10.07.2024, 15:00 ✶
Stoisko z biżuterią Viorici
Viorica mogła wydawać się odważna, patrząc jak z uśmiechem, pewnym krokiem przemierzała świat, wiele z tego jednak było tylko grą pozorów. Owszem, przez lata nauczyła się głośno wyrażać swoje zdanie i nie bać się ryzyka, to jednak nie oznaczało, że niczego się nie bała. Tak naprawdę miała ogromną ilość obaw, czy to o przyszłość, czy to goniącą ją przeszłość. I choć powoli myślała, że jakoś tą drugą w końcu pozostawi za sobą, tak ta ostatnio ciągle postanawiała do niej wracać.
Choć nie tylko w negatywnym znaczeniu. Bo o ile wiadomość o powrocie Dante do żywych wcale nie napawała jej radością, nawet jeśli sama chyba jeszcze do końca w to nie dowierzała, tak spotkało ją kilka całkiem miłych spotkań z dawnymi czasami.
Na początku czerwca w końcu dostała bardzo ciekawe zadanie, udało jej się spotkać Samuela, Crowa no i Cedrica. I choć w tym ostatnim wypadku nie spodziewała się niczego większego, tak z jakiegoś powodu jakoś nie potrafiła się od niego odczepić.
Z każdym spotkaniem coraz bardziej czuła, że lubi jego towarzystwo. Chciała go coraz lepiej poznawać, może trochę mu podokuczać i ciągle musiała się powstrzymywać przed wpłaceniem dłoni w jego jasne włosy.
Do tego widziała to, jak na nią patrzył.
Znała te spojrzenie, wiedziała jednak, że się wahał. Tak samo jak ona, niepewna, czy naprawdę miała jakąkolwiek szansę pociągnąć tą całą sytuację jakoś dalej. I czy nie byłaby jedynie zwykłym rozczarowaniem, gdzie na tych przyjacielskich warunkach, może po prostu sprawdziłby się lepiej? Nie była niczego pewna.
Ucieszyła się, gdy Cedric w końcu dał się przekonać, by mogła go zostawić na chwilę samego. Naprawdę zależało jej na spróbowaniu swoich sił w loterii i już wiedziała, że nie skończy na jednym losie, jak zwykle przy podobnych rozgrywkach. Czuła jednak, że tym razem naprawdę może być warto, skoro sporo osób podobno coś wygrało.
- Pójdę jak zrobi się jeszcze trochę luźniej, obiecuje załatwić to szybko i jak najszybciej wrócić na swoje miejsce. - Mrugnęła do niego, widocznie naładowana nową energią.
Którą wykorzystała dalej w ich rozmowie. Uniosła lekko brwi na jego słowa w sekundę wyłapując dwuznaczność, której zapewne Cedric nie planował. A ona nie miała zamiaru stracić okazję, by znów zobaczyć jego speszoną minę, którą coraz bardziej lubiła.
- Bardziej brzmi jak całkiem przyjemna obietnica niż groźba - wytknęła, posyłając lekko drapieżny uśmiech oraz spojrzenie, które nie porzucało złudzeń wobec tego, o czym pomyślała. Bo tak naprawdę nie miałaby nic przeciwko takiemu rozwojowi spraw, mimo całej niepewności co do tego, co mogłoby się stać dalej.
Choć podejrzewała, że ich wspólny wyjazd i tak miał o tym zadecydować. Bała się go trochę, a jednocześnie wyczekiwała.
Słuchała o Warowni i Dolinie i rzeczywiście, wydawały się być naprawdę miłym miejscem, choć nie była pewna, czy do nich sama pasowała. Nie mogła jednak odmówić aż dwójce namawiających jej osób, toteż jedynie uśmiechała się na ich słowa.
- Tak, udało mi się ich poznać, tak naprawdę przed chwilą, gdy dotarli do naszego stoiska - przyznała, słysząc o Cameronie i Heather. Zaczynała rozumieć, że wspomniana Warownia musiała być chyba jakimś centrum pewnej grupki znajomych, do której Cedric musiał należeć, patrząc na to, jak wszyscy zdawali się znać. Zaciekawiło ją to, ale jednocześnie pomyślała o tym, jak jej miejscem, które przyciągało ją i jej grupkę był Nokturn. Zabawne, jak bardzo musiały się różnić te dwa światy. - Na pewno dam znać, gdy będę miała trochę wolnego. To o czym opowiadasz brzmi malowniczo. Choć podejrzewam, że to nie mnie trzeba namawiać na odwiedziny. - Uśmiechnęła się złośliwie do Cedrica, który potem jednak wspomniał o jej wyrobach i sprawił, że lekko się zatrzymała.
- Nie wiem, czy powinnam od razu rozkładać stoisko i robić jedną wielką reklamę, gdy kogoś odwiedzam, ale zazwyczaj mam coś na sobie, co sama zrobiłam - albo ukradła, ale to już inna śpiewka. - A ty nie musisz chodzić z mieszkiem, by coś u mnie zamówić, wystarczy, że powiesz, co ci chodzi po głowie, a zapłacisz mi kiedyś tam. Masz już status osoby ze zniżką po znajomości. - Sięgnęła po jeden z metalowych wieńców, ten który tworzyły liście dębu.
Stanęła na palcach i delikatnie nałożyła go Cedricowi na głowę, muskając przy tym jego włosy i uśmiechając się zwycięsko. Odsunęła się, podziwiając przez chwilę swoje dzieło. Cholera, był naprawdę przystojny.
- Proszę, masz nawet gratis za dzisiejszą pomoc.
Dora szybko zwinęła się, dając znać, że sama może przyjść i użyczyć swoich rąk przy składaniu stoiska, Viorica jednak nie chciała jej angażować w coś, co mogło nastąpić tak późno. Zresztą, miała już swojego pomocnika.
A potem dostrzegła Crowa i w odruchu uśmiechnęła się jeszcze szerzej. To było dziwne. Wczoraj zobaczyła go pierwszy raz od tak naprawdę kilku lat, a jednak miała wrażenie, że wcale nie minęło tak dużo czasu.
- Dziękuję za te wielkoduszne ostrzeżenie. Powiem ci jednak, że było warto, bo to co co się działo na tej scenie było zajebiste. - Skomentowała, całkiem szczerze, czując pewną dumę z mężczyzny. Rzeczywiście, tak jak wczoraj mówił, nigdy by nie zgadła co będzie dziś robił. - A skoro nie ma klientów, to raczej w pracy nie przesadzacie. Szczególnie jeśli coś kupicie. - Sprawnie zbyła pewną sugestię, którą usłyszała w jego głosie, udając, że nie wie o co mu chodzi.
A potem jej wzrok powędrował do jego towarzysza, a w jej głowie szybko powstało pytanie, który z nich? Szybko jednak odnalazła swój twór na jednym z placów Laurenta. Poczuła chwilowy chłód, zdając sobie sprawę, że to ta osoba, która dzieliła z nią wspaniałe bagienko z tabliczką z napisem Dante. Zmierzyła go wzrokiem, potem przeniosła spojrzenie na Crowa i uniosła brwi.
Cóż, nie dziwiła się, że dał mu pierścionek.
- Viorica. - Przedstawiła się, wyciągając rękę nad stołem z jej wyrobami. - Mam nadzieję, że się podoba? - Wskazała palcem na błyskotkę, nad którą pracowała w nocy, chcąc się z nią wyrobić. Naprawdę może powinna się dawać mniej wykorzystywać z tymi nierealnymi terminami, jednak naprawdę lubiła wyzwania.
Nie przyznawała się jednak do tego głośno, zamiast tego narzekała, mimo niemal natychmiastowego zabrania się do pracy.
Spojrzała z ciekawością na Cedrica, zastanawiając się, jak zareaguje, cóż, tak naprawdę jednego z jej przyjaciół, szczególnie, że Crow, cóż, był Crowem. Na razie jednak nie wyglądało to źle.