07.07.2024, 21:46 ✶
Idę przez plażę ku byłej żonie, próbując ją zbajerować (w tym wątku Woody ma charakteryzację)
Była tam. Koścista harpia: szpony wychodzące spod ciemnej sukieneczki (wyglądała w niej olśniewająco), dym uciekający spomiędzy kłów potworzycy, oczka sunące po plaży w poszukiwaniu ofiary. Majestatyczna. Ale Woody Tarpaulin nie zostanie jej ofiarą. Woody Tarpaulin jest łowcą. Dzikim kotem drapieżnym, przyczajonym w cieniu namiotu, przeżuwającym powoli kawałek wybornego biszkopta.
Brenna wykonała kawał dobrej roboty z jego kamuflażem. Poza zmianą rys twarzy dostały mu się doklejane wąsy i peruka, które ukończyły dzieła. Na plaży zjawił się jak nie on, choć zdążył już przed kilkoma zakonnikami odkryć z dumą swoją tożsamość, wychwalając przy tym przebranie. Dla niepoznaki zostawił nawet w namiocie swój słomkowy kapelusz wakacyjny, zamiast tego perukę przyozdabiając czapką z daszkiem. Ha, niech no tylko zobaczy go Jonathan Selwyn! Języka w tej cwanej gębie zabraknie, gdy ujrzy piękną, pstrokatą koszulę hawajską zarzuconą na podkoszulek.
Woody oblizał palce z resztek biszkoptu, zabrał swoją butelkę i ruszył przez plażę ku niczego niespodziewającej się (mam rację?) Quintessie Longbottom. Gorący piasek kleił się do jego bosych stóp na wodę, w której wcześniej brodził. To dobrze, niech to przykuje uwagę starej, niech zobaczy, że wciąż ma muskularne łydki i się nie zapuścił.
Uśmiechał się do niej z daleka — flirciarsko, kokieteryjnie, Don Juan świata czarodziejskiego, przyszłoroczny Mister Czarownicy.
Wyzwanie było o tyle trudne, że nie mógł się odezwać. Usługi bratanicy nie obejmowały zmiany głosu, Tessa raz dwa by go po tym poznała. Zamierzał uwieść ją męską pewnością siebie, nęcącą nonszalancją samca alfa. Zatrzymał się nieopodal jej kocyka i wyłożył na piasku w pozycji półleżącej, wspierając na ramieniu i eksponując w słońcu wdzięki swojej sylwetki.
Puścił byłej żonie zalotne oczko, błysnął uśmiechem.
Zdradziły go krzywe zęby.
!zaklętamuszla
Była tam. Koścista harpia: szpony wychodzące spod ciemnej sukieneczki (wyglądała w niej olśniewająco), dym uciekający spomiędzy kłów potworzycy, oczka sunące po plaży w poszukiwaniu ofiary. Majestatyczna. Ale Woody Tarpaulin nie zostanie jej ofiarą. Woody Tarpaulin jest łowcą. Dzikim kotem drapieżnym, przyczajonym w cieniu namiotu, przeżuwającym powoli kawałek wybornego biszkopta.
Brenna wykonała kawał dobrej roboty z jego kamuflażem. Poza zmianą rys twarzy dostały mu się doklejane wąsy i peruka, które ukończyły dzieła. Na plaży zjawił się jak nie on, choć zdążył już przed kilkoma zakonnikami odkryć z dumą swoją tożsamość, wychwalając przy tym przebranie. Dla niepoznaki zostawił nawet w namiocie swój słomkowy kapelusz wakacyjny, zamiast tego perukę przyozdabiając czapką z daszkiem. Ha, niech no tylko zobaczy go Jonathan Selwyn! Języka w tej cwanej gębie zabraknie, gdy ujrzy piękną, pstrokatą koszulę hawajską zarzuconą na podkoszulek.
Woody oblizał palce z resztek biszkoptu, zabrał swoją butelkę i ruszył przez plażę ku niczego niespodziewającej się (mam rację?) Quintessie Longbottom. Gorący piasek kleił się do jego bosych stóp na wodę, w której wcześniej brodził. To dobrze, niech to przykuje uwagę starej, niech zobaczy, że wciąż ma muskularne łydki i się nie zapuścił.
Uśmiechał się do niej z daleka — flirciarsko, kokieteryjnie, Don Juan świata czarodziejskiego, przyszłoroczny Mister Czarownicy.
Wyzwanie było o tyle trudne, że nie mógł się odezwać. Usługi bratanicy nie obejmowały zmiany głosu, Tessa raz dwa by go po tym poznała. Zamierzał uwieść ją męską pewnością siebie, nęcącą nonszalancją samca alfa. Zatrzymał się nieopodal jej kocyka i wyłożył na piasku w pozycji półleżącej, wspierając na ramieniu i eksponując w słońcu wdzięki swojej sylwetki.
Puścił byłej żonie zalotne oczko, błysnął uśmiechem.
Zdradziły go krzywe zęby.
!zaklętamuszla
piw0 to moje paliwo