Było coś niepokojąco pociągającego w tej jej skrajnej obojętności. Coś nowego i coś odkrywczego na jego zmanierowane gusta. Nie byłoby to zbyt dużym nadużyciem powiedzieć, że miał spory naddatek powodzenia u dziewcząt. Do tego stopnia, że na tym etapie zdecydowanie bardziej wolał sypiać z profesjonalistkami za galeony, niż ryzykować intymne spotkania z fankami. Zdążył się już nauczyć, że z nimi jednak jest o wiele więcej problemów, niżeli przyjemności. Niepotrzebne afery i zazdrośni faceci, którzy mieli do niego pretensje zamiast do swoich niewiernych partnerek. A na fakturę, to mimo wszystko jednak kultura, spokój i klarowna sytuacja.
Lubił tracić kontrolę, kręciło go to. Jednak nie przepadał nad oddawaniem jej w czyjeś ręce. Lubił ryzyko, ale zwykle nie tracił kontroli nad sytuacją, gdyż duma i poczucie wyższości mu na to nie pozwalało. Lubił się bawić, to żadna nowina, wciąż jednak wszystko musiało odbywać się na jego warunkach. A warunki tej zabawy sięgały mu ledwo pod brodę, mimo tego na własne życzenie oddał się w ręce władzy. Pani władzy. Ten pasek wokół jego szyi był nawet uroczy, dlatego uśmiechnął się lekko rozbawiony, ale mimowolnie przygryzł wargę czując narastające napięcie tym skórzanym zalążkiem perwersji.
Spodziewał się, że go spoliczkuje, co najwyżej potraktuje pięścią. Tego, że zegnie się w pół, a nagły wylot powietrza z płuc wydobędzie z niego stęknięcie, nie spodziewał się. Nie prosił o instruktaż szkoleniowy z obezwładniania oponenta na własnej skórze, ale teraz dobrze wiedział co bandziory czuły w konfrontacji z niemiłą Millie. - A bijesz lepiej, niż on...- westchnął niemalże, łapiąc głośno chmurę tlenu przez otwarte usta. Potem sytuacja szybko ulegała progresji. Błyskawicznie wyszli poza jego granice i zanim zdążył się zorientować było za późno żeby protestować. Chociaż czy tak naprawdę tego chciał? Wstyd jaki czuł wynikający z pozycji w jakiej się znalazł, był pół na pół wymieszany z podnieceniem i poczuciem zagrożenia. Dlaczego jej na to pozwalał? Sam nawet nie wiedział, czy teraz po prostu płynął z nurtem, czy właśnie nowo odkryte pokłady libido, nie pozwoliły mu zareagować inaczej, niż poddaniem się temu co do niego mówiła.
Ze spuszczoną głową, zawstydzony tym jak błyskawicznie dał się jej zdominować, rzeczywiście zaczął człapać w głąb apartamentu jak ten pies. Czuł na zmianę ciepło i zimno, a jego ciało przyjmowało to, bo nie był w stanie podjąć działania. Sparaliżowany nieoczekiwanym uniesieniem, ale i onieśmielony tym jak bezbronny stał się przed nią. W afekcie poczuł ciepłą wilgoć pod dłońmi, a zw wzrokiem wbitym w podłogę, szybko zauważył krew na rękach. Poraniony rozbitym szkłem rozsypanym po ziemi, przez moment dostrzegł w nim swoje upodlenie, którego nie wymyślił, ale którego nie potrafił teraz odmówić. Spomiędzy jego czarnych pasm włosów przebijał się nerwowy, ale jednak usatysfakcjonowany uśmiech.
Chyba jeszcze nigdy droga do sypialni nie była tak długa i ciężka. Słyszał co mówiła, ale jedyne co do niego w pełni trafiało to stukot jej obcasów, jakby bał się, że kiedy zabraknie tego dźwięku to nadejdzie kolejna kara, kolejny niespodziewany cios. Zbyt zmieszany by jakkolwiek się teraz odezwać. Cieszył się jednak, że był wystarczająco odurzony, by potrafić się dostosować do nowych reguł. Pozbawione paska spodnie właściwie same już opadły z jego bioder, on tylko wyszedł z nich, by nie krępowały jego ruchów, kiedy tak poruszał się na czworaka z napiętym pasem wokół szyi. Wbijająca się w gardziel sztywna skóra nie pozwalała mu na pełen oddech, ale właśnie to go nakręcało bardziej. W końcu delikatnie zdyszany tą wycieczką, odwrócił się i oparł plecami o swoje własne, przestronne łoże, jakby nie było wykonane z myślą o dwóch osobach, ale nawet kilku. Wciąż jednak nie podniósł się z ziemi, słyszalnie nadrabiając te stracone po drodze kilka oddechów, nagi spoglądał ukradkiem wyczekująco w swoją oprawczyni. Dobrze wiedział, że nie miał już więcej przywileju inicjatywy w tej konfiguracji, czekał tylko na kolejny jej ruch.
wypad perwersy, nie ma tu nic dla was