23.07.2024, 10:57 ✶
Przy ognisku
Alastor uniósł brew, patrząc na niego z lekkim rozbawieniem. Skinął głową, na potwierdzenie, bo bardziej to brzmiało na pytanie niż stwierdzenie faktu. Uznał więc, że Alexander był kimś o niskiej wiedzy o otaczającym go świecie. Nie dziwiło go to szczególnie, skoro jego rodzina izolowała się od innych i podróżowała w tych dziwacznych wozach. No i utwierdziło go to w tym, że ci ludzie potrzebowali ich pomocy. Nic dziwnego, że Bellowie przyjęli zaproszenie Blacków na wesele z Rookwoodówną, najwyraźniej nie znali dynamiki londyńskich rodzin... albo po prostu dziad należał do tych kłamliwych, czego nie zamierzał zignorować, kiedy prawda wyjdzie na jaw. Popularność cyrku Fantasmagoria i rozsławianie się ich występów wśród dzieci Alastor uważał za coś pozytywnego, o taki świat, w którym te mugolaki mogły pokazywać światu swoją sztukę bez cienia strachu, Alastor marzył. Niestety na ten moment na takim świecie nie żyli. Wizja Śmierciożercy wysyłającego błysk zielonego światła w kierunku wspinających się po linach akrobatów...
Potarł Millie ręką po boczku.
- Aaaa, wybacz, że ci tego nie powiedziałem, przez twój pokój przewinęło się naprawdę dużo osób. - Była w tym odrobina niezręczności, ale Moody czuł głównie spokój. Nie kłamał. Przyćmił to cudzą obecnością, ale jednocześnie podkreślił obecność Eden. No bo jeżeli Malfoy nie zmieni zdania na jego temat, Millie miała być pierwszą osobą, która dowie się prawdy z jego ust. Bertiego w tym rachunku ominął, bo nie był ślepy i Alastor zakładał, że dowiedział się tej prawdy z ust wszechświata, kiedy zobaczył ich stojących jak kołki obok siebie jeszcze w maju. - Gapiłem się na was zakuwając w kajdanki Mulcibera, musiałem odjąć mu tym kilka punktów ego, bo szczerze wątpię, żeby kiedykolwiek skuwał go tak znudzony jego obecnością Auror. - No ale nie ukrywał, że Millie była lepszym widokiem. I ciekawszym towarzystwem niż banda niedojebów, która pobiła się na kiermaszu woskowymi penisami.
- Byłeś na występie Fantasmagorii? Opowiedzcie mi o czymś innym niż na Lammas. O czym one są, co was inspiruje? - Tak, brzmiał na zaciekawionego, ale sztuka i Alastor... no nie zawsze szły w parze. Zbierał więcej danych, żeby móc martwić się o nich intensywniej. Zwracał się oczywiście wpierw do Botta, później do Bella.
- Jest to taka okazja, że Longbottomowie chcieli się spotkać na plaży - odpowiedział Eden. - Oni zawsze mają takie dziwne zrywy, budzisz się w poniedziałek rano, bo sowa Brenny stuka do twojego okna, a w liście informacja, że jutro w samo południe na klifie odbędzie się potańcówka tematyczna. - W jego głosie dało się wyczuć pełne uznanie i sympatię dla jej pomysłów. Był jednak zbyt zwyczajnym i drętwym człowiekiem, żeby nie obrócić w tego w żart. Nigdy nie miał pojęcia, skąd oni biorą na to wszystko czas i pieniądze. - Mam taką teorię, że dziewczyna chce swatać tę dwójkę dzieciaków, które się wokół niej plączą. Tak tych, co się jeden w trakcie tej rozmowy spierdolił z miotły... - Ponownie nie ruszył w tamtym kierunku, bo byli tam uzdrowiciele, a on nie będzie robił za sztuczny tłum.
fear is the mind-killer.