Alexandrze,
Tak się składa, że pan Bagshot nie jest dla mnie kimś obcym i szczerze wierzę, że jeśli do takiej sytuacji dojdzie, odpowiednio przedstawi naszą rodzinę w swoim artykule. Z ludźmi trzeba bowiem, mój drogi Alexandrze, czasami po prostu rozmawiać. Rozmawiać w sposób odpowiedni, niekiedy gryząc się w język, powstrzymując od zbędnych komentarzy. Zaręczam Ci tym samym, że zatęchły smród kurestwa nie jest czymś, czym na chwilę obecną powinniśmy się faktycznie przejmować.
Zarzucanie mi tego, jakobym nie dbał o odpowiednią reputację Mulciberów, jest czymś, czego nawet nie będę komentował. Podobnie jak proponowanie utworzenia fundacji dla osób pokroju Philipa Notta. Swoją drogą bardzo krytycznie wypowiadającego się na Twój temat podczas Lammas. Zastanów się może nad tym, w jaki sposób sprawić, żeby wśród czystokrwistych ciut mniej mówiło się o Twoich skłonnościach do wdawania się w bójki oraz awantury? To nikomu z nas nie służy.
Jeśli chodzi o kutasiarskie odlewy, pomysł ten wyszedł od mojego bratanka. Nie wiem czy go kojarzysz, nazywa się Charles? Ten z Oslo. Gdybyś jakimś dziwnym trafem miał ochotę przeprowadzić z nim wychowawczą rozmowę, zapraszam. Na pewno nikomu to nie zaszkodzi. Mój ojciec praktykował to przez lata, dzięki czemu każde z nas wyrosło na ludzi. Richard niewątpliwie, jako ojciec okazał się nazbyt... tolerancyjny. Będzie trzeba to w jakiś sposób naprawić. O ile nie jest na to zbyt późno. Przy okazji dziękuje za cudowne zdjęcie. Nie omieszkam umieścić go w rodzinnym albumie, coby przypadkiem nie zaginęło. Byłaby to dla nas wszystkich prawdziwa strata.
Przekaże kwiaty Lorien, skoro już zdążyliście z Dianą o takowe zadbać. Byłaby szkoda, gdyby się zmarnowały.