01.07.2024, 17:06 ✶
O właściwościach alkoholu wiedziała aż za dobrze. A jednak w pewnym momencie stał się jednym z jej przyjaciół, z czego nigdy nie była dumna. Jej życie jednak tak wiele razy niemal się nie zawaliło w sposób, w który nie było łatwo je na nowo poskładać do kupy. A alkohol znieczulał. Maskował cały ból, żal i strach, który nie raz ją niemal pochłaniał. Był jej remedium na krwawiące serce i zranioną duszę. A raczej jedynie anestetykiem. Nie rozwiązywał problemów, jedynie pomagał jej choć na chwilę o nich zapomnieć i jakoś przeżyć. Była to cholernie niezdrowa relacja, już dawno jednak w nią popadła. Jeszcze pewnie za niemalże dzieciaka.
Nie miała w swoim życiu zbyt wielu zdrowych wzorców.
Fascynował więc ją osoby tak inne od niej. Czasem bała się co prawda, że nie miałaby o czym z nimi rozmawiać, Cedric jednak wydawał się pochodzić z tego lepszego świata, a jednocześnie nie mogła przestać wymieniać z nim kolejnych słów i uśmiechów.
Tak naprawdę nie spodziewała się tego, jak szybko załapią aż tak dobry kontakt.
Spotykała na swojej drodze wielu ludzi, w różnych sytuacjach i z różnymi intencjami w głowie. Rzadko kiedy było po prostu tak swobodnie i najzwyczajniej w świecie miło.
Nie musiała udawać rozbawienia, słuchała go ze szczerą chęcią i czuła, że dawno nie spędziła tak fajnego wieczoru.
Na pewno miała zamiar to powtórzyć. Nawet, jeśli znów mieli gadać o jej niechęci do czapek czy innych kompletnych głupotach, przy których uśmiech nie schodził z jej twarzy.
- Ooo, teraz będziesz wyciągać tego ulubionego uzdrowiciela w złej wierze. A mogłam to trzymać w sekrecie. - Pokazała mu język. - To cios poniżej pasa, choć nie wiem, czy mój upór pięciolatka nie będzie jednak silniejszy. - Rozbawiona założyła ręce na piersiach, udając obrażoną. Po kilku sekundach jednak było po tym małym przedstawieniu.
- Założę się, że masz kilka historii w zanadrzu, ale spokojnie, nie będę na siłę ich wyciągać. Zresztą, nawet ja mam kilka, które nie powinny ujrzeć światła dziennego i mam nadzieję, że mojej mamie wyjaśniłam to wystarczająco dobitnie. Rodzina potrafi być w takich kwestiach nieobliczalna. - Pokręciła głową, bo choć na świecie została tak naprawdę tylko z matką, patrząc na to, że rodziny ojca nigdy nie było dane jej poznać, tak jak jego samego, tak znała jej możliwości. I wiedziała, jak wiele rzeczy które według niej były urocze, wcale takie nie były dla Viorci.
Spojrzała na parę, którą wskazał Cedric, notując w głowie jak wyglądali. Na razie nikt z wybranych przez nich osób nie ruszył się ze swojego miejsca, wieczór był jednak długi, mieli więc czas na rozstrzygnięcie zakładu. O ile oczywiście do niego oboje dotrwają.
Słuchała tłumaczenia Cedrica, spoglądając na jego twarz, rozumiejąc go może trochę lepiej, niż przed chwilą. Sama pewnie nie podzieliłaby jego zmartwień i troski. Potrafiła jednak pojąć, co czuł.
- Jesteś po prostu cholernie dobrym człowiekiem, ot, tyle. - Uśmiechnęła się, lekko melancholijnie. To było zabawne, że ktoś taki siedział tu dziś z nią w barze. - Nie daj się tylko skrzywdzić. Świat jak zauważyłeś robi się coraz bardziej niebezpieczny i czasem jeśli o siebie i swoich najbliższych nie zadbamy, możemy źle skończyć. Nigdy nie wiesz, co tym terrorystom strzeli do głowy i gdzie będą chcieli wywołać zamieszanie. Jak na Beltane - gdzie miała przecież swój stragan. Czy i ona mogła skończyć jako jedna z ofiar tego całego zamieszania? Może jej matka, mugolaczka? Nie chciała o tym myśleć. Dlatego podjęła żart.
- Czy od teraz muszę robić patrole na twojej trasie Mung - dom, by pilnować, czy nie leżysz gdzieś na chodniku? - Zapytała, patrząc na niego z lekko zmarszczonymi brwiami, choć uśmiech nie schodził jej z twarzy.
Na wspomnienie o smakowym lekarstwie zaśmiała się.
- Powiedzmy, że odpowiada za połowę awansu w rankingu. Za resztę odpowiada to jak dobrze wyglądasz w fartuchu i to, że chodzisz ze mną na drinka - odpowiedziała, z lekko psotną minął. Przesunęła językiem, po zębach, zmazując smak jednego ze słodkich drinkach.
Spojrzała z niedowierzaniem, gdy Cedric przyznał się, że lubił robić prace domowe. Ona cierpiała nad każdą ogromne katusze, najchętniej dając je komuś do zrobienia za nią w zamian za jakąś przysługę. Różnej maści.
- Naprawdę byłeś grzecznym chłopcem. Pewnie za wiele się nie zmieniło? - zapytała, znów się szczerząc. Szczególnie, że widziała te rumieńce. Nie zaproponowała co prawda, że miało być to coś więcej niż przyjacielskie spotkanie, zaczynała jednak rozważać rzucenie słowa randka, tak dla sprawdzenia gruntu. Jeszcze chwilę jednak się wstrzymała.
Najpierw miała ochotę po prostu wyszaleć się na parkiecie. Parsknęła widząc, jak Cedric niemal się dusi drinkiem, zastanawiając się, czy nie powinna go wyratować, szybko jednak doszedł do siebie.
- Żyjesz? - zapytała rozbawiona, a po uzyskaniu odpowiedzi dała się złapać za rękę i wyciągnąć w stronę parkietu.
Z uśmiechem przejęła prowadzenie nad ich tańcem, obracając się, puszczając dłoń Lupina i znów ją chwytając, dając się ponieść radosnej muzyce. Wokół nich ruszało się kilka innych par, parę większych grupek czy nawet kilka osób solo. Wszystkich porwał jeden z najnowszych czarodziejskich hitów. Viorica gestami czasem dawała znak, że chce się obrócić, czasem nagle znajdowała się za Cedriciem, a kilka razy nawet uciekła mu, by przez chwilę potańczyć w pojedynkę, zaraz jednak do niego wracała.
A potem piosenka się skończyła, ustępując kolejnej. Zdecydowanie wolniejszej. Parę osób zeszło z parkietu, choć Vior nie zamierzała. Przysunęła się bliżej mężczyzny, dalej z uśmiechem, zadzierając wzrok lekko w górę.
- Całkiem nieźle ci poszło. - Przesunęła nie wiele myśląc jeden z jego kosmyków włosów, który wyraźnie wpadał mu do oka. Nie, żeby jej włosy nie wyglądały lepiej. Złapała go znów za ręce, tym razem zaczynając delikatnie bujać się w zdecydowanie spokojniejszym rytmie. W jej piersi serce dalej jednak tłukło żywo i radośnie.
Nie miała w swoim życiu zbyt wielu zdrowych wzorców.
Fascynował więc ją osoby tak inne od niej. Czasem bała się co prawda, że nie miałaby o czym z nimi rozmawiać, Cedric jednak wydawał się pochodzić z tego lepszego świata, a jednocześnie nie mogła przestać wymieniać z nim kolejnych słów i uśmiechów.
Tak naprawdę nie spodziewała się tego, jak szybko załapią aż tak dobry kontakt.
Spotykała na swojej drodze wielu ludzi, w różnych sytuacjach i z różnymi intencjami w głowie. Rzadko kiedy było po prostu tak swobodnie i najzwyczajniej w świecie miło.
Nie musiała udawać rozbawienia, słuchała go ze szczerą chęcią i czuła, że dawno nie spędziła tak fajnego wieczoru.
Na pewno miała zamiar to powtórzyć. Nawet, jeśli znów mieli gadać o jej niechęci do czapek czy innych kompletnych głupotach, przy których uśmiech nie schodził z jej twarzy.
- Ooo, teraz będziesz wyciągać tego ulubionego uzdrowiciela w złej wierze. A mogłam to trzymać w sekrecie. - Pokazała mu język. - To cios poniżej pasa, choć nie wiem, czy mój upór pięciolatka nie będzie jednak silniejszy. - Rozbawiona założyła ręce na piersiach, udając obrażoną. Po kilku sekundach jednak było po tym małym przedstawieniu.
- Założę się, że masz kilka historii w zanadrzu, ale spokojnie, nie będę na siłę ich wyciągać. Zresztą, nawet ja mam kilka, które nie powinny ujrzeć światła dziennego i mam nadzieję, że mojej mamie wyjaśniłam to wystarczająco dobitnie. Rodzina potrafi być w takich kwestiach nieobliczalna. - Pokręciła głową, bo choć na świecie została tak naprawdę tylko z matką, patrząc na to, że rodziny ojca nigdy nie było dane jej poznać, tak jak jego samego, tak znała jej możliwości. I wiedziała, jak wiele rzeczy które według niej były urocze, wcale takie nie były dla Viorci.
Spojrzała na parę, którą wskazał Cedric, notując w głowie jak wyglądali. Na razie nikt z wybranych przez nich osób nie ruszył się ze swojego miejsca, wieczór był jednak długi, mieli więc czas na rozstrzygnięcie zakładu. O ile oczywiście do niego oboje dotrwają.
Słuchała tłumaczenia Cedrica, spoglądając na jego twarz, rozumiejąc go może trochę lepiej, niż przed chwilą. Sama pewnie nie podzieliłaby jego zmartwień i troski. Potrafiła jednak pojąć, co czuł.
- Jesteś po prostu cholernie dobrym człowiekiem, ot, tyle. - Uśmiechnęła się, lekko melancholijnie. To było zabawne, że ktoś taki siedział tu dziś z nią w barze. - Nie daj się tylko skrzywdzić. Świat jak zauważyłeś robi się coraz bardziej niebezpieczny i czasem jeśli o siebie i swoich najbliższych nie zadbamy, możemy źle skończyć. Nigdy nie wiesz, co tym terrorystom strzeli do głowy i gdzie będą chcieli wywołać zamieszanie. Jak na Beltane - gdzie miała przecież swój stragan. Czy i ona mogła skończyć jako jedna z ofiar tego całego zamieszania? Może jej matka, mugolaczka? Nie chciała o tym myśleć. Dlatego podjęła żart.
- Czy od teraz muszę robić patrole na twojej trasie Mung - dom, by pilnować, czy nie leżysz gdzieś na chodniku? - Zapytała, patrząc na niego z lekko zmarszczonymi brwiami, choć uśmiech nie schodził jej z twarzy.
Na wspomnienie o smakowym lekarstwie zaśmiała się.
- Powiedzmy, że odpowiada za połowę awansu w rankingu. Za resztę odpowiada to jak dobrze wyglądasz w fartuchu i to, że chodzisz ze mną na drinka - odpowiedziała, z lekko psotną minął. Przesunęła językiem, po zębach, zmazując smak jednego ze słodkich drinkach.
Spojrzała z niedowierzaniem, gdy Cedric przyznał się, że lubił robić prace domowe. Ona cierpiała nad każdą ogromne katusze, najchętniej dając je komuś do zrobienia za nią w zamian za jakąś przysługę. Różnej maści.
- Naprawdę byłeś grzecznym chłopcem. Pewnie za wiele się nie zmieniło? - zapytała, znów się szczerząc. Szczególnie, że widziała te rumieńce. Nie zaproponowała co prawda, że miało być to coś więcej niż przyjacielskie spotkanie, zaczynała jednak rozważać rzucenie słowa randka, tak dla sprawdzenia gruntu. Jeszcze chwilę jednak się wstrzymała.
Najpierw miała ochotę po prostu wyszaleć się na parkiecie. Parsknęła widząc, jak Cedric niemal się dusi drinkiem, zastanawiając się, czy nie powinna go wyratować, szybko jednak doszedł do siebie.
- Żyjesz? - zapytała rozbawiona, a po uzyskaniu odpowiedzi dała się złapać za rękę i wyciągnąć w stronę parkietu.
Z uśmiechem przejęła prowadzenie nad ich tańcem, obracając się, puszczając dłoń Lupina i znów ją chwytając, dając się ponieść radosnej muzyce. Wokół nich ruszało się kilka innych par, parę większych grupek czy nawet kilka osób solo. Wszystkich porwał jeden z najnowszych czarodziejskich hitów. Viorica gestami czasem dawała znak, że chce się obrócić, czasem nagle znajdowała się za Cedriciem, a kilka razy nawet uciekła mu, by przez chwilę potańczyć w pojedynkę, zaraz jednak do niego wracała.
A potem piosenka się skończyła, ustępując kolejnej. Zdecydowanie wolniejszej. Parę osób zeszło z parkietu, choć Vior nie zamierzała. Przysunęła się bliżej mężczyzny, dalej z uśmiechem, zadzierając wzrok lekko w górę.
- Całkiem nieźle ci poszło. - Przesunęła nie wiele myśląc jeden z jego kosmyków włosów, który wyraźnie wpadał mu do oka. Nie, żeby jej włosy nie wyglądały lepiej. Złapała go znów za ręce, tym razem zaczynając delikatnie bujać się w zdecydowanie spokojniejszym rytmie. W jej piersi serce dalej jednak tłukło żywo i radośnie.