19.07.2024, 10:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2024, 12:45 przez Woody Tarpaulin.)
Biorę losowego drinka, wciąż w towarzystwie dwóch starych kawalerów
Woody patrzył tak na tego całego Bertiego Botta i wcale nie zamierzał przychylać się do opinii brata.
— Mój sześciopak piwa to symbol mojego stanu posiadania, bogactwa, beztroskiej klasy próżniaczej. Jego sześciopak symbolizuje jedynie, że dużo zasuwa i jeszcze więcej się poci. Klasa pracująca, tak zwana. — Pierdolił sobie te głupoty trzy po trzy między jednym kęsem steka (kolejny symbol klasy próżniaczej, Bertie Bott zapewne jadał proletariackie kotlety) a drugim. Nie miało to sensu, ale przecież chodziło tylko o to, żeby mieć ostatnie słowo i osłabić pozycję cukiernika.
On sam nie miał może figury młodziutkiego boga, ale daleko mu było do zaniedbanego. Był typem upakowanego, żwawego chłopa o żelaznej łapie i wcale nie narzekał, że wspomniany sześciopak nie odznacza się już na nim tak imponująco. Do licha z sześciopakiem.
— Johnny, kochasiu, nie drażnij niedźwiedzia — zaćwierkał cieniutkim głosikiem do Selwyna, który sam się o to prosił, zaczynając tę grę w zdrobnienia i słodkie słówka. — Nic mi bardziej nie zwisa niż twoja modowa ekspertyza.
Jonathan miał szczęście, że Woody nie przydybał go jeszcze na noszeniu tych diademów, bo biedny urzędnik nie zaznałby spokoju do grobowej deski.
Nie wszyscy widać zostali obdarzeni zjawiskowym talentem do konsumowania napojów alkoholowych w wielkim stylu niczym starszy z braci Longbottom. Tarp wzniósł oczy ku niebu, gdy Morpheus zmarnował kolejną porcję piwa. I z jakich to powodów? Zlustrował bez większego zaangażowania nowoprzybyłą parę. Wcale go to połączenie nie ruszyło, no bo…
— Że Geraldine? Dobra dziewucha, a tobie od razu w głowie ostracyzm. — Ostracyzmować tego, ostracyzmować tamtego. Gdyby czarodzieje dbali trochę mniej o konwenanse, świat byłby piękniejszy. — Chodzi mi ostatnio po głowie nawet nająć ją do jakiegoś zlecenia. Niech mi przywlecze coś paskudnego, wypcha się to i postawię sobie w robocie.
Ten pomysł to w zasadzie szczerze mu się spodobał. Oglądał w zamyśleniu wyścig miotlarski, dumając nad tym, czy w piwnicy Rejawachu lepiej wyglądać będzie olbrzymi pająk po taksydermicznych zabiegach, czy też zdecydować się na coś bardziej oślizgłego. Gdy jeden z miotlarzy spadł, syknął tylko współczująco, po czym ponownie wyszło z jego ust: młodzi mężczyźni. Tym razem pełne politowania.
Nie żeby Woody Tarpaulin był choćby kapkę rozsądniejszy niż przeciętny młody mężczyzna. Skądże, nie ustępował im w głupocie na krok.
Zaalarmowany rozmową obok, zapomniał o młodych chłopcach i olbrzymich pająkach. Załapał się na zobaczenie resztek rozpływającego się w powietrzu Morpheusa i tylko parsknął.
— Też coś wychyl, Selwyn. Nie bądź miękka fajeczka.
Sam sięgnął po przypadkowego drinka i wyzerował go bez patrzenia, co znajduje się w szkle. Przeglądał wcześniej receptury i wiedział co jest co, ale chciał mieć mimo wszystko niespodziankę. Co to za zabawa, gdy nie ma zaskoczenia.
!drinkzniespodzianką
Woody patrzył tak na tego całego Bertiego Botta i wcale nie zamierzał przychylać się do opinii brata.
— Mój sześciopak piwa to symbol mojego stanu posiadania, bogactwa, beztroskiej klasy próżniaczej. Jego sześciopak symbolizuje jedynie, że dużo zasuwa i jeszcze więcej się poci. Klasa pracująca, tak zwana. — Pierdolił sobie te głupoty trzy po trzy między jednym kęsem steka (kolejny symbol klasy próżniaczej, Bertie Bott zapewne jadał proletariackie kotlety) a drugim. Nie miało to sensu, ale przecież chodziło tylko o to, żeby mieć ostatnie słowo i osłabić pozycję cukiernika.
On sam nie miał może figury młodziutkiego boga, ale daleko mu było do zaniedbanego. Był typem upakowanego, żwawego chłopa o żelaznej łapie i wcale nie narzekał, że wspomniany sześciopak nie odznacza się już na nim tak imponująco. Do licha z sześciopakiem.
— Johnny, kochasiu, nie drażnij niedźwiedzia — zaćwierkał cieniutkim głosikiem do Selwyna, który sam się o to prosił, zaczynając tę grę w zdrobnienia i słodkie słówka. — Nic mi bardziej nie zwisa niż twoja modowa ekspertyza.
Jonathan miał szczęście, że Woody nie przydybał go jeszcze na noszeniu tych diademów, bo biedny urzędnik nie zaznałby spokoju do grobowej deski.
Nie wszyscy widać zostali obdarzeni zjawiskowym talentem do konsumowania napojów alkoholowych w wielkim stylu niczym starszy z braci Longbottom. Tarp wzniósł oczy ku niebu, gdy Morpheus zmarnował kolejną porcję piwa. I z jakich to powodów? Zlustrował bez większego zaangażowania nowoprzybyłą parę. Wcale go to połączenie nie ruszyło, no bo…
— Że Geraldine? Dobra dziewucha, a tobie od razu w głowie ostracyzm. — Ostracyzmować tego, ostracyzmować tamtego. Gdyby czarodzieje dbali trochę mniej o konwenanse, świat byłby piękniejszy. — Chodzi mi ostatnio po głowie nawet nająć ją do jakiegoś zlecenia. Niech mi przywlecze coś paskudnego, wypcha się to i postawię sobie w robocie.
Ten pomysł to w zasadzie szczerze mu się spodobał. Oglądał w zamyśleniu wyścig miotlarski, dumając nad tym, czy w piwnicy Rejawachu lepiej wyglądać będzie olbrzymi pająk po taksydermicznych zabiegach, czy też zdecydować się na coś bardziej oślizgłego. Gdy jeden z miotlarzy spadł, syknął tylko współczująco, po czym ponownie wyszło z jego ust: młodzi mężczyźni. Tym razem pełne politowania.
Nie żeby Woody Tarpaulin był choćby kapkę rozsądniejszy niż przeciętny młody mężczyzna. Skądże, nie ustępował im w głupocie na krok.
Zaalarmowany rozmową obok, zapomniał o młodych chłopcach i olbrzymich pająkach. Załapał się na zobaczenie resztek rozpływającego się w powietrzu Morpheusa i tylko parsknął.
— Też coś wychyl, Selwyn. Nie bądź miękka fajeczka.
Sam sięgnął po przypadkowego drinka i wyzerował go bez patrzenia, co znajduje się w szkle. Przeglądał wcześniej receptury i wiedział co jest co, ale chciał mieć mimo wszystko niespodziankę. Co to za zabawa, gdy nie ma zaskoczenia.
!drinkzniespodzianką
piw0 to moje paliwo