Taaak, gdyby to było takie proste... Gdyby to było tak uroczo, niewinnie proste i tak zawsze działało: wyprowadzam się i nie ma tematu. Ale dopiero teraz tak w zasadzie zadziałało. Nie, stop, zatrzymaj się. Czas teraźniejszy? Stwierdzenie? Teraz przychodziło mu to lekko, bo już miał za nic... wszystko i wszystkich w tej rodzinie. Przynajmniej z tej całkowicie bliskiej, która wpłynęła na to, że stał na ruinie swojego życia. Fajnie tak przerzuca się całą odpowiedzialność, prawda? Miło byłoby zwolnić i spojrzeć na własne grzeszki, ale do tego również można przykleić łatkę "dorośli powinni być mądrzejsi"! Tak. Powinni. Dzieci wielu rzeczy nie rozumiały, przed wieloma trzeba było je bronić, a o inne pozwolić się sparzyć, żeby nauczyły się na swoich błędach.
- Taa... żeby to było takie proste... - Wracał do koła, w którym krążenie było... jakby to ładnie ująć - niemile widziane. Niemile widziane dla siebie samego. Nie chciał do niego wracać, tak jak nie chciał wracać do wszystkiego, co związane z tą mętną przeszłością. Powinien jej więcej opowiedzieć? Wiedziała niby tak wiele, a jednocześnie ledwo muskała taflę wody. O jego jednej z największych bolączek - Fergusie, za którym tęsknił, chociaż z perspektywy czasu może lepiej się stało? Albo właśnie gorzej, skoro ten głód krwi się uspokoił i miał pewność teraz, kiedy nauczył się z tym żyć, że nie skrzywdziłby tego ślicznego chłopaka. Wyjechał, nie było go - nie będzie. Z jego kuzynem, ślepym, w zasadzie też stracił kontakt. Te kontakty przesuwały się przez życie i umykały. A niektóre pojawiały się nagle i z dupy, bo na Beltane przypominałeś sobie, że masz best boy kumpla, kurwa ananaska swojego życia. Takie cuda właśnie działy się w tej naszej rzeczywistości.
- Umówimy się kiedyś to mi pokażesz obrazki z tych swoich mądrych książek przyrodniczych. - Tak, obrazki z książek... - A może się wybierzemy do jakiegoś muzeum? Kurwa, dawno nie byłem w żadnym mądrym miejscu. - Przechylił głowę w zastanowieniu. W takim przyrodniczym to nie był w ogóle - chociaż czy w ogóle coś takiego czarodzieje mieli? Na pewno mieli mugole... a może by chciała do... tak, wymagałoby to włamania się, bo po takich godzinach, szczególnie latem, gdzie słońce potrafiło być na niebie do 22, żadne muzeum już otwarte nie było. Ale dla chcącego nic trudnego. Chyba że miałeś włamać się do zoo w środku dnia i ukraść słonia.
- Może wróci. - Machnął ręką i wyciągnął fajkę z kieszeni skórzanej kurtki, żeby zapalić. - Ay, spoko. - Zaakceptował, kiedy zbliżali się do stoiska Mulcieberów... - Oooy, Robeeercik! Ciao bella~! - Wyszczerzył kły w uśmiechu, unosząc łapsko w geście pozdrowienia. Spojrzał na jego bliźniaka (i ewentualną resztę zbiorowiska, bo autor się do końca nie orientuje, kto jeszcze prowadzi debatę) - obaj bliźniacy mieli takie miny, że nie rozróżniłby chyba jednego od drugiego. Ciekawe, czy w szkole się zastępowali na jakichś zajęciach? - Przyszedłem was powkurwiać. - Obwieścił łaskawie. - Zajebiste kutaso-świeczki. Robercik, jestem dumny. - Uśmiechnął się szeroko, mówiąc to złośliwie, bo tak - szczególnie po tym, co mu powiedział Victoria był pewien, że to niekoniecznie ON zezwolił na sprzedaż kuriozalnych penisów. - Przedstawiam Victorię Lestrange. - Zaprezentował kobietę, prawie się zapędzając z "moją byłą narzeczoną".
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.