10.01.2023, 09:56 ✶
Patrząc z trzeźwiej perspektywy na tę sytuację było czego się bać. Nieznana lokalizacja, nie wiedzieli, co się stało, właściwie nie mieli pewności, czy w ogóle wędrowali w dobrą stronę. Sauriel zastanawiał się, czy w ogóle było tam miejsce na mówienie o tym, że “dobrze trafili”. Ale raczej tak. Skoro wdepnęli w coś, co miało powstrzymać niechcianych gości, to zdecydowanie zbliżali się do celu. Z tym, że ewidentnie ktoś nie chciał, żeby Sauriel tam dotarł. Nie zdziwiło go to. Zaskoczył bardziej efekt, nie sam fakt, że się pojawił. To znana zasada - jeśli masz kryjówkę to nie chcesz, żeby ktoś się do niej dostawał. Saurielowi wydawało się, że posłaniec miał wystarczająco obitą mordę, żeby jednak dać się przekonać, że to dobry pomysł, żeby być szczerym. Najwyraźniej nie do końca.
- To możesz żaby wypuścić. Mają naturalny wybieg. - Brak paniki był spowodowany dokładnie tym: doświadczeniem. A raczej przyzwyczajeniem do krytycznych sytuacji, które mogą zagrażać twojemu życiu. Może wypadałoby myśleć o tym, a co jak się skończy powietrze, a co jak “bla bla bla”. Dużo było tych “cosiów”. O tyle jednak powaga nastała, że żarciki o panienkach, nazwiskach i tym, jak to się lubią czy nielubią zostało stanowczo odłożone na bok. Wyparowały z głowy Sauriela. Bo on również, odpowiadając tak bez sensu na te fasolki i żaby był myślami w tym samym punkcie co i ona.
W ścianie?
Skupiony umysł Sauriela odebrał to bardzo niedosłownie. W ścianie, znaczy ściana się zamknęła, znaczy w pokoju. Ta kategoria myślenia. Zbliżył się do miejsca, gdzie przed chwilą było ich wejście i parę razy uderzył nią w cegłę. Nic. Nie było nawet specyficznego, głuchego tętnienia sugerującego, że za tą ścianą jest pusta przestrzeń. Obstukał tak całą długość, nasłuchują i kiedy ona machała magiczną pałeczką, on się zajął dokładnie tym. Bez żadnych fascynujących rezultatów. No ściana. Ale Sherlockiem nie był, żeby stwierdzać takie oczywistości. Spojrzał na Victorię, która była teraz w pełni skupiona na różdżce i ruchach nią. Nie chciał jej przerywać. Nie chciał jej przeszkadzać. Nie zamierzał jej dekoncentrować. Oparł się plecami o ścianę, zaplótł ręce na klatce piersiowej. Czekał.
- To możesz żaby wypuścić. Mają naturalny wybieg. - Brak paniki był spowodowany dokładnie tym: doświadczeniem. A raczej przyzwyczajeniem do krytycznych sytuacji, które mogą zagrażać twojemu życiu. Może wypadałoby myśleć o tym, a co jak się skończy powietrze, a co jak “bla bla bla”. Dużo było tych “cosiów”. O tyle jednak powaga nastała, że żarciki o panienkach, nazwiskach i tym, jak to się lubią czy nielubią zostało stanowczo odłożone na bok. Wyparowały z głowy Sauriela. Bo on również, odpowiadając tak bez sensu na te fasolki i żaby był myślami w tym samym punkcie co i ona.
W ścianie?
Skupiony umysł Sauriela odebrał to bardzo niedosłownie. W ścianie, znaczy ściana się zamknęła, znaczy w pokoju. Ta kategoria myślenia. Zbliżył się do miejsca, gdzie przed chwilą było ich wejście i parę razy uderzył nią w cegłę. Nic. Nie było nawet specyficznego, głuchego tętnienia sugerującego, że za tą ścianą jest pusta przestrzeń. Obstukał tak całą długość, nasłuchują i kiedy ona machała magiczną pałeczką, on się zajął dokładnie tym. Bez żadnych fascynujących rezultatów. No ściana. Ale Sherlockiem nie był, żeby stwierdzać takie oczywistości. Spojrzał na Victorię, która była teraz w pełni skupiona na różdżce i ruchach nią. Nie chciał jej przerywać. Nie chciał jej przeszkadzać. Nie zamierzał jej dekoncentrować. Oparł się plecami o ścianę, zaplótł ręce na klatce piersiowej. Czekał.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.