27.07.2024, 01:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.07.2024, 01:25 przez Alastor Moody.)
Przy ognisku
Alastor nie do końca rozumiał, co działo się pomiędzy Eden i jego siostrą, więc przesunął pomiędzy nimi nieco pytającym wzrokiem, ale ostatecznie żadne pytanie jego ust nie opuściło. Obie darzył zaufaniem na tyle mocnym, aby uznać, że jeżeli to jest coś naprawdę istotnego, to by mu o tym powiedziały. Tak? Naprawdę mocno zawiódłby się na obojgu, gdyby nie miał w tej sprawie racji i mimowolnie odsuwał tę myśl z dala od siebie, chociaż lubił takie sprawy oceniać dosyć trzeźwo.
Wysłuchał Botta z cieniem ekscytacji wypisanym na twarzy. Szczerym. Rzadko w takich sytuacjach udawał cokolwiek, przecież bliscy i tak by go przejrzeli, a poza tym... co on niby miał do ukrycia. Gdyby to przedstawienie go nie obchodziło, nie bałby się do tego przyznać.
- Możemy tam pójść. - Zrobiłby to dla Botta, trochę dla siebie, trochę też dla tej sprawy - zapamiętanie twarzy tych mugolaków mogło przydać mu się w przyszłości, gdyby jednak Śmierciożercy obrali ich sobie na cel. - I... ee... - Alastor zamilkł na moment. - Naprawdę przespałem coś takiego? - Ale w gruncie rzeczy to tę potańcówkę pamiętał jak przez mgłę. Nietrudno było się domyślić, że markotny Moody nie był na tych przyjęciach Longbottomów wodzirejem. Kurwa mać. To było trochę żenujące, ale nie na tyle, żeby kiełkujące w nim emocje wypełzły na zewnątrz.
- Zgadzam się z Bottem, nie wygłupiaj się, Eden. Jesteś tutaj mile widziana, a jeżeli nie chcesz tutaj być, możesz powiedzieć to wprost, żadne z nas się nie obrazi. Co najwyżej zadamy ci później niezręczne pytanie przy drinku, ale zbycie nas rozmową o pogodzie to wystarczający sygnał, żebyśmy dali sobie spokój. - Uśmiechnął się do niej ciepło, bez cienia niezręczności.
Nie umknęły mu słowa, jakie Alexander rzucił w kierunku Bertiego, powstrzymał się jednak przed uniesieniem brwi. Życie nauczyło go, że miłość przyjmowała różne formy, nawet jeżeli te formy wywoływały na jego plecach dziwne dreszcze zniechęcenia. A może zazdrości? Nie wiedział, sapnął jedynie, jakby sobie o czymś przypomniał.
- Idź, nie wahaj się, poznasz więcej osób. Chętnie pogadałbym dłużej, szczególnie o tych umiejętnościach waszej grupy artystycznej... - Zasoby finansowe Alastora wynosiły teraz zapewne mniejszą liczbę sykli niż liczba osób heteroseksualnych w tej grupie rozmówców, ale i tak ciekaw był potencjalnych zleceń, jakich mogliby się ewentualnie podjąć. O ile byliby tym zainteresowani, rzecz jasna. - Muszę się jednak udać na stronę, a ciebie pewnie wzywa krzyk Brenny...? - Do niego też spróbował się uśmiechnąć, ale wyszło mu niebywale drętwo. Zdecydowanie nie posiadał równego Alexandrowi uroku osobistego. Posiadał za to wybrakowany rząd nierównych zębów.
Do reszty skinął głową, że zaraz wróci i zniknął, jak to on. Przez resztę zabawy przebywał gdzieś z boku, rozmawiając z losowymi osobami, głównie narzekał na sytuację w państwie.
Postać opuszcza sesję
fear is the mind-killer.