09.01.2023, 20:38 ✶
Tak, mogło nadal boleć. Jak każdego normalnego człowieka. Faktycznie - zapomniał niemal, że jej to powiedział tamtego dnia. Frustrującego dnia i zarazem coś zmieniającego. Prawda oczyszcza. Czy ktoś kiedyś nie powiedział takiego mądrego zdania? Że prawda oczyszcza. Sauriel miał zbyt wiele kłamstw do opowiedzenia, żeby mógł sobie pozwolić na takie oczyszczenie. I jednocześnie na tyle dużo, że naprawdę mogło zadziałać.
- Brr… paznokcie bym sobie połamał. - Spojrzał aż w tym półmroku rozjaśnianym przez jego różdżkę na własne paznokietki. No… paznokcie jak paznokcie. Sauriel je obcinał, żeby nie były krogulczymi, ale to na tyle. Za to potrafiły się całkiem ładnie wydłużyć. I naostrzyć. - Czyżby. - I nie, nie chodziło o to, że wątpił, że wiedziała, chociaż dokładnie tak to zabrzmiało. Była aurorem. Nie była człowiekiem siedzącym z dokumentami, w okularkach i potykającą się o własne stopy. Aurorzy potrafili być niebezpieczni. Ba, BYLI niebezpieczni. Na ile niebezpieczna była ta konkretna aurorka tego nie wiedział, ale przyjdzie mu się o tym chyba przekonać w najbliższym czasie.
Obejrzał się za siebie, ale nie na kobietę, tylko spojrzał na swój tyłek. Poprawił koszulę i wsunął ją w spodnie.
- Tak lepiej? - Proszę bardzo, jaki miły i sympatyczny był pan Sauriel! Miała szczęście, że nie zobaczył jej pąsowienia, bo zaraz się obrócił, żeby patrzeć przed siebie. I zrobił gwałtowny schyl w dół, bo prawie przywalił o jakieś deski wystające z szafy tu ongiś ustawionej.
- Drżę ze strachu. Spójrz, jak mi ręką trzęsie. - Dla odpowiedniego efektu pomachał ręką, jakby drżała. Wrócił w większości do swojej normy, bo powoli (w zasadzie całkiem szybko i sprawnie) badał ten grunt pod swoimi nogami, na którym Victoria stała i który się ostatnim razem osunął. Teraz był stabilny. Wewnętrznie mu to nie pasowało, to jest - instynkt mu mówił, że chyba jednak coś tu jest nie halo. Nie powinno iść aż tak łatwo, że to pułapka. Szedł dalej. Jak na razie udało się nawet nie wywalić na ten głupi ryj. - Oczywiście, panienko Lestrange. Czy może już mam mówić: pani Rookwood. - Specjalnie zaakcentował ostatnie dwa słowa. Uśmiechnął się słysząc jej następne słowa. - Całe szczęście, że masz do niego mapę. - Przesunął palcami po włosach, jakby chciał je poprawić, cofnąć te niepokorne kosmyki, albo zrobić taki teatralny gest, którym przyciągnie spojrzenia i pokaże się z tej najlepszej strony. Może nawet wszystko na raz. - Zaskocz mnie.
- Brr… paznokcie bym sobie połamał. - Spojrzał aż w tym półmroku rozjaśnianym przez jego różdżkę na własne paznokietki. No… paznokcie jak paznokcie. Sauriel je obcinał, żeby nie były krogulczymi, ale to na tyle. Za to potrafiły się całkiem ładnie wydłużyć. I naostrzyć. - Czyżby. - I nie, nie chodziło o to, że wątpił, że wiedziała, chociaż dokładnie tak to zabrzmiało. Była aurorem. Nie była człowiekiem siedzącym z dokumentami, w okularkach i potykającą się o własne stopy. Aurorzy potrafili być niebezpieczni. Ba, BYLI niebezpieczni. Na ile niebezpieczna była ta konkretna aurorka tego nie wiedział, ale przyjdzie mu się o tym chyba przekonać w najbliższym czasie.
Obejrzał się za siebie, ale nie na kobietę, tylko spojrzał na swój tyłek. Poprawił koszulę i wsunął ją w spodnie.
- Tak lepiej? - Proszę bardzo, jaki miły i sympatyczny był pan Sauriel! Miała szczęście, że nie zobaczył jej pąsowienia, bo zaraz się obrócił, żeby patrzeć przed siebie. I zrobił gwałtowny schyl w dół, bo prawie przywalił o jakieś deski wystające z szafy tu ongiś ustawionej.
- Drżę ze strachu. Spójrz, jak mi ręką trzęsie. - Dla odpowiedniego efektu pomachał ręką, jakby drżała. Wrócił w większości do swojej normy, bo powoli (w zasadzie całkiem szybko i sprawnie) badał ten grunt pod swoimi nogami, na którym Victoria stała i który się ostatnim razem osunął. Teraz był stabilny. Wewnętrznie mu to nie pasowało, to jest - instynkt mu mówił, że chyba jednak coś tu jest nie halo. Nie powinno iść aż tak łatwo, że to pułapka. Szedł dalej. Jak na razie udało się nawet nie wywalić na ten głupi ryj. - Oczywiście, panienko Lestrange. Czy może już mam mówić: pani Rookwood. - Specjalnie zaakcentował ostatnie dwa słowa. Uśmiechnął się słysząc jej następne słowa. - Całe szczęście, że masz do niego mapę. - Przesunął palcami po włosach, jakby chciał je poprawić, cofnąć te niepokorne kosmyki, albo zrobić taki teatralny gest, którym przyciągnie spojrzenia i pokaże się z tej najlepszej strony. Może nawet wszystko na raz. - Zaskocz mnie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.