10.01.2023, 20:19 ✶
Nie zabrzmiało, ale i tak odebrał to jako komplement. A te ponoć trzeba umieć przyjmować. Spojrzał na nią tak z ukosa, jakby na krańcu języka miał “bitch please”. Bo miał. Ale powstrzymał się przed powiedzeniem tego. Zresztą niektóre spojrzenia wymawiały więcej niż tysiąc słów. Tym nie mniej popieściła go trochę, bo całkiem lubił zaskakiwać. To oznaczało, że to, kim był na co dzień, działało. Że miał jeszcze coś do zaoferowania. Chociaż nie tworzył takich sytuacji celowo, żeby też nie było wątpliwości. To po prostu wychodziło. To, że wolał, żeby go brano za prostaka też nie było celowe. Poddał się temu, co wielokrotnie słyszał: że do niczego się nie nadaje, że nie spełnia oczekiwań, że… trochę tego było. Dlatego stwierdził, że skoro staranie się nie pomaga tego poprawić to przestanie się starać. No bo po co się wysilać?
Pokiwał kilka razy głową, siadając też na ziemi, po drugiej stronie pokoju. Ze zgiętym jednym kolanem, a jedną nogę wyciągnął. Na kolanie zaś oparł łokieć. Tak,, nie identycznego. Tak? Nie? Zaczął powolutku wracać wspomnieniami do tego nietypowego przypadku. Magia była zabawna. Z jednej strony niektóre zaklęcia wymagały pracowania jak w szwajcarskim zegarku, z drugiej strony jeśli cooś przekręciłeś to się okazywało, że też działa. Tylko… inaczej. Magia nie miała swoich granic w odkrywaniu jej i splataniu nowych klątw czy zaklęć. Była równie uzależniająca co narkotyki.
- Ay, cykają. Mogą cykać. I ta, ja też. Ale była jedna taka co miała pierdolniętego ojca i on przeprowadził badania nad świerszczami. - Zwierzaki, świerszcze… Była dość spora różnica, bo sporo ludzi lubiło zwierzaczki, ale niewiele lubiło robale. A tym bardziej niewielu interesowało robienie badań, jak one sobie… cykają.
Sam się odpalił? Był pewien, że wyciągał różdżkę. Hm. Nie żeby przywiązywał do tego świętą i wielką wagę, ale uważał to za swój atut i nie lubił się tym chwalić czy obnosić. Tak i zazwyczaj starał się jednak korzystać z różdżki w towarzystwie. Ale biorąc uwagę fantastyczny nastrój tamtego dnia… Ale podobno Victoria nie stanowiła dla niego zagrożenia, tak? Zgasił różdżkę i położył ją obok, po czym wyciągnął dłoń, nad którą uniosło się malutkie światełko.
- Nie potrzebuję różdżki do czarowania. - A to zdecydowanie było bardzo nieczęste wśród czarodziei. - Nie obnoszę się z tym. Trzymam to jako atut. - Jako jeden z atutów. Tak jak to że nie był niedoukiem! - He? Jak to twoją? - Teraz to trochę zdurniał.
Pokiwał kilka razy głową, siadając też na ziemi, po drugiej stronie pokoju. Ze zgiętym jednym kolanem, a jedną nogę wyciągnął. Na kolanie zaś oparł łokieć. Tak,, nie identycznego. Tak? Nie? Zaczął powolutku wracać wspomnieniami do tego nietypowego przypadku. Magia była zabawna. Z jednej strony niektóre zaklęcia wymagały pracowania jak w szwajcarskim zegarku, z drugiej strony jeśli cooś przekręciłeś to się okazywało, że też działa. Tylko… inaczej. Magia nie miała swoich granic w odkrywaniu jej i splataniu nowych klątw czy zaklęć. Była równie uzależniająca co narkotyki.
- Ay, cykają. Mogą cykać. I ta, ja też. Ale była jedna taka co miała pierdolniętego ojca i on przeprowadził badania nad świerszczami. - Zwierzaki, świerszcze… Była dość spora różnica, bo sporo ludzi lubiło zwierzaczki, ale niewiele lubiło robale. A tym bardziej niewielu interesowało robienie badań, jak one sobie… cykają.
Sam się odpalił? Był pewien, że wyciągał różdżkę. Hm. Nie żeby przywiązywał do tego świętą i wielką wagę, ale uważał to za swój atut i nie lubił się tym chwalić czy obnosić. Tak i zazwyczaj starał się jednak korzystać z różdżki w towarzystwie. Ale biorąc uwagę fantastyczny nastrój tamtego dnia… Ale podobno Victoria nie stanowiła dla niego zagrożenia, tak? Zgasił różdżkę i położył ją obok, po czym wyciągnął dłoń, nad którą uniosło się malutkie światełko.
- Nie potrzebuję różdżki do czarowania. - A to zdecydowanie było bardzo nieczęste wśród czarodziei. - Nie obnoszę się z tym. Trzymam to jako atut. - Jako jeden z atutów. Tak jak to że nie był niedoukiem! - He? Jak to twoją? - Teraz to trochę zdurniał.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.