprawdę Staszek zostanie bez starego. Nawet jeśli Sauriel dzielnie przyjmował tę rolę i dawała mu bojowe zadania włącznie z nauką "komu kurwa świecisz? mi czy sobie?".
- Teraz jest... jest spokojnie. - Wymruczał z zastanowieniem. Ale to nie ten spokój nakłonił go do refleksji. - Heh... kurwa zabawne, dopiero jak jest spokój myślę o wyniesieniu się. - Nie, to nie była prawda - wynieść chciał się dawno. I to było krytyczną przyczyną tego, w jakim teraz znajdował się stanie. Tym nie mniej brzmiało to dość zabawnie, kiedy spojrzał na to z tej perspektywy - ma spokój, nikt mu nie włazi na głowę, w zasadzie teraz mógłby tam żyć w miarę wygodnie. Więcej pieniędzy dla siebie. Ale chyba wolał przenieść się do Londynu. Wygodniej. - Sidła-sridła, kurwa niebezpiecznie to brzmi, nie chcę tego ja pierdole. - Prawie wyrzucił ręce w powietrze. - Już wystarczy, że mnie uświadomili, że mój żart z uciekającymi ogórkami nie był taki głupi, bo mogą być biegające rośliny! - Trauma do końca życia... a on się nabijał ze Staszka. Jego reakcja była przekoloryzowana, bo wcale się nie złościł i nie pieklił o kilka roślinek, skądże znowu. - Ooo nie, nie. Dzięki, Różyczko, ale jeśli już to ogarnę coś swojego. - Nie chciał być na niczyjej łasce czy niełasce po wyniesieniu się z rodzinnego hostelu. - Słuchaj, uścisnę jeszcze rąsie mojemu nowemu idolowi albo chociaż Robercikowi i będę się zwijać. Zostajesz jeszcze na Lammas?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.