11.08.2024, 14:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.08.2024, 14:55 przez Leo O'Dwyer.)
Łohohoho! Podobała mi się ta zabawa! Ja uciekałem, a ta skrzatka mnie goniła, ale nie mogła dogonić, bo trzaski teleportacji były zbyt powolne w stosunku do kocich mięśni. Czy ja wspominałem, jak ja bardzo je uwielbiałem?!?!?! UWIELBIAŁEM JE BARDZO! Mogłem właśnie wszystko. Wskakiwać, zeskakiwać. Wspinać się! Biegać też. Skradać. Położyć się kompletnie. Wleźć pod szafę albo na szafę. Przebiec pod stołem albo znowu wskoczyć na ramię Urlett, ale ja najswobodniej w świecie biegałem sobie wokół biurka rozbawiony. To była zabawa w co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?
Tylko że nie można też było tego robić w nieskończoność, bo kiedy ta druga strona nie miała z tobą szans, to robiło się mniej zabawne i nawet nudne, poza tym Pani Blondynka zaczęła agresywnie miotać zaklęciami, a ja, cóż, chyba znowu przegłodniałem, więc wskoczyłem na krzesło i zmieniłem się w rozchichotanego człowieczka. Przeczesałem włosy palcami i rozciągnąłem się, pozostawiając ręce w górze w geście chwilowego poddania się.
- Wygrałem! - krzyknąłem i zaraz pomachałem rękoma, żeby już nie strzelała. Ja-kot być grzeczny. - Przepraszam bardzo, ale za bardzo cenię sobie swoje futerko, żeby ryzykować ustrzelniem przez Piękną Panią. Wnoszę o zaprzestanie ostrzału, błagam! - poprosiłem grzecznie, choć przez te puste przebiegi uśmiech nie schodził mi z twarzy. Byłem zziajany, ale szczęśliwy. Nic tak nie dodawało humoru, jak wygrane pojedynki.
- Co to Arresto Momentum??? - zapytałem ją, przekrzywiając głowę z ciekawością i sięgając łapami... znaczy dłońmi po jedną z fiolek. Powąchałem zawartość i się zmarszczyłem niezadowolony. Nie pachniało zbyt przyjaźnie. - I co wy tu robicie na mugolskich dzielnicach?! Jakieś tajemne mieszanki ziół? - pytałem sobie w najlepsze, sięgając jeszcze po kolejną fiolkę. Może coś było tu jadalne?
Tylko że nie można też było tego robić w nieskończoność, bo kiedy ta druga strona nie miała z tobą szans, to robiło się mniej zabawne i nawet nudne, poza tym Pani Blondynka zaczęła agresywnie miotać zaklęciami, a ja, cóż, chyba znowu przegłodniałem, więc wskoczyłem na krzesło i zmieniłem się w rozchichotanego człowieczka. Przeczesałem włosy palcami i rozciągnąłem się, pozostawiając ręce w górze w geście chwilowego poddania się.
- Wygrałem! - krzyknąłem i zaraz pomachałem rękoma, żeby już nie strzelała. Ja-kot być grzeczny. - Przepraszam bardzo, ale za bardzo cenię sobie swoje futerko, żeby ryzykować ustrzelniem przez Piękną Panią. Wnoszę o zaprzestanie ostrzału, błagam! - poprosiłem grzecznie, choć przez te puste przebiegi uśmiech nie schodził mi z twarzy. Byłem zziajany, ale szczęśliwy. Nic tak nie dodawało humoru, jak wygrane pojedynki.
- Co to Arresto Momentum??? - zapytałem ją, przekrzywiając głowę z ciekawością i sięgając łapami... znaczy dłońmi po jedną z fiolek. Powąchałem zawartość i się zmarszczyłem niezadowolony. Nie pachniało zbyt przyjaźnie. - I co wy tu robicie na mugolskich dzielnicach?! Jakieś tajemne mieszanki ziół? - pytałem sobie w najlepsze, sięgając jeszcze po kolejną fiolkę. Może coś było tu jadalne?