09.01.2023, 18:11 ✶
Życie, w którym boisz się każdego poranka i każdego wieczoru, kiedy ściska ci żołądek i wykręca go na widok osoby, z którą mieszkasz, kiedy nie możesz oddychać, gdy mijacie się na korytarzu… takie życie wydawało się wyjątkowo tragiczne. Lecz żyć tak się dało. Człowiek był stworzeniem, które bardzo łatwo się przystosowywało. Został stworzony do tego, by rosnąć w możliwości ewoluowania i by dostosowywać się do tego, co aktualnie było mu dane zarówno w wygodach jak i niewygodach. Niestety do tego drugiego ciężej się było przyzwyczaić. Ale tak, co to za życie? Pozbawione światła, a jedyne wytchnienie, które masz szansę dostać, to to, gdy znajdujesz się bardzo daleko od domu. I bardzo daleko od męża. Nie byłoby tu miejsca na śmiechy i uśmiechy. Mrok by pochłaniał i zbierał żniwa ze słodkim oblizaniem języka.
- Jak już zauważyłaś - jestem martwy, co mi może zaszkodzić. - To nie było pytanie, a stwierdzenie. Wypowiedziane z sarkazmem, w ten jego charakterystyczny sposób, któremu brakowało tylko wywracania oczami. Ale nimi nie wywracał. Ten czarny humor… cóż, jedni mówili, że nadzieja umiera ostatnia, a Sauriel lubił mówić, że ostatni umiera czarny humor. - Jakoś wątpię żeby ktoś tu rzucał klątwami łaskotek czy tańca-wygibańca. - Albo tym podobnymi bzdurami, które po prostu mózg wybuchały pod względem tego, co za łeb w ogóle coś takiego wymyślił, a najgorsze było to, że te upokarzające zaklęcia były skuteczne. Nie chciał jej odbierać, jeśli o dumę chodzi, jej własnego poczucia wartości, sugerować, że sobie nie poradzi, albo coś podobnego. Nie. Zdecydowanie za mało się znali, żeby Saurielowi było przykro, gdyby trafiło ją jakieś paskudne zaklęcie. Okej, przez moment czułby się trochę niekomfortowo gdyby umarła. Przez moment. Nie był może złym gościem do szpiku kości, ale zdecydowanie za daleko mu było od tego dobrego. Od bycia “bohaterem”. Potrzebowali swojego villaina? Proszę bardzo! Tym nie mniej - to w ostateczności. Bo nadal mamy moment, w którym można było zapobiec temu, żeby w ogóle coś się jej stało. Mieli być na randce, jeśli włosek jej z głowy spadnie… łolaboga. W każdym razie - tak, nie chodziło o umniejszaniu jej zdolności. Chodziło o czysto praktyczne podejście. Odczuwał tak jak każdy normalny człowiek, ale śmierć… co najwyżej powodowała szok umysłu na krótki moment. Mimo wszystko był naprawdę młody jak na wampira. - Ciesz się widokami. Możesz podziwiać, na przykład, mój tyłek. - Zaproponował jej, kiedy usłyszał to “postaram się”. Hej, zawsze trzeba mieć pozytywy w życiu, prawda? W każdej sytuacji!
- Po namyśle stwierdzam, że jednak panie przodem. - Uśmiechnął się jakże szarmancko i CIEPŁO, pokazując przejście otworzone. Taaak, było od razu wiadome, że ten uśmiech był totalnie sztuczny. Pasował do jego twarzy, ale na pewno nie w takiej formie. I nie z faktem, że on po prostu takich minek nie robił! Mimo wskazania jednak przejścia - sam ruszył naprzód. - Pominąłem oczywistość, że przecież Oklumentka będzie dobra w otwieraniu przejść. - Mruknął niby do samego siebie, ale wystarczająco głośno, żeby go usłyszała.
- Jak już zauważyłaś - jestem martwy, co mi może zaszkodzić. - To nie było pytanie, a stwierdzenie. Wypowiedziane z sarkazmem, w ten jego charakterystyczny sposób, któremu brakowało tylko wywracania oczami. Ale nimi nie wywracał. Ten czarny humor… cóż, jedni mówili, że nadzieja umiera ostatnia, a Sauriel lubił mówić, że ostatni umiera czarny humor. - Jakoś wątpię żeby ktoś tu rzucał klątwami łaskotek czy tańca-wygibańca. - Albo tym podobnymi bzdurami, które po prostu mózg wybuchały pod względem tego, co za łeb w ogóle coś takiego wymyślił, a najgorsze było to, że te upokarzające zaklęcia były skuteczne. Nie chciał jej odbierać, jeśli o dumę chodzi, jej własnego poczucia wartości, sugerować, że sobie nie poradzi, albo coś podobnego. Nie. Zdecydowanie za mało się znali, żeby Saurielowi było przykro, gdyby trafiło ją jakieś paskudne zaklęcie. Okej, przez moment czułby się trochę niekomfortowo gdyby umarła. Przez moment. Nie był może złym gościem do szpiku kości, ale zdecydowanie za daleko mu było od tego dobrego. Od bycia “bohaterem”. Potrzebowali swojego villaina? Proszę bardzo! Tym nie mniej - to w ostateczności. Bo nadal mamy moment, w którym można było zapobiec temu, żeby w ogóle coś się jej stało. Mieli być na randce, jeśli włosek jej z głowy spadnie… łolaboga. W każdym razie - tak, nie chodziło o umniejszaniu jej zdolności. Chodziło o czysto praktyczne podejście. Odczuwał tak jak każdy normalny człowiek, ale śmierć… co najwyżej powodowała szok umysłu na krótki moment. Mimo wszystko był naprawdę młody jak na wampira. - Ciesz się widokami. Możesz podziwiać, na przykład, mój tyłek. - Zaproponował jej, kiedy usłyszał to “postaram się”. Hej, zawsze trzeba mieć pozytywy w życiu, prawda? W każdej sytuacji!
- Po namyśle stwierdzam, że jednak panie przodem. - Uśmiechnął się jakże szarmancko i CIEPŁO, pokazując przejście otworzone. Taaak, było od razu wiadome, że ten uśmiech był totalnie sztuczny. Pasował do jego twarzy, ale na pewno nie w takiej formie. I nie z faktem, że on po prostu takich minek nie robił! Mimo wskazania jednak przejścia - sam ruszył naprzód. - Pominąłem oczywistość, że przecież Oklumentka będzie dobra w otwieraniu przejść. - Mruknął niby do samego siebie, ale wystarczająco głośno, żeby go usłyszała.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.