21.07.2024, 13:22 ✶
Nie byłem pewien, czy cieszyć się na widok Pani Florence, czy może bardziej przerazić na jej słowa, szczególnie że kiedy zdążyła powiedzieć swoje, ja usłyszałem ten niebezpieczny charkot za moimi plecami.
Tak, radość uleciała szybciej niż się pojawiła, a ja w panice próbowałem wyciągnąć różdżkę ze swojej kieszeni. Szło mi to ślamazarnie, jak gdyby wszyscy bogowie świata zechcieli mnie zamordować za to, że za kilka dni stłukę komuś buteleczkę perfum. Albo za przystawanie z gangsterami??? Cóż, starałem się być bardzo sympatyczny dla wszystkich klas tego świata. Od bogaczy, których dzieła sobie przywłaszczałem, po degeneratów, których leczyłem słodkimi cukierkami z problemów psychicznych. I fizycznych niedoskonałości również. A może to były te stłuczone naczynia w Norce Nory?
Odwróciłem się, odruchowo się kuląc. Czyżbym zakładał, że oto za chwilę zostanę skazany na przegraną? Wpatrywałem się właśnie we wściekłe spojrzenie bestii. Ślina ciekła jej po wargach, ciekła jej po zębach. Skapywała na drogę... Czy one miały wściekliznę? Czy ja właśnie zostałem zarażony? Czy ja będę biegał po mieście i gryzł innych...?
O ile przeżyję.
Odskoczyłem do tyłu, mało co znowu nie upadając. Złapałem równowagę i w końcu udało mi się wygrzebać tę przeklętą różdżkę. Trochę mi ulżyło, bo Pani Florence unieruchomiła jednego z psów, ale był jeszcze jeden. Wycelowałem w niego różdżkę, ale miałem kompletną pustkę w głowię. Co mogłem mu zrobić? Czy ja mogłem coś mu zrobić?!
Ręce mi się trzęsły, ale postanowiłem powielić pomysł Pani Florence. Chciałem wyczarować te liny żeby go spięły, ale robiłem to niepewnie i na ślepo. Zdrowy rozsądek, o ile miałem jego śladowe pokłady, został mi całkowicie odebrany.
Kształtowanie, magiczkowanie liny na psie
Tak, radość uleciała szybciej niż się pojawiła, a ja w panice próbowałem wyciągnąć różdżkę ze swojej kieszeni. Szło mi to ślamazarnie, jak gdyby wszyscy bogowie świata zechcieli mnie zamordować za to, że za kilka dni stłukę komuś buteleczkę perfum. Albo za przystawanie z gangsterami??? Cóż, starałem się być bardzo sympatyczny dla wszystkich klas tego świata. Od bogaczy, których dzieła sobie przywłaszczałem, po degeneratów, których leczyłem słodkimi cukierkami z problemów psychicznych. I fizycznych niedoskonałości również. A może to były te stłuczone naczynia w Norce Nory?
Odwróciłem się, odruchowo się kuląc. Czyżbym zakładał, że oto za chwilę zostanę skazany na przegraną? Wpatrywałem się właśnie we wściekłe spojrzenie bestii. Ślina ciekła jej po wargach, ciekła jej po zębach. Skapywała na drogę... Czy one miały wściekliznę? Czy ja właśnie zostałem zarażony? Czy ja będę biegał po mieście i gryzł innych...?
O ile przeżyję.
Odskoczyłem do tyłu, mało co znowu nie upadając. Złapałem równowagę i w końcu udało mi się wygrzebać tę przeklętą różdżkę. Trochę mi ulżyło, bo Pani Florence unieruchomiła jednego z psów, ale był jeszcze jeden. Wycelowałem w niego różdżkę, ale miałem kompletną pustkę w głowię. Co mogłem mu zrobić? Czy ja mogłem coś mu zrobić?!
Ręce mi się trzęsły, ale postanowiłem powielić pomysł Pani Florence. Chciałem wyczarować te liny żeby go spięły, ale robiłem to niepewnie i na ślepo. Zdrowy rozsądek, o ile miałem jego śladowe pokłady, został mi całkowicie odebrany.
Kształtowanie, magiczkowanie liny na psie
Rzut N 1d100 - 47
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut N 1d100 - 71
Sukces!
Sukces!