Wzruszył ramionami na pytanie, czy chce oglądać obrazki, ale towarzyszyła temu mina obojętności, tylko zachęcającego: "no jasne, czemu nie?". Lubił słuchać jak ludzie mieli coś do opowiadania, chociaż czasem niekoniecznie miał cierpliwość, a zbyt skomplikowane tematy tym bardziej potrafił go wybić. Bo był leniwy, bo nie chciało mu się myśleć. Tylko dlatego. Natomiast obrazki? Ha! Na pewno też znajdzie się chwila czy dwie, żeby co nie co opowiedzieć ciekawego na ten temat, więęc... czemu nie? Zresztą to był sposób na spędzenie czasu. A na resztę się musieli po prostu umówić.
Niemal rozbolało go serce widząc, że Robert się nawet z nim nie przywitał, zignorował wręcz jego zaloty! Niemal, bo w gruncie rzeczy nie zdziwiłby się, gdyby w bardziej obszernym towarzystwie, dla swojego spokoju, Robert udawał, że ktoś taki jak Sauriel Rookwood nie istnieje. I była w tym logika - nie łączysz ze sobą ludzi w zbrodni, którzy nie mają ze sobą nic wspólnego. Tak brzmiał ideał, a rzeczywistość potrafiła weryfikować swoje. Chowanie się poza światłem latarni nie miało sensu - ludzie więcej spoglądali w stronę cieni niż na to, co było pod latarnią. Bo bali się tego, czego dostrzec ich oczy nie mogły. łatwo było zapominać o takich niuansach w takim tanecznym duo jak Sauriel i Victoria, ale strach istniał na tym świecie, był prawdziwy, namacalny i zazwyczaj miewał ludzkie oblicze. Nawet jeśli w świecie magii nie brakowało bestii.
- Dzięęki, może być... tylko mało płomieni. - Uśmiechnął się bezczelnie i szeroko, ale tak - mając wyjątkowo dobry humor odpuścił sobie dobijanie swoich ulubionych Mulciberów. No dobrze, nie ulubionych, bo ulubiony był Stanley. I chyba teraz też Charles. Poznanie go zweryfikuje. Zastanawiał się, czy Mulciberowie w ogóle zerknęli na tę scenę - on ledwo przeleciał spojrzeniem i stracił zainteresowanie, chociaż doceniał jak najbardziej. Wszystko fajnie, super... jeszcze musiałby mieć podzielną uwagę, żeby w pełni interesować się deskami teatrzyku i tym, co ma przed własnym nosem. - Przyszedłem się tylko przywitać, pogratulować bachora, co świeczki wam zrobił i spadam. Chyba że ty coś chcesz..? - Pokazał na stoisko. Bo to, co interesowało Sauriela, to dostawało się tylko pod ladą. A nie zamierzał tutaj pytać, czy mają jakąś kokainę! Poza tym z takimi rzeczami szło się do Changów.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.