13.07.2024, 23:26 ✶
Zmarszczyłem niezadowolony pyszczek, i to nie tylko z powodu intensywnego zapachu perfum, chociaż to też mogło mieć na to wpływ. Pani blondynka sprytnie zamknęła za sobą drzwi, okno było tu zamknięte, rzeczy w szafie naruszyłem, więc łóżko było jedynym miejscem zniknięcia, ukrycia się, schowania... Jednocześnie będąc najbardziej oczywistym do tego typu spraw. Sprawdzało się tylko jako tymczasowa kryjówka, więc... przegrałem tę potyczkę?
Chociaż, kiedy tak obserwowałem spod łóżka jej łydki, to nie zdawała się być gotowa na zajrzenie pod nie. Raczej za nie, więc trochę odetchnąłem. Może wcale nie była taka mądra i może wcale nie pisała tam jakichś fajnych mądrych rzeczy, tylko papki mózgowe, co to nic nie znaczyły. Może ktoś jej płacił za robienie bestsellerów dla samotnych matek w okolicy albo dojrzewających nastolatek, gdzie cały ten osprzęt wokół wcale nic nie znaczył?
I tak z perspektywy czasu stwierdzałem, że przesadziłem z robieniem tego bałaganu, ale ten jej minimalizm zaburzył całą moją koncepcję. Ja się zirytowałem... nieco, bo ogólnie to ja raczej pogodny kociak byłem, ale wolałem, kiedy wszystko przychodziło z lekkością albo na farcie, więc... Kiedy tylko zajrzy do łazienki, to ja wpadnę do szafy, a jak wróci na swoje miejsce, to ja się wymknę z tej szafy, z tego pokoju-pułapki i... I potem to się zobaczy. Najlepsza zawsze była improwizacja niż utarte, sztywne plany.
Rozciągnąłem się więc, tak siedząc pod tym łóżkiem. Gotowałem się do startu, ale tak powoli, bo jak na razie obserwowałem jej kostki. Już miałem to w głowie, ja wiedziałem, kiedy ruszyć jak ten dziki kocur spod tego łóżka, żeby znaleźć swoje miejsce w szafie i przeczekać tę inspekcję. W szafie skoczę na wyższe półki... A może na samą szafę...? O, tak wysoko to mnie nie zobaczy, szczególnie kiedy zwinę się w słodką kulkę. Może nawet się tam zdrzemnę i uderzę do jej notatek w nocy, kiedy wszyscy będą spali...?
Chociaż, kiedy tak obserwowałem spod łóżka jej łydki, to nie zdawała się być gotowa na zajrzenie pod nie. Raczej za nie, więc trochę odetchnąłem. Może wcale nie była taka mądra i może wcale nie pisała tam jakichś fajnych mądrych rzeczy, tylko papki mózgowe, co to nic nie znaczyły. Może ktoś jej płacił za robienie bestsellerów dla samotnych matek w okolicy albo dojrzewających nastolatek, gdzie cały ten osprzęt wokół wcale nic nie znaczył?
I tak z perspektywy czasu stwierdzałem, że przesadziłem z robieniem tego bałaganu, ale ten jej minimalizm zaburzył całą moją koncepcję. Ja się zirytowałem... nieco, bo ogólnie to ja raczej pogodny kociak byłem, ale wolałem, kiedy wszystko przychodziło z lekkością albo na farcie, więc... Kiedy tylko zajrzy do łazienki, to ja wpadnę do szafy, a jak wróci na swoje miejsce, to ja się wymknę z tej szafy, z tego pokoju-pułapki i... I potem to się zobaczy. Najlepsza zawsze była improwizacja niż utarte, sztywne plany.
Rozciągnąłem się więc, tak siedząc pod tym łóżkiem. Gotowałem się do startu, ale tak powoli, bo jak na razie obserwowałem jej kostki. Już miałem to w głowie, ja wiedziałem, kiedy ruszyć jak ten dziki kocur spod tego łóżka, żeby znaleźć swoje miejsce w szafie i przeczekać tę inspekcję. W szafie skoczę na wyższe półki... A może na samą szafę...? O, tak wysoko to mnie nie zobaczy, szczególnie kiedy zwinę się w słodką kulkę. Może nawet się tam zdrzemnę i uderzę do jej notatek w nocy, kiedy wszyscy będą spali...?