18.07.2024, 17:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.07.2024, 17:35 przez Peregrinus Trelawney.)
Napisany wyjątkowo zamaszystym pismem. Widocznie naprędce, bez zastanawiania się nad każdym kolejnym zdaniem, autor wyraźnie pozwolił słowom płynąć bezładnie. List nie zawierał powitania ani nie był datowany, lecz sowa dostarczyła go wieczorem 12 lipca.
Z okazji tego zadania.
Z okazji tego zadania.
Patrzę dziś wstecz: widzę, jak ostygłem. Nawet obecna wojna nie ma miejsca w mojej głowie. Żyję wokół niej. Nie angażują mnie problemy społeczności.
Marsz Charłaków 69 wywarł na mnie wrażenie, porywała mnie idea równości, uwierzyłem w świat-utopię. Dziś widzę w tym miejscu naiwność. Trzy lata minęły, nic się nie zmieniło, na pewno nie na lepsze.
Zauroczenie urojoną sprawczością, tak miłe duszy. Choć od dawna brak mi tamtego zapału, odnalazłszy go, ponownie chętnie oddałbym się idei. Nie za sprawę, a dla siebie. Żeby w coś uwierzyć i o coś zawalczyć. Charłaki to dobry przedmiot takiej narcystycznej batalii. Nie jestem charłakiem, podzielenie ich losu mi nie grozi. Mógłbym płynąć z ich sprawą. Unosić się ich zwycięstwami, gniewać ich porażkami, a potem wyjść, gdy znów sięgnie mnie zobojętnienie, odsunąć się bez konsekwencji.
Wyłączając bezpośrednio dotkniętych problemem, takich tylko spotyka się podczas walki o prawa uciśnionych: młodego ducha chcącego zmienić świat i cynika, któremu nie dość własnych problemów, więc obłudnie prezentuje światu swą cnotę.
To bardzo pięknie pójść na marsz i powiedzieć miłe słowo. Powiedzieć, że nie należy się charłakom wykluczenie. Zasługują na miejsce w naszym społeczeństwie. I gdyby mi przyszło projektować świat, nie wahałbym się im go dać, lecz nie mam władzy nad rzeczywistością zastaną.
Bo co można zmienić dla charłaków?
Nie trzeba mi mówić, że trącę nihilizmem. Wiem to, lecz nie umiem się go wyzbyć.
Myślę często o tym, co Pani mówi. I myślę, jak Pani uniknęła tego losu. Jak udało się Pani mimo lat uchować w sobie ducha nadziei, niezgody na niesprawiedliwość oraz woli walki (nie podejrzewam Pani o cynizm).
Marsz Charłaków 69 wywarł na mnie wrażenie, porywała mnie idea równości, uwierzyłem w świat-utopię. Dziś widzę w tym miejscu naiwność. Trzy lata minęły, nic się nie zmieniło, na pewno nie na lepsze.
Zauroczenie urojoną sprawczością, tak miłe duszy. Choć od dawna brak mi tamtego zapału, odnalazłszy go, ponownie chętnie oddałbym się idei. Nie za sprawę, a dla siebie. Żeby w coś uwierzyć i o coś zawalczyć. Charłaki to dobry przedmiot takiej narcystycznej batalii. Nie jestem charłakiem, podzielenie ich losu mi nie grozi. Mógłbym płynąć z ich sprawą. Unosić się ich zwycięstwami, gniewać ich porażkami, a potem wyjść, gdy znów sięgnie mnie zobojętnienie, odsunąć się bez konsekwencji.
Wyłączając bezpośrednio dotkniętych problemem, takich tylko spotyka się podczas walki o prawa uciśnionych: młodego ducha chcącego zmienić świat i cynika, któremu nie dość własnych problemów, więc obłudnie prezentuje światu swą cnotę.
To bardzo pięknie pójść na marsz i powiedzieć miłe słowo. Powiedzieć, że nie należy się charłakom wykluczenie. Zasługują na miejsce w naszym społeczeństwie. I gdyby mi przyszło projektować świat, nie wahałbym się im go dać, lecz nie mam władzy nad rzeczywistością zastaną.
Bo co można zmienić dla charłaków?
Nie trzeba mi mówić, że trącę nihilizmem. Wiem to, lecz nie umiem się go wyzbyć.
Myślę często o tym, co Pani mówi. I myślę, jak Pani uniknęła tego losu. Jak udało się Pani mimo lat uchować w sobie ducha nadziei, niezgody na niesprawiedliwość oraz woli walki (nie podejrzewam Pani o cynizm).
Trelawney
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie