Przejście pod drzwi do gabinetu, odnalezienie czekającego tam Nicholasa, nie zajęło Robertowi wiele czasu. Był już w należącym do Traversa domu w Little Hangleton, dzięki czemu zdążył zapoznać się wcześniej z tutejszym układem pomieszczeń. A nawet ciut więcej. Z tego względu nie tracił teraz czasu na podziwianie wnętrza i inne tego typu bzdury. Po prostu stał gdzieś na środku salonu, czekając na informacje, które były na tyle istotne, aby zrezygnować z wszystkich wcześniejszych planów.
Przyjął podaną przez Nicholasa kartkę, na którą z miejsca spojrzał. Jak na kogoś, kto miał poglądy mocno antymugolskie, Robert na temat mugoli posiadał zadziwiająco szeroką wiedzę. Niektórych mogłoby to zapewne zaskoczyć. Dla tych, którzy znali go ciut lepiej, musiało stanowić to jednak pewną oczywistość. Wszak Mulciber praktycznie od zawsze mieszkał w niemagicznym Londynie, więc mugole otaczali go w zasadzie na co dzień. Na każdym kroku? Byli zawsze blisko.
- To może być numer telefonu. - potwierdził przypuszczenia Traversa. Pewność zyskają jednak dopiero w momencie, kiedy sprawdzą to z wykorzystaniem jednej z tych śmiesznych budek, które zwykli wykorzystywać mugole. Albo sięgną po aparat znajdujący się w mieszkaniu jakiegoś mugola. To też była jakaś opcja. Ot, kwestia do przemyślenia, choć niekoniecznie już w tym momencie. - Zabiorę ją i postaram się zweryfikować. - z tymi słowy złożył kartkę na pół, a jeśli była wystarczająco duża, to również na cztery, by koniec końców umieścić w kieszeni swoich spodni. Nie powinien jej zgubić.
Kwestia tego, w jaki sposób wyglądał dom Greybacka... tutaj z niczym się nie śpieszył. Skoro zareagował na kartkę z numerem telefonu, to Nicholasa słuchał. Mniej lub bardziej uważnie, ale słuchał. Odnośnie tego ciężko było mieć jakieś wątpliwości. Zarazem jednak nie śpieszył się w tym przypadku z żadną odpowiedzią. Musiał to sobie poukładać we własnej głowie. Wszystko przetrawić.
- Jeśli mieszkanie jest wystawione na sprzedaż, to ktoś musiał się na ten krok zdecydować. A skoro tak, to zapewne otrzymał informacje o śmierci Greybacka. Rzecz jasna o ile to nie jest działanie samej Moody, albo jej ludzi. - westchnął ciężko. To zdawało się nieco komplikować sprawy. Pytanie na ile duże były to komplikacje? Tak z marszu ciężko było to określić. Sam nieruchomości nie miał okazji obejrzeć na własne oczy. Może właśnie na ten krok powinni się zdecydować? A przy okazji nawiązać kontakty z ludźmi, którzy nieruchomość sprzedawali. To mogło dostarczyć kolejnych informacji. Pomóc podjąć decyzje odnośnie tego, jakich konkretnie działań powinni podjąć się w tym momencie. - Czy wnętrze zostało odnowione? Wymieniono drzwi, odmalowano ściany? O ile byłeś w stanie cokolwiek w tym zakresie zaobserwować? - dopytał jeszcze o to, co przyszło mu do głowy; co mogło mieć znaczenie. Bo skoro ktoś zajął się odnowieniem, to mógł pozbyć się sporej ilości tych rzeczy, które byłyby w stanie dostarczyć im informacji. Powymieniać klamki, uchwyty. Od Beltane minęło dużo czasu. Zbyt dużo. Cholerny Rookwood, który pozostawił to wszystko bez jakiejkolwiek reakcji. W ogóle tematem się nie zainteresował. Naprawę chętnie rzuciłby teraz w Chestera jakimś crucio, ale na taki krok nie mógł sobie pozwolić. Nie mógł mieszać się w nic, co dotyczyło tego czarodzieja.