04.08.2024, 11:15 ✶
Tarapaty! W tarapaty kot spada na cztery łapy! Tak miękko wylądowałem, że uwielbiałem nad życie te kocie mięśnie. To było niczym coś najdoskonalszego. Świat mógł wokół wirować, ale ja wiedziałem, gdzie góra, gdzie dół, gdzie ja, gdzie podłoga, a kiedy się z nią łączyłem było drobne ugięcie łapek i wyprostowanie. Fajnie, elegancko. Leo chciał więcej! Leo chciał więcej! Albo nieee... Tak, zmieniłem zdanie, kiedy ujrzałem tę straszną skrzatkę. Co oni jej zrobili? Czy ona tak miała? Czy skrzaty tak miały?
Zrobiłem pozycję przyczajonego kotka. Nie podobały mi się plany tych dwóch kobiet. Ja chciałem tu zostać i im pomóc w tych wszystkich fikuśnych badaniach. Mogłem coś mieszać, tak na przykład. Potrafiłem mieszać.
Pokręciłem kocim pyszczkiem i ostrzegłem syczeniem. Nie-nie. Ja się nie dam nabrać. Ja słyszałem, co żeście do siebie mówiły. Nie zamierzam się bawić w wyrzucanie tego kota. Ten kot chciał tu zostać!!! Słyszycie!? Nie, nie słyszycie, ale ja wam zaraz to pokażę!
Przyczaiłem się, przyczaiłem i zaraz w te pędy wystrzeliłem obok skrzatki, żeby nie była w stanie mnie złapać. Jak będę biegał z prędkością światła, to mnie nie złapie. A jak zniknę, to mnie nie znajdzie. My koty czasami potrafiliśmy być niewidzialni, a czasami za głośni, ale teraz... Teraz mnie nie złapiesz, bo ja-kot sobie tak postanowiłem. Tylko że miałem tę tendencję, że dosyć szybko zmieniałem zdanie, więc kiedy moje łapy wskoczyły na biurko, a mój wzrok padł na księgę, to moja uwaga znowu została odebrana przez ciekawość. Usiadłem na księdze swoim zadkiem i spojrzałem na koślawe litery. Co też tam było napisane...? - pomyślałem, machając ogonem z ciekawością.
Ale cholera! Gonili! Trzeba było uciekać, więc pewnie dla większej zabawy niż własnego bezpieczeństwa, postanowiłem jeszcze zrobić rundkę po gabinecie, zanim podejmę kolejne kroki.
Zrobiłem pozycję przyczajonego kotka. Nie podobały mi się plany tych dwóch kobiet. Ja chciałem tu zostać i im pomóc w tych wszystkich fikuśnych badaniach. Mogłem coś mieszać, tak na przykład. Potrafiłem mieszać.
Pokręciłem kocim pyszczkiem i ostrzegłem syczeniem. Nie-nie. Ja się nie dam nabrać. Ja słyszałem, co żeście do siebie mówiły. Nie zamierzam się bawić w wyrzucanie tego kota. Ten kot chciał tu zostać!!! Słyszycie!? Nie, nie słyszycie, ale ja wam zaraz to pokażę!
Przyczaiłem się, przyczaiłem i zaraz w te pędy wystrzeliłem obok skrzatki, żeby nie była w stanie mnie złapać. Jak będę biegał z prędkością światła, to mnie nie złapie. A jak zniknę, to mnie nie znajdzie. My koty czasami potrafiliśmy być niewidzialni, a czasami za głośni, ale teraz... Teraz mnie nie złapiesz, bo ja-kot sobie tak postanowiłem. Tylko że miałem tę tendencję, że dosyć szybko zmieniałem zdanie, więc kiedy moje łapy wskoczyły na biurko, a mój wzrok padł na księgę, to moja uwaga znowu została odebrana przez ciekawość. Usiadłem na księdze swoim zadkiem i spojrzałem na koślawe litery. Co też tam było napisane...? - pomyślałem, machając ogonem z ciekawością.
Ale cholera! Gonili! Trzeba było uciekać, więc pewnie dla większej zabawy niż własnego bezpieczeństwa, postanowiłem jeszcze zrobić rundkę po gabinecie, zanim podejmę kolejne kroki.