07.07.2024, 16:15 ✶
Po całodniowym bieganiu po mieście kotek był zmęczony. Rano staż w Mungu, potem trochę za ladą Dziurawego Kotła, a na deser bieganina po Nokturnie. Trochę tarapatów się znalazło, nieco pracy dorywczej jako domorosły magomedyk, a na koniec nawet przepyszne smakołyki sowicie zalane mlekiem. Najedzony wałęsałem po mieście, docierając do niemagicznej części Londynu. Gdzie nogi poniosły, tam szedłem, pamiętając oczywiście, żeby nagle z kociej postaci nie wyrosnąć jakiemuś mugolowi przed oczami jako rozchichotany mężczyzna, bo wtedy to byłby ambaras, hihi. Może i zabawny, ale jakby mnie Ministerstwo dorwało, to już niekoniecznie. Byłem świadomy, że pewnie by mnie wyrzucony ze stażu, a ja nie chciałem, więęęc... westchnąłem leciutko, a właściwie prychnąłem. Koty chyba nie wzdychały.
Cóż, szukałem miejsca na drzemkę, a otwarte okna były idealne do szukania fajnych, ciepłych zakątków, szczególnie tam, gdzie mogłem znaleźć dużo książek. Do tych to ja miałem nosa niemałego, więc sprawnie wskoczyłem sobie na parapet. Miałem to w jednym pazurze! Opanowane do perfekcji. Wystarczyło się dobrze odbić, potem obrać odpowiednie położenie w locie i cyk... wylądować przednimi łapkami na parapecie. Purrrfecto!
Czyste, sterylne mieszkano. Trochę jak u mnie. Trochę, bo odkąd zadomowiła się tam Mayka ze swoimi wszystkimi roślinami, to było trochę chaosu. I dżungli sporo. Ale się tam odnajdowałem! I nie było tak pusto, odkąd wyprowadził się Dellian. Pociągnąłem nosem, ale nie wyczułem niczego smakowitego... Szukałem żarcia, kiedy byłem przeżarty! Szczyt łakomstwa!!! NIE LEO! NIE BĘDZIESZ ŻARŁ, BO NASTĘPNYM RAZEM TAK LEKKO NIE WSKOCZYSZ NA PARAPET!
Ale chwila! Moment! Tak przeszedłem sobie po całym mieszkanku i tu, gdzie były książki, były również inne takie fajne kuszące do czynienia zła... Tu czułem nosem dziwne specyfiki. Niekoniecznie mile pachnące. A nad tym wszystkim tańcowała blondwłosa wiedźma - nie miałem wątpliwości, że to wiedźma, bo mugole takich niecnych rzeczy nie robili. Jakieś ważenie eliksirów tu się tworzyło...? Czy co to...? I jeszcze nie mieli skrzatów w mieszkaniach. Dobrze, że ta druga była zajęta księgą. Tak, dobrze, że była zajęta.
Czemu ja bywałem taki ciekawski?!?!?! Mogłem sobie wskoczyć na te półki i drzemać niezauważony, a mnie kusiło tu na stolik, wskoczyć wśród te fiolki. Co ona tam zapisywała?! Chciałem to zobaczyć. Musiałem to zobaczyć! Ale też nie chciałem by mnie szybciochem stąd wyrzuciła i - co najgorsza - zamknęła okno, więc... przyszło na taktyczne zagrania.
Wróciłem do sypialni, żeby co nieco tam z tych poukładanych szafeczek wyrzucić, narobić hałasu, schować się pod łóżkiem, a jak czarownica pójdzie tam patrzeć, co się odjaniepawliło, to ja, cyk!, przemknę przez próg i wskoczę na biurko. Przeczytam co tam było napisane i powącham wszystkiego, co tylko sobie zamarzę. O, yeah!
Czy ciekawość to nie był przypadkiem pierwszy stopień do piekła...?
Cóż, szukałem miejsca na drzemkę, a otwarte okna były idealne do szukania fajnych, ciepłych zakątków, szczególnie tam, gdzie mogłem znaleźć dużo książek. Do tych to ja miałem nosa niemałego, więc sprawnie wskoczyłem sobie na parapet. Miałem to w jednym pazurze! Opanowane do perfekcji. Wystarczyło się dobrze odbić, potem obrać odpowiednie położenie w locie i cyk... wylądować przednimi łapkami na parapecie. Purrrfecto!
Czyste, sterylne mieszkano. Trochę jak u mnie. Trochę, bo odkąd zadomowiła się tam Mayka ze swoimi wszystkimi roślinami, to było trochę chaosu. I dżungli sporo. Ale się tam odnajdowałem! I nie było tak pusto, odkąd wyprowadził się Dellian. Pociągnąłem nosem, ale nie wyczułem niczego smakowitego... Szukałem żarcia, kiedy byłem przeżarty! Szczyt łakomstwa!!! NIE LEO! NIE BĘDZIESZ ŻARŁ, BO NASTĘPNYM RAZEM TAK LEKKO NIE WSKOCZYSZ NA PARAPET!
Ale chwila! Moment! Tak przeszedłem sobie po całym mieszkanku i tu, gdzie były książki, były również inne takie fajne kuszące do czynienia zła... Tu czułem nosem dziwne specyfiki. Niekoniecznie mile pachnące. A nad tym wszystkim tańcowała blondwłosa wiedźma - nie miałem wątpliwości, że to wiedźma, bo mugole takich niecnych rzeczy nie robili. Jakieś ważenie eliksirów tu się tworzyło...? Czy co to...? I jeszcze nie mieli skrzatów w mieszkaniach. Dobrze, że ta druga była zajęta księgą. Tak, dobrze, że była zajęta.
Czemu ja bywałem taki ciekawski?!?!?! Mogłem sobie wskoczyć na te półki i drzemać niezauważony, a mnie kusiło tu na stolik, wskoczyć wśród te fiolki. Co ona tam zapisywała?! Chciałem to zobaczyć. Musiałem to zobaczyć! Ale też nie chciałem by mnie szybciochem stąd wyrzuciła i - co najgorsza - zamknęła okno, więc... przyszło na taktyczne zagrania.
Wróciłem do sypialni, żeby co nieco tam z tych poukładanych szafeczek wyrzucić, narobić hałasu, schować się pod łóżkiem, a jak czarownica pójdzie tam patrzeć, co się odjaniepawliło, to ja, cyk!, przemknę przez próg i wskoczę na biurko. Przeczytam co tam było napisane i powącham wszystkiego, co tylko sobie zamarzę. O, yeah!
Czy ciekawość to nie był przypadkiem pierwszy stopień do piekła...?