22.07.2024, 20:26 ✶
Ze starymi prykami (Mopheus, Jonathan), już nie siedzę, a stoję.
Niekiedy można było odnieść wrażenie, że Woody nie posiada w czaszce żadnego innego płata poza wspomnianym Płatem Longbottoma, co dowodziło temu, że co za dużo, to niezdrowo. Choć może to Mopheusowi za rzadko się on uaktywniał. Czasami Clemens zastanawiał się, czy Morpheusa przypadkiem nie podmienili w Mungu za niemowlęctwa, ale dochodził zawsze do wniosku, że po prostu dużo w jego bracie z matki. Miał też teorię, że to wina tego przeklętego jasnowidzenia.
Czarodziej nawet nie zawiesił na dłużej oka na niedźwiedziu przemierzającym plażę. Niezmiennie sączył leniwie piwo, do którego wrócił po drinku, a w jego głowie kiełkował efekt wypitej mieszanki. Nie mógł się powstrzymać, aby od czasu do czasu nie zerkać na żonę z Isaaczkiem. Chciał zobaczyć szok w oczach Bagshota, gdy przyjdzie mu prychać paskudną morską wodą, do której zostanie wrzucony — oto figiel, który podpowiadał mu drink i jego własna wyobraźnia. Sytuacja wymagała jednak, aby energię przekierować gdzie indziej. Był na tej plaży incognito nie bez powodu. Owszem, ujawnił swoje prawdziwe oblicze większości członków Zakonu, ale wolał, aby ktokolwiek nieobjęty ich tajnym porozumieniem nie dowiedział się o jego obecności. Nawet ci, z którymi łączyły go raczej sympatyczne stosunki, chociażby Geraldine. Miał od początku do końca pozostać jedynie jednym z licznych przyjaciół Longbottomów, który zjawił się tu, bo ściskała go nieznośna tęsknota za starym druhem, Morpheusem.
— Johnny, jakie potem? — Pozostał w konwencji, którą narzucał Selwyn. Clemy mierził go jak płachta byka, ale przełykał to grzecznie. Do czasu. — Po co zwlekać? Wyłóż mi to od razu.
Wstał ochoczo, gotów odbyć spacer choćby w tej chwili. Niech Jonathan zostanie ofiarą jego figla, niech on krztusi się wodą. Najlepiej za jakąś ustronną skałką, gdzie nikt nie zwróci na Tarpa uwagi.
Przewrócił oczami, gdy usłyszał głos wyroczni. Wróżenie nigdy go specjalnie nie grzało; jasnowidze i wróżbici dzielili się w jego głowie na oszustów oraz tych, którym brakowało piątej klepki. Tylko Morpheus jakoś uparcie nie pasował do żadnej kategorii.
— Muszę koniecznie napomknąć Ger o tym koncepcie gratisu. Kto wie? Brelok? Albo kapcie z futra chimery? — Wróżby wróżbami, ale dostanie czegoś za darmo było proroctwem, które mógł zaakceptować. — I oby nasz wróż się nie mylił! — Dołączył do toastu Jonathana.
Niekiedy można było odnieść wrażenie, że Woody nie posiada w czaszce żadnego innego płata poza wspomnianym Płatem Longbottoma, co dowodziło temu, że co za dużo, to niezdrowo. Choć może to Mopheusowi za rzadko się on uaktywniał. Czasami Clemens zastanawiał się, czy Morpheusa przypadkiem nie podmienili w Mungu za niemowlęctwa, ale dochodził zawsze do wniosku, że po prostu dużo w jego bracie z matki. Miał też teorię, że to wina tego przeklętego jasnowidzenia.
Czarodziej nawet nie zawiesił na dłużej oka na niedźwiedziu przemierzającym plażę. Niezmiennie sączył leniwie piwo, do którego wrócił po drinku, a w jego głowie kiełkował efekt wypitej mieszanki. Nie mógł się powstrzymać, aby od czasu do czasu nie zerkać na żonę z Isaaczkiem. Chciał zobaczyć szok w oczach Bagshota, gdy przyjdzie mu prychać paskudną morską wodą, do której zostanie wrzucony — oto figiel, który podpowiadał mu drink i jego własna wyobraźnia. Sytuacja wymagała jednak, aby energię przekierować gdzie indziej. Był na tej plaży incognito nie bez powodu. Owszem, ujawnił swoje prawdziwe oblicze większości członków Zakonu, ale wolał, aby ktokolwiek nieobjęty ich tajnym porozumieniem nie dowiedział się o jego obecności. Nawet ci, z którymi łączyły go raczej sympatyczne stosunki, chociażby Geraldine. Miał od początku do końca pozostać jedynie jednym z licznych przyjaciół Longbottomów, który zjawił się tu, bo ściskała go nieznośna tęsknota za starym druhem, Morpheusem.
— Johnny, jakie potem? — Pozostał w konwencji, którą narzucał Selwyn. Clemy mierził go jak płachta byka, ale przełykał to grzecznie. Do czasu. — Po co zwlekać? Wyłóż mi to od razu.
Wstał ochoczo, gotów odbyć spacer choćby w tej chwili. Niech Jonathan zostanie ofiarą jego figla, niech on krztusi się wodą. Najlepiej za jakąś ustronną skałką, gdzie nikt nie zwróci na Tarpa uwagi.
Przewrócił oczami, gdy usłyszał głos wyroczni. Wróżenie nigdy go specjalnie nie grzało; jasnowidze i wróżbici dzielili się w jego głowie na oszustów oraz tych, którym brakowało piątej klepki. Tylko Morpheus jakoś uparcie nie pasował do żadnej kategorii.
— Muszę koniecznie napomknąć Ger o tym koncepcie gratisu. Kto wie? Brelok? Albo kapcie z futra chimery? — Wróżby wróżbami, ale dostanie czegoś za darmo było proroctwem, które mógł zaakceptować. — I oby nasz wróż się nie mylił! — Dołączył do toastu Jonathana.
piw0 to moje paliwo