18.07.2024, 13:15 ✶
Stoisko z biżuterią Viorici
Sama nie rozumiała tego, co się między nimi działo. No dobrze, może inaczej. Nie była do końca pewna tego, czy chce zrozumieć i pociągnąć to dalej, w kolejne etapy, szczególnie, że sam pocałunek w barze pamiętała głównie tylko ona, co z jednej strony było trochę smutne, a z drugiej, cóż, nie musiała się przejmować na razie żadnymi decyzjami.
Czekała więc na ich wspólny wyjazd chcąc sprawdzić, czy tamta chwila była spowodowana chwilowym zamroczeniem, czy znaczyła coś więcej.
Chciała być ostrożna. Nie pchać się w coś, co mogła nie mieć przyszłości. A z każdym dniem miała w tej kwestii coraz więcej wątpliwości, nawet jeśli tak naprawdę potrafiłaby gapić się na tym etapie w oczy Cedrica godzinami.
Było to trochę głupie, ale z dnia na dzień coraz bardziej czuła, jak w swoje sidła łapie ją zauroczenie, którego się tak naprawdę nie spodziewała.
Trochę bała się mu poddać, ale z drugiej strony - nie lubiła żałować, że czegoś nie zrobiła.
- Poradzisz sobie. - Wyszczerzyła się szeroko, gdy Cedric zgodził się zostać z jej dobytkiem sam. - Dajesz radę ze starymi czarownicami, to i z moimi klientami myślę, że pójdzie ci nie najgorzej. - Sama strasznie nie lubiła wybrednych, starych bab, które niestety też musiała obsługiwać. Zwykle nic im nie pasowało.
Zaśmiała się, gdy udało jej się dotrzeć dokładnie ten moment, w którym Cedric zdał sobie sprawę z dwuznaczności swoich słów.
- Słuchaj, nigdy nie odmawiam darmowej kolacji, szczególniez domowej kuchni, najlepsza rzecz pod słońcem - odpowiedziała, jakby wcale wcześniej nie odebrała jego słów kompletnie w innym kontekście. Jeszcze chwilę a mogła zacząć twierdzić, że Cedric był jej nowym hobby. Jego reakcje bawiły ją i ciekawiły. Chciała poznać wszystkie jego strony, których jeszcze nie znała.
- Skoro obiecujesz, to muszę uwierzyć. Zresztą, dałeś radę być dziś tu ze mną na Lammas. I nawet nie jest tak źle, prawda? - Nawet jeśli jej pomagał, a nie cieszył się atrakcjami. Miała z tego powodu małe wyrzuty sumienia, coś czuła jednak, że mało kto wyciągnąłby i tak go tego dnia ze szpitala. Zawsze więc coś.
Nie zwróciła uwagi na nagłe spięcie w nauronach Cedrica, poświęcając uwagę nowym klientom.
- Dobrze, że tańczysz, a nie występujesz w roli komika - odparła na żart z wysoko uniesionymi brwiami, nie mogła jednak ukryć drobnego uśmiechu, który pojawił się gdy go usłyszała.
A potem to jej umysł postanowił się na chwilę wyłączyć.
Wyciągając rękę, myślała, że rozmówca ją po prostu uściśnie. Ten jednak ują ją w swoją dłoń i ucałował jej wierzch, zupełnie jak w tych wszystkich romansidłach, które zdarzało jej się czytać. Zamrugała, nie bardzo wiedząc, jak się zachować. Próbowała sobie przypomnieć, czy zdarzyło jej się, by ktokolwiek potraktował ją z równą dżentelmeńską manierą, ale patrząc na to w jakich kręgach się obracała, szczerze wątpiła.
- Bardzo mi miło - odpowiedziała na słowa Laurena, zastanawiając się, czy jej wyroby na pewno zasługiwały na tak poetycki opis. Już zwykłe “fajne” Crowa sprawiało, że czuła się pewniej, niż w tej chwili.
Spojrzała z lekką paniką na starego przyjaciela, a w jej oczach błądziło pytanie “skąd ty go wytrzasnąłeś?” którego nie wypowiedziała jednak na głos.
Jak widać nic nie wprowadzało ją w zakłopotanie tak jak maniery z wyższych sfer.
A potem jeszcze Cedric zaczął ją wychwalać, mówić o tym całym lokalu, na który zdecydowanie bnie było jej w tej chwili stać i miała ochotę wbić mu łokieć głęboko w bok. Zrobiła to jednak tylko mentalnie, wznosząc oczy na chwilę do góry.
Dobrze, że Crow był starym sobą i wyskoczył z tym kolczykiem, który, cóż, wcale by nie był złym projektem.
- Można by było coś takiego zrobić. Zresztą, oddałeś mi całą kasę za zegarek, więc masz coś u mnie gratis. Tylko, przekuwaniem zajmujesz się sam. Nie chcę cię niechcący wykrwawić - zaznaczyła, notując coś i na szybko szkicując w swoim notesie, którego nie schowała po wizycie Shafiqa.
I nawet jeśli reszta nie zwróciła na to uwagi, Viorica dostrzegał znikniecie wieńca z głowy Cedrica, szczególnie że co chwilę podziwiała ten jak dla niej całkiem przyjemny widok. Trochę ją to zasmuciło. Wiedziała, że nie każdy lubił krzykliwe ozdoby, Lupin jednak wyglądał naprawdę dobrze a ona naprawdę lubiła ładnych ludzi w swoich wyrobach. Gdzieś w jej głowie nawet pojawił się pomysł wykonaniu dla niego kilku rzeczy, teraz jednak z lekko przygaszoną miną musiała chyba powściągnąć te plany.
Z lekko mniej szczerym uśmiechem skupiła się na rozmowie o piosenkarce.
- Idźcie tańczyć póki jest okazja, ja niestety mam robotę więc będę co najwyżej podziwiać - uwielbiała pojawiać się na parkiecie i zarówno Crow, jak i od niedawna Cedric, o tym wiedzieli. I choć bardzo kusiło, wiedziała, że znikniecie jedynie by w końcu dotrzeć do loterii, a potem grzecznie wróci nie chcąc przywołać u Cedrica zbyt dużego zawału. Zresztą, noc była długa, a ona miała w domu mały gramofon, który zawsze mogła potem włączyć.
Sama nie rozumiała tego, co się między nimi działo. No dobrze, może inaczej. Nie była do końca pewna tego, czy chce zrozumieć i pociągnąć to dalej, w kolejne etapy, szczególnie, że sam pocałunek w barze pamiętała głównie tylko ona, co z jednej strony było trochę smutne, a z drugiej, cóż, nie musiała się przejmować na razie żadnymi decyzjami.
Czekała więc na ich wspólny wyjazd chcąc sprawdzić, czy tamta chwila była spowodowana chwilowym zamroczeniem, czy znaczyła coś więcej.
Chciała być ostrożna. Nie pchać się w coś, co mogła nie mieć przyszłości. A z każdym dniem miała w tej kwestii coraz więcej wątpliwości, nawet jeśli tak naprawdę potrafiłaby gapić się na tym etapie w oczy Cedrica godzinami.
Było to trochę głupie, ale z dnia na dzień coraz bardziej czuła, jak w swoje sidła łapie ją zauroczenie, którego się tak naprawdę nie spodziewała.
Trochę bała się mu poddać, ale z drugiej strony - nie lubiła żałować, że czegoś nie zrobiła.
- Poradzisz sobie. - Wyszczerzyła się szeroko, gdy Cedric zgodził się zostać z jej dobytkiem sam. - Dajesz radę ze starymi czarownicami, to i z moimi klientami myślę, że pójdzie ci nie najgorzej. - Sama strasznie nie lubiła wybrednych, starych bab, które niestety też musiała obsługiwać. Zwykle nic im nie pasowało.
Zaśmiała się, gdy udało jej się dotrzeć dokładnie ten moment, w którym Cedric zdał sobie sprawę z dwuznaczności swoich słów.
- Słuchaj, nigdy nie odmawiam darmowej kolacji, szczególniez domowej kuchni, najlepsza rzecz pod słońcem - odpowiedziała, jakby wcale wcześniej nie odebrała jego słów kompletnie w innym kontekście. Jeszcze chwilę a mogła zacząć twierdzić, że Cedric był jej nowym hobby. Jego reakcje bawiły ją i ciekawiły. Chciała poznać wszystkie jego strony, których jeszcze nie znała.
- Skoro obiecujesz, to muszę uwierzyć. Zresztą, dałeś radę być dziś tu ze mną na Lammas. I nawet nie jest tak źle, prawda? - Nawet jeśli jej pomagał, a nie cieszył się atrakcjami. Miała z tego powodu małe wyrzuty sumienia, coś czuła jednak, że mało kto wyciągnąłby i tak go tego dnia ze szpitala. Zawsze więc coś.
Nie zwróciła uwagi na nagłe spięcie w nauronach Cedrica, poświęcając uwagę nowym klientom.
- Dobrze, że tańczysz, a nie występujesz w roli komika - odparła na żart z wysoko uniesionymi brwiami, nie mogła jednak ukryć drobnego uśmiechu, który pojawił się gdy go usłyszała.
A potem to jej umysł postanowił się na chwilę wyłączyć.
Wyciągając rękę, myślała, że rozmówca ją po prostu uściśnie. Ten jednak ują ją w swoją dłoń i ucałował jej wierzch, zupełnie jak w tych wszystkich romansidłach, które zdarzało jej się czytać. Zamrugała, nie bardzo wiedząc, jak się zachować. Próbowała sobie przypomnieć, czy zdarzyło jej się, by ktokolwiek potraktował ją z równą dżentelmeńską manierą, ale patrząc na to w jakich kręgach się obracała, szczerze wątpiła.
- Bardzo mi miło - odpowiedziała na słowa Laurena, zastanawiając się, czy jej wyroby na pewno zasługiwały na tak poetycki opis. Już zwykłe “fajne” Crowa sprawiało, że czuła się pewniej, niż w tej chwili.
Spojrzała z lekką paniką na starego przyjaciela, a w jej oczach błądziło pytanie “skąd ty go wytrzasnąłeś?” którego nie wypowiedziała jednak na głos.
Jak widać nic nie wprowadzało ją w zakłopotanie tak jak maniery z wyższych sfer.
A potem jeszcze Cedric zaczął ją wychwalać, mówić o tym całym lokalu, na który zdecydowanie bnie było jej w tej chwili stać i miała ochotę wbić mu łokieć głęboko w bok. Zrobiła to jednak tylko mentalnie, wznosząc oczy na chwilę do góry.
Dobrze, że Crow był starym sobą i wyskoczył z tym kolczykiem, który, cóż, wcale by nie był złym projektem.
- Można by było coś takiego zrobić. Zresztą, oddałeś mi całą kasę za zegarek, więc masz coś u mnie gratis. Tylko, przekuwaniem zajmujesz się sam. Nie chcę cię niechcący wykrwawić - zaznaczyła, notując coś i na szybko szkicując w swoim notesie, którego nie schowała po wizycie Shafiqa.
I nawet jeśli reszta nie zwróciła na to uwagi, Viorica dostrzegał znikniecie wieńca z głowy Cedrica, szczególnie że co chwilę podziwiała ten jak dla niej całkiem przyjemny widok. Trochę ją to zasmuciło. Wiedziała, że nie każdy lubił krzykliwe ozdoby, Lupin jednak wyglądał naprawdę dobrze a ona naprawdę lubiła ładnych ludzi w swoich wyrobach. Gdzieś w jej głowie nawet pojawił się pomysł wykonaniu dla niego kilku rzeczy, teraz jednak z lekko przygaszoną miną musiała chyba powściągnąć te plany.
Z lekko mniej szczerym uśmiechem skupiła się na rozmowie o piosenkarce.
- Idźcie tańczyć póki jest okazja, ja niestety mam robotę więc będę co najwyżej podziwiać - uwielbiała pojawiać się na parkiecie i zarówno Crow, jak i od niedawna Cedric, o tym wiedzieli. I choć bardzo kusiło, wiedziała, że znikniecie jedynie by w końcu dotrzeć do loterii, a potem grzecznie wróci nie chcąc przywołać u Cedrica zbyt dużego zawału. Zresztą, noc była długa, a ona miała w domu mały gramofon, który zawsze mogła potem włączyć.