11.01.2023, 13:49 ✶
O tak, w końcu te pudełeczka wysypywały się pod nogi. I były pudełeczkami, nie skarbami zatopionymi w oceanie. Koniec końców Sauriel wcale nie chciał chodzić jak ta największa enigma. Nie. W zasadzie to chociażby tą głupią ciekawostką dobrze się było podzielić. Albo chętnie opowiadałby o historii czy politycznych niuansach. o tak, Sauriel był świetnie zorientowany w polityce. Kto by pomyślał, prawda? Czy go to interesowało? Poniekąd. Zaczął się tym interesować, żeby łatwiej było przetrwać. A w pewnym momencie rozwalało mu to mózg i zaczęło fascynować. Teraz czuł się niemal dziko, kiedy mieli taki kontakt z Tori. Mniej więcej trzy lata temu popalił mosty i poodcinał się od ludzi, którzy go znali i wiedzieli, że ma w sobie coś lepszego niż to, co prezentował na co dzień. Tymczasem Victoria zrobiła parę kroków i okazało się, że znalazła się naprawdę blisko.
- Pechowe. - No tak, racja, pechowa różdżka. U pechowego właściciela. - Różdżkowy wyrzutek u czarodziejskiego wyrzutka. Match made in heaven. - Tak, to był sarkazm, ale wypowiedziany normalnym tonem. Bo niby żartował, ale w sumie to naprawdę tak myślał. Aż niemal poczuł więź z tym martwym przedmiotem. - Myślałaś kiedyś, jak to jest, że różdżki same wybierają czarodziei? - Tak prawdę mówiąc nie docierało do niego to, że te różdżki były identyczne, że różniła je tylko długość. Jeszcze nie. I nie dotarło do niego dobrze, jak rzadkie są to drzewa, rdzenie. Że to po prostu powinno wybuchnąć mózg! A przecież byli naprawdę charakterem odmiennymi osobami! Jak to niby się stało? Co się wydarzyło w czasoprzestrzeni i kosmosie, że dwie osoby o identycznych różdżkach miały zostać narzeczeństwem? - To też kwestia jakości, nie tylko długości. - Dodał, robiąc minkę pod tytułem wysuniętych usteczek i zamachał różdżką przed sobą na boki. - Już usiadłem ze dwa razy. - Uspokoił ją, że takie przeżycia miał i że już się oduczył chowania różdżki do gaci na plecach. Teraz ją trzymał zazwyczaj przy boku, albo w wewnętrznej kieszeni kurtki. - Nawet nie wiem, musiałbym policzyć. Nie aż tak dużo, bo Fergus mi je jakoś tam łatał… a że unikałem zajęć to ich niepełnosprawność nie była dużym problemem. - Uśmiechnął się pod nosem. - Aha. - Powieedział tylko na ten jej rdzeń. I wtedy zaczęło do niego docierać. - Bardzo śmieszne. - No uznał to za żart. Bo za co miał uznać? Przecież to było nieprawdopodobne. - Dobra, nie ważne. Wake up, baby i idziemy. - O różdżkach mogli sobie porozmawiać potem, kiedy indziej.
Sauriel wyszedł na korytarz i rozglądnął się po nim, unosząc magiczną pałeczkę ze światełkiem. Obróćił się na Victorię i zatrzymał, by zaraz pokazać ręką klapę w suficie. Była tam - w pokoju, w którym siedzieli. Teraz też były tam meble i wszystko inne. Czy przypadkowo wdepnęli w gówno, czy celowo ktoś go zmylił - teraz się nie dowiedzą. Sauriel przez moment tylko się zastanowił, czy pytać kobiety, czy na pewno chce iść dalej. W drugiej sekundzie minął się z nią w tym korytarzu i podszedł do klapy, żeby spróbować ją otworzyć. Biorąc pod uwagę wysokość, mimo tego, że Sauriel karzełkiem nie był, to jak można się domyślić łatwe to nie było. A potem sobie przypomniał, że ma różdżkę. Spojrzał tak na patyka, jakby był czymś nowym, po czym nim machnął. Taaadaaam! Magia. Klapa się otworzyła. Na górze, dokądkolwiek prowadziła, było ciemno.
- Poczekaj moment. - Teraz już szepnął do niej. Schował różdżkę, zgasił światło i podskoczył. Złapał się rękoma brzegu sufitu/nowej podłogi i podciągnął w górę bez najmniejszego problemu. Kto się kiedyś tak wisząc próbował podciągać ten wiedział, że było to wszystkim, tylko nie “bezproblemowym” przedsięwzięciem.
- Pechowe. - No tak, racja, pechowa różdżka. U pechowego właściciela. - Różdżkowy wyrzutek u czarodziejskiego wyrzutka. Match made in heaven. - Tak, to był sarkazm, ale wypowiedziany normalnym tonem. Bo niby żartował, ale w sumie to naprawdę tak myślał. Aż niemal poczuł więź z tym martwym przedmiotem. - Myślałaś kiedyś, jak to jest, że różdżki same wybierają czarodziei? - Tak prawdę mówiąc nie docierało do niego to, że te różdżki były identyczne, że różniła je tylko długość. Jeszcze nie. I nie dotarło do niego dobrze, jak rzadkie są to drzewa, rdzenie. Że to po prostu powinno wybuchnąć mózg! A przecież byli naprawdę charakterem odmiennymi osobami! Jak to niby się stało? Co się wydarzyło w czasoprzestrzeni i kosmosie, że dwie osoby o identycznych różdżkach miały zostać narzeczeństwem? - To też kwestia jakości, nie tylko długości. - Dodał, robiąc minkę pod tytułem wysuniętych usteczek i zamachał różdżką przed sobą na boki. - Już usiadłem ze dwa razy. - Uspokoił ją, że takie przeżycia miał i że już się oduczył chowania różdżki do gaci na plecach. Teraz ją trzymał zazwyczaj przy boku, albo w wewnętrznej kieszeni kurtki. - Nawet nie wiem, musiałbym policzyć. Nie aż tak dużo, bo Fergus mi je jakoś tam łatał… a że unikałem zajęć to ich niepełnosprawność nie była dużym problemem. - Uśmiechnął się pod nosem. - Aha. - Powieedział tylko na ten jej rdzeń. I wtedy zaczęło do niego docierać. - Bardzo śmieszne. - No uznał to za żart. Bo za co miał uznać? Przecież to było nieprawdopodobne. - Dobra, nie ważne. Wake up, baby i idziemy. - O różdżkach mogli sobie porozmawiać potem, kiedy indziej.
Sauriel wyszedł na korytarz i rozglądnął się po nim, unosząc magiczną pałeczkę ze światełkiem. Obróćił się na Victorię i zatrzymał, by zaraz pokazać ręką klapę w suficie. Była tam - w pokoju, w którym siedzieli. Teraz też były tam meble i wszystko inne. Czy przypadkowo wdepnęli w gówno, czy celowo ktoś go zmylił - teraz się nie dowiedzą. Sauriel przez moment tylko się zastanowił, czy pytać kobiety, czy na pewno chce iść dalej. W drugiej sekundzie minął się z nią w tym korytarzu i podszedł do klapy, żeby spróbować ją otworzyć. Biorąc pod uwagę wysokość, mimo tego, że Sauriel karzełkiem nie był, to jak można się domyślić łatwe to nie było. A potem sobie przypomniał, że ma różdżkę. Spojrzał tak na patyka, jakby był czymś nowym, po czym nim machnął. Taaadaaam! Magia. Klapa się otworzyła. Na górze, dokądkolwiek prowadziła, było ciemno.
- Poczekaj moment. - Teraz już szepnął do niej. Schował różdżkę, zgasił światło i podskoczył. Złapał się rękoma brzegu sufitu/nowej podłogi i podciągnął w górę bez najmniejszego problemu. Kto się kiedyś tak wisząc próbował podciągać ten wiedział, że było to wszystkim, tylko nie “bezproblemowym” przedsięwzięciem.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.