01.07.2024, 18:38 ✶
Stoisko z biżuterią Viorici
Rozumiała, że wciągnięcie w sytuację, której się po prostu nie znała mogła być stresująca, według niej jednak Cedric sobie nieźle radził. Wiedziała, że tak naprawdę siedzieli teraz przy najprzyjemniejszej pracy, a najgorsze, czyli posprzątanie tego wszystkiego po całym dniu, jeszcze na nich czekało, Vior jednak już czuła niezwykłe zadowolenie. Szło im świetnie, nawet jeśli Ced głównie dotrzymywał jej towarzystwa i dbał o jej nawodnienie.
Upiła trochę lemoniady, która przyjemnie ją orzeźwiła.
- Spokojnie, dasz radę na chwilę przejąć pałeczkę. Już widziałeś jak pracuję. Choć może jeszcze poszłabym kupić losy na loterię, kusi zdobyć parę fantów. Może później jeszcze będzie otwarta - stwierdziła w końcu, przeciągając się lekko. Dzień powoli dawał jej się we znaki, nadal jednak miała jeszcze sporo energii.
A potem spojrzała z uniesionymi brwiami i uśmiechem, gdy Cedric rzeczywiście zaprosił ją później na jedzenie. Bardziej żartowała niż mówiła na poważnie, zrobiło się jej więc niezwykle miło, gdy jednak Lupin postanowił zapewnić im porządny posiłek.
- Zobaczymy o której skończymy i co będzie wtedy jeszcze otwarte, ale jestem jak najbardziej za. - Poczuła chwilowe ciepło w środku. Miło byłoby znów spędzić czas z Cedriciem, tym razem bez ciągle odwiedzających ich klientów. Tym bardziej, że w głowie miała nadal ich wcześniejsze spotkanie.
Choć musiała wywrócić oczami na jego wspomnienie o zasypianiu na ławce.
- Powinnam teraz poskarżyć się wszystkim twoim znajomym na te praktyki, bo widać sama cię nie upilnuje - stwierdziła, choć na jej ustach błąkał się uśmiech. - Choć w sumie, jak już będziesz pilnować, bym dotarła do łóżka, zawsze znów mogę cię przenocować. - Niewinny wyraz twarzy wcale nie był szczery, choć postronni pewnie nawet by jej uwierzyli.
Po chwili jednak spoważniała, patrząc na kolejne knuty, galeony i czeki, które wpadały do jej kasetki.
- Wiesz, naprawdę bym chciała, tylko to nie jest do końca takie proste. Same surowce do biżuterii, którą naprawdę bym chciała robić kosztują fortunę, której tak naprawdę nie mam, nie mówiąc o kosztach ewentualnego lokalu i jego wyposażenia - mówiła. Myślała już nad tym nie raz, szukała okazji, robiła bilans zysków i strat i na razie nie było jej na to stać. Szczególnie, gdy z dnia na dzień potrafiła przegrać część swoich oszczędności w karty albo zrobić coś jeszcze głupszego. Czasami wydawało jej się, że kręci się w kółko w jakiejś dziurze, do której wpadła lata temu i z której nie potrafiła się wyczołgać. Szybko jednak otrząsnęła się z tych myśli. - Choć powoli próbuję coś dłubać nad tym. Ostatnio zaczęłam myśleć nad nowym stołem roboczym i mam już namiar na odpowiedniego stolarza, który może mi go zrobić. Muszę się tylko z nim umówić na spotkanie i zobaczymy co z tego wyjdzie. - Miała nadzieję, że to zawsze jakiś pierwszy krok. Mały, ale mógł być niezwykle znaczący.
Zaśmiała się na wytknięcie jej miękkiego serca w stosunku do kieszeni Cedrica.
- Hej, nie wydawaj mnie, bo inaczej inni też będą chcieli mieć takie przywileje. A one są nie dla byle kogo - powiedziała, nawet w to wierząc. Ostatnio czuła, że Ced stawał się jej coraz bliższy, choć jeszcze nie wiedziała, gdzie dokładnie to zmierza. Nie miała czasu się nad tym zastanowić na poważnie.
Przysłuchiwała się rozmowie Dory i Cedrica, nie mogąc powstrzymać się przed złagodzeniem wyrazu twarzy. Czuła, że oboje musieli być naprawdę dobrymi duszami. Aż czasem trochę takim zazdrościła.
- Jeśli będę potrzebować, na pewno skorzystam z propozycji wykonania jakiegoś eliksiru. Wiem co oznacza robić coś z pasją, nie ma opcji, by nie wyszło doskonale. - Mrugnęła do kobiety, po czym uniosła brwi na zaproszenie. - Jasne, skoro zapraszacie, chętnie odwiedzę Dolinę, chyba nigdy nie byłam tam, cóż, nie robiąc interesów - odpowiedziała lekko lakonicznie. - Musisz pokazać mi wtedy wszystkie najładniejsze miejsca. I Warownia? - Spojrzała pytająco na Ceda, trochę się nie orientując o czym rozmawiają.