25.07.2024, 14:03 ✶
Spaceruję wzdłuż brzegu z Jonathanem. WRZUCAM SWÓJ LOS (dla zachowania kamuflażu podpisany zmyślonym imieniem Walter; niech tylko członkowie Zakonu wiedzą, że dziś Walter=Woody)
Być może fakt, że flirciarski nastrój Selwyna trafił na starszego z braci Longbottomów, był jednak szczęśliwym zrządzeniem losu. Woody Tarpaulin ociekał heteroseksualnością, samcza energia sączyła się z każdego poru jego skóry, proszę, musicie mi uwierzyć. Gdyby nie obecny w jego życiu brat o bardziej zróżnicowanych preferencjach romantycznych, Woody — jak przystało na chłopa o niezbyt elastycznym rozumku i niekoniecznie złych intencjach — zapewne wciąż na porządku dziennym szafowałby słowem pedał i opowiadał żarciki o tym, jak to chłop z chłopem. Na szczęście uniknął tej wersji swojej przyszłości i dorósł do bycia prawie wzorowym sojusznikiem. No bo jednak kto to widział mężczyznę w diademie.
Co do tkliwej tęsknoty za beztroską młodością: Tarp nie odczuwał wcale niedomiaru zabawy i swobody. Wręcz przeciwnie: znalazł się na Nokturnie w swoim żywiole i choć skręcała go regularnie tęsknota za rodziną i tym, co utracił, na brak wrażeń i okazji do szaleństwa nie narzekał. Być może Jonathan również powinien rozważyć otwarcie drobnej działalności przestępczej. Bo nawet jeśli kręciłby jakieś wały w Ministerstwie, white collar crime to żadna zabawa.
— Jesteś bardziej pijany, niż sądziłem — podsumował przemowę Selwyna o szampanach z pewną dumą w głosie. Choć niewykluczone, że biorąc pod uwagę przygodę sprzed imprezy, to raczej Tarp był tym, który już nie do końca nadążał.
Miał tylko nadzieję, że wszystko to nie było żadną aluzją do niego, skoro spojrzenie kolegi ciążyło na nim przez cały ten monolog; oby tylko ze względu na to, że Morpheus był niewidzialny. A właśnie… Morpheus? Cóż, zostali opuszczeni, nie szkodzi.
Sugestia, że ich drobna wycieczka ma cokolwiek wspólnego z jego byłą, wyrwała z czarodzieja jedynie prychnięcie. Mimo to nie zrezygnował z planu, skłonił się kurtuazyjnie, zapraszając Jonathana, aby do niego dołączył, i ruszyli wzdłuż brzegu przez plażę. Po drodze Woody wrzucił jeszcze swój los do urny, opatrzony dla niepoznaki imieniem Walter, które wybrał na ten wieczór.
— Nie potrzebuję niczego w starej jędzy wzbudzać — kontynuował, patrząc taktycznie przed siebie, coby z jego twarzy bezwstydnik nie wyczytał przypadkiem za wiele. Śledził uważnie wzrokiem lampiony, pozwalał wodzie obmywać stopy. Nawet Woody, którego deklaratywnie nudziły wszystkie te romantyczne bzdety, musiał przyznać, że całość tworzy całkiem klimatyczny nastrój. — Niech idzie w swoją stronę, z kim chce. — W tym ostatnim zdaniu nie było zwykłej mu przewrotnej zajadłości, z którą wypowiadał się o Tessie przy ludziach. Gdyby się uprzeć, pobrzmiewało to nawet lekkim smutkiem. Longbottom odwrócił się na moment, żeby spojrzeć przelotnie na bar, przy którym stała ona.
Cóż, uderzając w tę strunę, Selwyn nieświadomie odwlókł bądź w ogóle uniknął skończenia w wodzie.
Być może fakt, że flirciarski nastrój Selwyna trafił na starszego z braci Longbottomów, był jednak szczęśliwym zrządzeniem losu. Woody Tarpaulin ociekał heteroseksualnością, samcza energia sączyła się z każdego poru jego skóry, proszę, musicie mi uwierzyć. Gdyby nie obecny w jego życiu brat o bardziej zróżnicowanych preferencjach romantycznych, Woody — jak przystało na chłopa o niezbyt elastycznym rozumku i niekoniecznie złych intencjach — zapewne wciąż na porządku dziennym szafowałby słowem pedał i opowiadał żarciki o tym, jak to chłop z chłopem. Na szczęście uniknął tej wersji swojej przyszłości i dorósł do bycia prawie wzorowym sojusznikiem. No bo jednak kto to widział mężczyznę w diademie.
Co do tkliwej tęsknoty za beztroską młodością: Tarp nie odczuwał wcale niedomiaru zabawy i swobody. Wręcz przeciwnie: znalazł się na Nokturnie w swoim żywiole i choć skręcała go regularnie tęsknota za rodziną i tym, co utracił, na brak wrażeń i okazji do szaleństwa nie narzekał. Być może Jonathan również powinien rozważyć otwarcie drobnej działalności przestępczej. Bo nawet jeśli kręciłby jakieś wały w Ministerstwie, white collar crime to żadna zabawa.
— Jesteś bardziej pijany, niż sądziłem — podsumował przemowę Selwyna o szampanach z pewną dumą w głosie. Choć niewykluczone, że biorąc pod uwagę przygodę sprzed imprezy, to raczej Tarp był tym, który już nie do końca nadążał.
Miał tylko nadzieję, że wszystko to nie było żadną aluzją do niego, skoro spojrzenie kolegi ciążyło na nim przez cały ten monolog; oby tylko ze względu na to, że Morpheus był niewidzialny. A właśnie… Morpheus? Cóż, zostali opuszczeni, nie szkodzi.
Sugestia, że ich drobna wycieczka ma cokolwiek wspólnego z jego byłą, wyrwała z czarodzieja jedynie prychnięcie. Mimo to nie zrezygnował z planu, skłonił się kurtuazyjnie, zapraszając Jonathana, aby do niego dołączył, i ruszyli wzdłuż brzegu przez plażę. Po drodze Woody wrzucił jeszcze swój los do urny, opatrzony dla niepoznaki imieniem Walter, które wybrał na ten wieczór.
— Nie potrzebuję niczego w starej jędzy wzbudzać — kontynuował, patrząc taktycznie przed siebie, coby z jego twarzy bezwstydnik nie wyczytał przypadkiem za wiele. Śledził uważnie wzrokiem lampiony, pozwalał wodzie obmywać stopy. Nawet Woody, którego deklaratywnie nudziły wszystkie te romantyczne bzdety, musiał przyznać, że całość tworzy całkiem klimatyczny nastrój. — Niech idzie w swoją stronę, z kim chce. — W tym ostatnim zdaniu nie było zwykłej mu przewrotnej zajadłości, z którą wypowiadał się o Tessie przy ludziach. Gdyby się uprzeć, pobrzmiewało to nawet lekkim smutkiem. Longbottom odwrócił się na moment, żeby spojrzeć przelotnie na bar, przy którym stała ona.
Cóż, uderzając w tę strunę, Selwyn nieświadomie odwlókł bądź w ogóle uniknął skończenia w wodzie.
piw0 to moje paliwo