07.08.2024, 19:17 ✶
Gdy lata temu Crow zapadł się pod ziemię, Woody — choć zaniepokojony — nie zrobił wiele, aby go odnaleźć i upewnić się, że żyje. Nasłuchiwał bacznie wieści, czasem pytał o niego tego czy owego, ale nie wychylał się nadmiernie przed szereg. Ludzie z Nokturnu i Ścieżek czasem znikali, a dopóki nie wypłynęło ciało tego młodego mężczyzny, Tarp mógł mieć nadzieję, że ten sam uciekł, a nie rozkłada się w jakiejś beczce z wapnem. Jeśli był w beczce, i tak nie dało się dla niego nic już zrobić.
Na początku lipca zaczęły docierać do niego plotki o powrocie mężczyzny. Gdy pierwszy raz je usłyszał, dawno zapomniany kamień spadł mu z serca. Wersja z beczką nie okazała się tą właściwą. Późniejsze przemyślenia były mniej optymistyczne: skoro już udało mu się wyrwać, po cóż wracał w to przeklęte miejsce?
Nie szukał Crowa, był cierpliwy i w końcu doczekał się wizyty. Zaginiony łachudra wyglądał jednocześnie lepiej i gorzej. Nieco zdrowiej, to na pewno. Była szansa, że nie spędził ostatnich kilku lat w lochu Fontaine. Nie umknęły jednak staremu i smutne oczy.
Sam Tarp nie zmienił się nic, w przeciwieństwie do pubu, w którym znajdowało się kilka nowych elementów wystroju, kilka rzeczy też odświeżono, lecz duch pozostał ten sam (dosłownie i w przenośni; wciąż nie posłał po egzorcystę).
Rozmowę rozpoczął jak gdyby nigdy nic, jakby widzieli się ledwo wczoraj, nie kilka lat temu. Gdy tylko szklanka przed Crowem została napełniona, a podstawowa gadka-szmatka odhaczona, Woody wyciągnął z kieszeni spodni na lepką ladę starą, wypłowiałą pocztówkę promocyjną przedstawiającą Harleya Davidsona. Znalazł ją pewnego ranka przy sprzątaniu jednego ze stolików; musiał ją zostawić któryś gość. Tak zakiełkowała w nim myśl, że w zasadzie to on również by takiego chciał.
Motoryzacja jest bowiem naturalną ścieżką, jaką obiera mężczyzna w kryzysie wieku średniego. Coś trzeba było z tym czasem zrobić, żeby wypełnić braki w życiu prywatnym, a majsterkowanie w pubie i podawanie nielegalnych różdżek spod lady powoli przestawało mu wystarczać. Zdążył nauczyć się już kilku haseł, między innymi pasek rozrządu, cylindry, płyn hamulcowy oraz świece zapłonowe. Gdyby go jednak zapytać, gdzie ten cały pasek rozrządu w mugolskiej machinerii jest, to… cóż, z dumą fachowca wskazałby cokolwiek przypominającego jakiś pasek i liczył, że druga strona wie jeszcze mniej od niego.
Nie studziło to, uchowaj Merlinie, w żadnym stopniu jego zapału. Ani to, ani utyskiwania portretu starego Errola — świeć Pani nad jego duszą, przeszło sto sześćdziesiąt lat będzie, jak poślizgnął się na zapleczu Rejwachu i umarł. Za jego czasów bowiem nie było takich wynalazków, czarodziej miał miotłę i był szczęśliwy, a teraz się w głowach poprzewracało z tymi wehikułami.
— Fantastycznie! Spadł żeś mi z tym z nieba. — Woody klasnął w ręce, uradowany wizją przejrzenia asortymentu od ręki. — Ale przewiózłbyś mnie i swoim kiedy przy okazji.
Sytuacja wymagała, aby Rejwach był dość pusty, coby dało się go bez większych przeszkód zamknąć na godzinkę lub dwie. Powiedzmy, że Crow zjawił się wcześnie i niewielu jeszcze się tu rozsiadło. Łatwo było ich wystawić za drzwi i postanowić, że dziś to w zasadzie otwieramy później.
Tak oto znaleźli się przed drzwiami pubu, na ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Mało brakowało, aby postawny dziadyga przebierał nogami jak niecierpliwe dziecko, czekając tego, gdzie też go Crow poprowadzi.
— Jeszcze najważniejsze. Ile ty w zasadzie dałeś za to swoje auto? — zainteresował się rychło w czas, wciskając ręce w kieszenie swoich sztruksowych spodni. Nie zdążył zrobić jeszcze rozeznania tego rynku, a odkąd zamknęły się przed nim przepastne skrytki majątku Longbottomów, musiał odkryć, czym jest budżet domu i przedsiębiorstwa; jedna z niewielu rzeczy, do których nie uśmiechało mu się przywyknąć.
Na początku lipca zaczęły docierać do niego plotki o powrocie mężczyzny. Gdy pierwszy raz je usłyszał, dawno zapomniany kamień spadł mu z serca. Wersja z beczką nie okazała się tą właściwą. Późniejsze przemyślenia były mniej optymistyczne: skoro już udało mu się wyrwać, po cóż wracał w to przeklęte miejsce?
Nie szukał Crowa, był cierpliwy i w końcu doczekał się wizyty. Zaginiony łachudra wyglądał jednocześnie lepiej i gorzej. Nieco zdrowiej, to na pewno. Była szansa, że nie spędził ostatnich kilku lat w lochu Fontaine. Nie umknęły jednak staremu i smutne oczy.
Sam Tarp nie zmienił się nic, w przeciwieństwie do pubu, w którym znajdowało się kilka nowych elementów wystroju, kilka rzeczy też odświeżono, lecz duch pozostał ten sam (dosłownie i w przenośni; wciąż nie posłał po egzorcystę).
Rozmowę rozpoczął jak gdyby nigdy nic, jakby widzieli się ledwo wczoraj, nie kilka lat temu. Gdy tylko szklanka przed Crowem została napełniona, a podstawowa gadka-szmatka odhaczona, Woody wyciągnął z kieszeni spodni na lepką ladę starą, wypłowiałą pocztówkę promocyjną przedstawiającą Harleya Davidsona. Znalazł ją pewnego ranka przy sprzątaniu jednego ze stolików; musiał ją zostawić któryś gość. Tak zakiełkowała w nim myśl, że w zasadzie to on również by takiego chciał.
Motoryzacja jest bowiem naturalną ścieżką, jaką obiera mężczyzna w kryzysie wieku średniego. Coś trzeba było z tym czasem zrobić, żeby wypełnić braki w życiu prywatnym, a majsterkowanie w pubie i podawanie nielegalnych różdżek spod lady powoli przestawało mu wystarczać. Zdążył nauczyć się już kilku haseł, między innymi pasek rozrządu, cylindry, płyn hamulcowy oraz świece zapłonowe. Gdyby go jednak zapytać, gdzie ten cały pasek rozrządu w mugolskiej machinerii jest, to… cóż, z dumą fachowca wskazałby cokolwiek przypominającego jakiś pasek i liczył, że druga strona wie jeszcze mniej od niego.
Nie studziło to, uchowaj Merlinie, w żadnym stopniu jego zapału. Ani to, ani utyskiwania portretu starego Errola — świeć Pani nad jego duszą, przeszło sto sześćdziesiąt lat będzie, jak poślizgnął się na zapleczu Rejwachu i umarł. Za jego czasów bowiem nie było takich wynalazków, czarodziej miał miotłę i był szczęśliwy, a teraz się w głowach poprzewracało z tymi wehikułami.
— Fantastycznie! Spadł żeś mi z tym z nieba. — Woody klasnął w ręce, uradowany wizją przejrzenia asortymentu od ręki. — Ale przewiózłbyś mnie i swoim kiedy przy okazji.
Sytuacja wymagała, aby Rejwach był dość pusty, coby dało się go bez większych przeszkód zamknąć na godzinkę lub dwie. Powiedzmy, że Crow zjawił się wcześnie i niewielu jeszcze się tu rozsiadło. Łatwo było ich wystawić za drzwi i postanowić, że dziś to w zasadzie otwieramy później.
Tak oto znaleźli się przed drzwiami pubu, na ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Mało brakowało, aby postawny dziadyga przebierał nogami jak niecierpliwe dziecko, czekając tego, gdzie też go Crow poprowadzi.
— Jeszcze najważniejsze. Ile ty w zasadzie dałeś za to swoje auto? — zainteresował się rychło w czas, wciskając ręce w kieszenie swoich sztruksowych spodni. Nie zdążył zrobić jeszcze rozeznania tego rynku, a odkąd zamknęły się przed nim przepastne skrytki majątku Longbottomów, musiał odkryć, czym jest budżet domu i przedsiębiorstwa; jedna z niewielu rzeczy, do których nie uśmiechało mu się przywyknąć.
piw0 to moje paliwo