09.07.2024, 01:41 ✶
Przy ognisku z Alexandrem
Zaproszony na kolejne już z rzędu, zakonowe przyjęcie, w przeciwieństwie do Bella nie czuł się tutaj ani trochę spięty. Tak, był niemiłą zrzędą i wcale nie tak łatwo było go oswoić, a wydobycie spod szorstkiego człowieka ciepła, jakie oferował bliskim, stanowiło jeszcze twardszy orzech do zgryzienia, ale większość zebranych tu osób już do niego przywykła, tak jak i on przywykł do nich. W miarę dobrze rozumiał też społeczne konstrukty, a więc i sytuacje, w które nie powinien się wpierdzielać. Siedząc przy ognisku z nowo poznanym mężczyzną, zdawał się całkowicie ignorować Norę i Samuela, ponieważ rozmowa pomiędzy nimi wydawała się... intymna, bardzo (!) intymna i uznał, że jeżeli panna Figg potrzebowała czegoś z jego strony, to była to właśnie cisza. Pewnie w imię kwitnącej miłości pobawiłby się z Mabel, gdyby znajdowała się w zasięgu wzroku, ale nigdzie jej tutaj nie wyłapał...
Devon było pięknym miejscem, a nadmorskie klimaty naprawdę dobrze działały na jego samopoczucie. On jednak do pełnego odpoczynku potrzebowałby krzaków, ciszy i wędki... Oczywiście nie narzekał wcale na to przyjęcie, ale prawdę mówiąc, to lato wymęczyło go tak bardzo, że akurat dzisiaj pojawił się tutaj głównie ze względu na siostrę. Nie chciał jej niańczyć ani ograniczać, nie potrafił jednak ukryć przed samym sobą, jak bardzo panikował, kiedy nie wiedział, co się z nią działo i nie mógł zareagować na jakieś potencjalnie katastrofalne w skutkach nieszczęście. Byli tu wśród przyjaciół. Co takiego miałoby się stać...? Ale jednak się bał.
- ...również miło poznać? - Moody uniósł w górę brew, przełykając kawałek jedzonego przez siebie szaszłyka. Tak, Bell od razu wypadł w jego oczach na kompletnego dziwaka, ale zyskanie na czole tej naklejki wcale nie znaczyło najgorszego. - Nie. Pracujemy razem i przyjaźnimy się od lat. - Odłożył szaszłyk na papierowy talerzyk, wytarł palce w serwetkę i podał Alexandrowi i tak tłustą rękę. - Alastor Moody - przedstawił się, z przyzwyczajenia omal nie dodając Biuro Aurorów, ale czy w ogóle musiał to robić? Nie. Rodzina Moodych była znana z nieustannej walki z czarnoksięstwem nie od wczoraj. Alastorowi nie udało się uciec od tego stereotypu - wdał się w ojca aż za bardzo. Nie wyglądał na szczególnie zadbanego - włosy miał rozwiane, koszulę nieco nieuprasowaną, w dodatku nie ogolił się dzisiaj, a powinien już. Szorstkie oblicze, szorstki charakter, szorstkie życie. - Absolutnie nic o nich nie sądzę - przyznał, wracając do tematu brzmiącego jakby wypluła go jakaś cholerna losowarka. - I nie mam pojęcia, jak to działa. - Stanął w obronie mugoli i mugolaków od razu, został zwerbowany w dzień wybuchu wojny, ale... Nie znał się na tym za dobrze. Miał jakieś swoje gadżeciarskie przebłyski i lubił pić piwo w jednym z mugolskich lokali, niewiele poza tym.
Rozejrzał się wokół, poszukując wzrokiem siostry i Botta. Nie wstał jednak, chciał się tylko upewnić, że tu byli. Nie sprawiał też wrażenia, jakby oczekiwał od Alexandra, żeby się przymknął, nawet jeżeli jego twarz nie wyrażała większych emocji.
!zaklętamuszla
fear is the mind-killer.