23.07.2024, 23:23 ✶
Stoisko z biżuterią -> Koło fortuny -> Stoisko z biżuterią
Zastanawiała się czemu Cedric tak bardzo w siebie wątpił. Naprawdę nie miał czemu, był miły, miał umiejętności, za pomocą potrafił ratować życia, wiele osób go lubiło i ceniło. Patrzyła na to, nie rozumiejąc, co sprawiło, że bał się nawet przez chwilę pilnować jej stanowisko, co nie umniejszając sobie, w tej chwili naprawdę nie wymagało wielu umiejętności. A jednak widziała jego niepewność, którą nieumiejętnie chował za uśmiechem.
Czuła, że ciągle wyciągała go z jego strefy komfortu i o ile widziała pozytywne zmiany, tak rodziło się przed nią sporo pytań. Dlaczego nikt wcześniej nie spróbował zrobić tego samego, choć tyle osób dostrzegało, że Cedric próbuje się zamęczyć własną pracą? Dlaczego tak bardzo jej zależy na tym, by dalej to robić? I czy nie przesadza i nie działa na jego szkodę?
Sama w końcu miała całkiem inne spojrzenie na to jak powinno wyglądać życie. Co jeśli niechcący go popsuje? Zaczynały rodzić się w jej głowie podobne myśli.
A jednak nie potrafiła się od niego odczepić.
- Znowu, trzymam cię za słowo. - Przyjęła obietnicę zadbania o stanowisko samej wierząc, że zostawi je w dobrych rękach. Miała może małe wyrzuty sumienia, że znów zmusiła go do zrobienia czegoś wbrew sobie, z drugiej, nie mogło mu to zaszkodzić.
Tak samo jak te wszystkie delikatne pstrycznki w nos którymi żąglowała, gdy prowadziła z nim rozmowę. Zresztą, sam dokładał do tego kolejne okazje, nie wszystkie jednak musiała wykorzystywać. Zamiast tego uchwyciła się kwestii, która naprawdę ją miło zaskoczyła.
- Umiesz gotować? - zapytała, patrząc na niego z żywym zainteresowaniem. Nie pamiętała, czy wcześniej rozmawiali na ten temat, ale nigdy nie była zbyt wybitną kucharką. Mama, stojąca stanowisko obok zresztą, nauczyła ją podstaw, ale nigdy jej umiejętności nie wykroczyły poza to. - Z chęcią skorzystam z okazji i ocenię twoje zdolności kucharskie. - Uśmiechnęła się, wcale nie narzekając na kolejne potencjalne spotkanie.
Mieli już całkiem sporo planów i była chętna, by je wszystkie odhaczyć. Może w Windermere była jakaś mała kuchnia i tak mogli po prostu wspólnie gotować? Byłoby to całkiem miłe.
Zaśmiała się na żart Crowa, wyobrażając sobie nie tylko płaczące dzieci, ale i zakrywających im uszy starszych czarodziejów, a potem patrzyła z niedowierzaniem na Laurenta, który z każdym słowem robił na niej, cóż, coraz większe wrażenie.
Podała mu jednak wizytówkę, które miała przygotowane właśnie na takie okazje, dającą kontakt prosto do niej i do jej małego stanowiska pracy w jej pokoju.
Czuła się całkiem dobrze, nawet próbując rozgryźć, co dokładnie rodziło się tak naprawdę pomiędzy Crowem a Laurentem, gdy jednak wyszła cała ta sprawa z wieńcem.
Nie była o to aż tak bardzo zła, bardziej trochę zawiedziona, nie mogła jednak winić przyjaciela za to, co powiedział. Miał trochę racji, która wbiła się gdzieś głęboko w jej serce, niczym drzazga. Patrzyła na niego z lekkim zdziwieniem, bo zwykle radziła sobie po prostu w takich kwestiach sama, miała jednak trochę wdzięczności, że tak po prostu się za nią wstawił. Choć pewnie powinien to zrobić w delikatniejszy sposób.
- Nie upaluję cię, ale pozwolisz że przejmę pałeczkę w załatwianiu swoich spraw - uśmiechnęła się mało wesoło, raczej z nutką groźby, by już dalej nic nie mówił.
Pożegnała się z nimi, westchnęła i wlepiła swoje szarozielone oczy w Cedrica. Który zaczął się tłumaczyć, choć niepotrzebnie. Machnęła ręką z lekko krzywą miną.
- Hej, potrafię zrozumieć, że nie każdemu może pasować dana ozdoba. Nie musisz się jednak z tym przede mną kryć. Po prostu powiedz, że wolałbyś coś mniej krzykliwego, naprawdę nie pogryzę - zdjęła mu wieniec z głowy, odłożyła go na stolik, po czym po chwili namysłu włożyła mu do ręki prosty wisiorek ze słonecznikiem na metalowym łańcuszku. - Nie tłumacz się tak panicznie. Deklaracje składane pod naciskiem nigdy nie brzmią szczerze.
Uśmiechnęła się do niego znowu, tym razem trochę cieplej, choć nadal trochę smutno.
Zamilkła na chwilę, obserwując chwilowy brak klientów, co mogło być całkiem dobrą okazją, na krótką przerwę.
- Pójdę może na tą loterię, skoro jest przestój. Zaraz wrócę - rzuciła, chcąc na chwilę po prostu pobyć sama i zastanowić się, czy nie jest zbyt nachalna. Może przesadziła z tą obręczą? Może powinna najpierw zapytać Cedrica, czy w ogóle cokolwiek chce?
Losów kupiła kilka, chcąc przez chwilę po prostu bezsensownie pomarnowac pieniądze, wcale jednak nie poszło jej tak źle i upolowała kilka przedmiotów.
A potem wróciła, w trochę lepszym humorze, po drodze sprawdzając, czy jej mamie nic nie brakuje.
- Nic cię nie zjadło? Wszystko stoi? Żadnych problemów? - zapytała, lokując się znów po odpowiedniej strony lady, na której dalej lśniło sporo jej wyrobów, choć zdecydowanie mniej, niż rano, zaraz po rozstawieniu.
Zastanawiała się czemu Cedric tak bardzo w siebie wątpił. Naprawdę nie miał czemu, był miły, miał umiejętności, za pomocą potrafił ratować życia, wiele osób go lubiło i ceniło. Patrzyła na to, nie rozumiejąc, co sprawiło, że bał się nawet przez chwilę pilnować jej stanowisko, co nie umniejszając sobie, w tej chwili naprawdę nie wymagało wielu umiejętności. A jednak widziała jego niepewność, którą nieumiejętnie chował za uśmiechem.
Czuła, że ciągle wyciągała go z jego strefy komfortu i o ile widziała pozytywne zmiany, tak rodziło się przed nią sporo pytań. Dlaczego nikt wcześniej nie spróbował zrobić tego samego, choć tyle osób dostrzegało, że Cedric próbuje się zamęczyć własną pracą? Dlaczego tak bardzo jej zależy na tym, by dalej to robić? I czy nie przesadza i nie działa na jego szkodę?
Sama w końcu miała całkiem inne spojrzenie na to jak powinno wyglądać życie. Co jeśli niechcący go popsuje? Zaczynały rodzić się w jej głowie podobne myśli.
A jednak nie potrafiła się od niego odczepić.
- Znowu, trzymam cię za słowo. - Przyjęła obietnicę zadbania o stanowisko samej wierząc, że zostawi je w dobrych rękach. Miała może małe wyrzuty sumienia, że znów zmusiła go do zrobienia czegoś wbrew sobie, z drugiej, nie mogło mu to zaszkodzić.
Tak samo jak te wszystkie delikatne pstrycznki w nos którymi żąglowała, gdy prowadziła z nim rozmowę. Zresztą, sam dokładał do tego kolejne okazje, nie wszystkie jednak musiała wykorzystywać. Zamiast tego uchwyciła się kwestii, która naprawdę ją miło zaskoczyła.
- Umiesz gotować? - zapytała, patrząc na niego z żywym zainteresowaniem. Nie pamiętała, czy wcześniej rozmawiali na ten temat, ale nigdy nie była zbyt wybitną kucharką. Mama, stojąca stanowisko obok zresztą, nauczyła ją podstaw, ale nigdy jej umiejętności nie wykroczyły poza to. - Z chęcią skorzystam z okazji i ocenię twoje zdolności kucharskie. - Uśmiechnęła się, wcale nie narzekając na kolejne potencjalne spotkanie.
Mieli już całkiem sporo planów i była chętna, by je wszystkie odhaczyć. Może w Windermere była jakaś mała kuchnia i tak mogli po prostu wspólnie gotować? Byłoby to całkiem miłe.
Zaśmiała się na żart Crowa, wyobrażając sobie nie tylko płaczące dzieci, ale i zakrywających im uszy starszych czarodziejów, a potem patrzyła z niedowierzaniem na Laurenta, który z każdym słowem robił na niej, cóż, coraz większe wrażenie.
Podała mu jednak wizytówkę, które miała przygotowane właśnie na takie okazje, dającą kontakt prosto do niej i do jej małego stanowiska pracy w jej pokoju.
Czuła się całkiem dobrze, nawet próbując rozgryźć, co dokładnie rodziło się tak naprawdę pomiędzy Crowem a Laurentem, gdy jednak wyszła cała ta sprawa z wieńcem.
Nie była o to aż tak bardzo zła, bardziej trochę zawiedziona, nie mogła jednak winić przyjaciela za to, co powiedział. Miał trochę racji, która wbiła się gdzieś głęboko w jej serce, niczym drzazga. Patrzyła na niego z lekkim zdziwieniem, bo zwykle radziła sobie po prostu w takich kwestiach sama, miała jednak trochę wdzięczności, że tak po prostu się za nią wstawił. Choć pewnie powinien to zrobić w delikatniejszy sposób.
- Nie upaluję cię, ale pozwolisz że przejmę pałeczkę w załatwianiu swoich spraw - uśmiechnęła się mało wesoło, raczej z nutką groźby, by już dalej nic nie mówił.
Pożegnała się z nimi, westchnęła i wlepiła swoje szarozielone oczy w Cedrica. Który zaczął się tłumaczyć, choć niepotrzebnie. Machnęła ręką z lekko krzywą miną.
- Hej, potrafię zrozumieć, że nie każdemu może pasować dana ozdoba. Nie musisz się jednak z tym przede mną kryć. Po prostu powiedz, że wolałbyś coś mniej krzykliwego, naprawdę nie pogryzę - zdjęła mu wieniec z głowy, odłożyła go na stolik, po czym po chwili namysłu włożyła mu do ręki prosty wisiorek ze słonecznikiem na metalowym łańcuszku. - Nie tłumacz się tak panicznie. Deklaracje składane pod naciskiem nigdy nie brzmią szczerze.
Uśmiechnęła się do niego znowu, tym razem trochę cieplej, choć nadal trochę smutno.
Zamilkła na chwilę, obserwując chwilowy brak klientów, co mogło być całkiem dobrą okazją, na krótką przerwę.
- Pójdę może na tą loterię, skoro jest przestój. Zaraz wrócę - rzuciła, chcąc na chwilę po prostu pobyć sama i zastanowić się, czy nie jest zbyt nachalna. Może przesadziła z tą obręczą? Może powinna najpierw zapytać Cedrica, czy w ogóle cokolwiek chce?
Losów kupiła kilka, chcąc przez chwilę po prostu bezsensownie pomarnowac pieniądze, wcale jednak nie poszło jej tak źle i upolowała kilka przedmiotów.
A potem wróciła, w trochę lepszym humorze, po drodze sprawdzając, czy jej mamie nic nie brakuje.
- Nic cię nie zjadło? Wszystko stoi? Żadnych problemów? - zapytała, lokując się znów po odpowiedniej strony lady, na której dalej lśniło sporo jej wyrobów, choć zdecydowanie mniej, niż rano, zaraz po rozstawieniu.