12.01.2023, 12:58 ✶
Widok stąd nie był zadowalający. Przez te porozchylane drzwi nie było widać niczego konkretnego. Obraz pomieszczeń tworzył się wyłącznie przez grę wyobraźni, a tej nie można było zawsze ufać. Nie tak w pełni. Mózg tworzył obraz klasycznych pomieszczeń angielskich, ale te potrafiły się róznić. mogły być wygięte w eLkę, albo podłużne, mogło coś w wejściu stać. Każda planowana akcja zależała od tego, w jakim miejscu startowałeś. Tutaj mogli tylko mieć nadzieję wraz ze swoimi podejrzeniami.
Obrócił się, kiedy zobaczył jej potwierdzenie i przeszedł dalej - delikatnie (no tak, jak kot) wślizgnął się do pomieszczenia przez uchylone drzwi tylko troszeczkę je rozchylając. Uprzednio wyciszając dźwięk tych drzwi, gdyby miało się okazać, że skrzypną niemiłosiernie, kiedy je otworzył. A tego się spodziewał po tym starym, jęczącym budynku. Ich kroki na deskach tonęły w dźwiękach tego domu, ale przez to należało uważać też na każde stąpnięcie. Sauriel zastanawiał się, czy któraś z desek pęknie.
Nie pękła.
W pomieszczeniu panował półmrok prócz wspomnianego kominka. Na kanapie siedział jeden mężczyzna i prowadził rozgrywkę magicznymi kartami - wystawiony Król Kier pacnął go właśnie w łapę za jakiś jego zły ruch, a ten zmielił pod nosem przekleństwo. To było takie proste. Bardzo, baaardzo powoli zaczął do niego podchodzić od strony pleców. Pazury Sauriela wydłużyły się, jego ślepia zalśniły dzikim, zwierzęcym blaskiem, światło wydawało się przygasać, a cienie wydłużać na ścianie w nietoperzowe skrzydła. Nie był pewien, czy to TEN mężczyzna, gdy ten siedział do niego półprofilem, pochylony.
Tymczasem w kuchni rzeczywiście błogo nieświadoma obcych parkach peplała w najlepsze. Przytulona teraz do drzwi Victoria widziała, że mężczyzna trzymał przy twarzy okład - napuchniętej paskudnie twarzy. Na szyi miał bandaż, tak jak na przedramieniu. Kiedy czajnik zaczął dzwonić kobieta złapała go… a potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Pierdolnięcie nogą w drzwi przy posiadaniu sukienki było zdecydowanie zjawiskowe. Mężczyzna, który wstałi który chciał lecieć do oparzonej niewiasty zatrzymał się w półkroku, podparty o stół i łypnął zdziwionym spojrzeniem na Tori. Kobieta, blondynka, której włosy widziały ostatni raz szczotkę jakieś pięć lat temu, ze swojego lamentu machnęła różdżką, rzucając wściekłe spojrzenie. Raz, drugi - gdy poszedł paraliż od strony Victorii, żeby się przed nim obronić.
- Pomóż mi! - Ryknęła do oniemiałego jegomościa, który oczami wielkimi jak spodki gapił się na Victorię. Ale po tym ryku i on różdżkę uniósł. Pod nogami Victorii wylądował wąż, który zasyczał złowrogo, unosząc łeb. Kobieta machnęła różdżką znów - spudłowała. Kawałek ściany nad ramieniem Victorii wybuchł.
Obrócił się, kiedy zobaczył jej potwierdzenie i przeszedł dalej - delikatnie (no tak, jak kot) wślizgnął się do pomieszczenia przez uchylone drzwi tylko troszeczkę je rozchylając. Uprzednio wyciszając dźwięk tych drzwi, gdyby miało się okazać, że skrzypną niemiłosiernie, kiedy je otworzył. A tego się spodziewał po tym starym, jęczącym budynku. Ich kroki na deskach tonęły w dźwiękach tego domu, ale przez to należało uważać też na każde stąpnięcie. Sauriel zastanawiał się, czy któraś z desek pęknie.
Nie pękła.
W pomieszczeniu panował półmrok prócz wspomnianego kominka. Na kanapie siedział jeden mężczyzna i prowadził rozgrywkę magicznymi kartami - wystawiony Król Kier pacnął go właśnie w łapę za jakiś jego zły ruch, a ten zmielił pod nosem przekleństwo. To było takie proste. Bardzo, baaardzo powoli zaczął do niego podchodzić od strony pleców. Pazury Sauriela wydłużyły się, jego ślepia zalśniły dzikim, zwierzęcym blaskiem, światło wydawało się przygasać, a cienie wydłużać na ścianie w nietoperzowe skrzydła. Nie był pewien, czy to TEN mężczyzna, gdy ten siedział do niego półprofilem, pochylony.
Tymczasem w kuchni rzeczywiście błogo nieświadoma obcych parkach peplała w najlepsze. Przytulona teraz do drzwi Victoria widziała, że mężczyzna trzymał przy twarzy okład - napuchniętej paskudnie twarzy. Na szyi miał bandaż, tak jak na przedramieniu. Kiedy czajnik zaczął dzwonić kobieta złapała go… a potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Pierdolnięcie nogą w drzwi przy posiadaniu sukienki było zdecydowanie zjawiskowe. Mężczyzna, który wstałi który chciał lecieć do oparzonej niewiasty zatrzymał się w półkroku, podparty o stół i łypnął zdziwionym spojrzeniem na Tori. Kobieta, blondynka, której włosy widziały ostatni raz szczotkę jakieś pięć lat temu, ze swojego lamentu machnęła różdżką, rzucając wściekłe spojrzenie. Raz, drugi - gdy poszedł paraliż od strony Victorii, żeby się przed nim obronić.
- Pomóż mi! - Ryknęła do oniemiałego jegomościa, który oczami wielkimi jak spodki gapił się na Victorię. Ale po tym ryku i on różdżkę uniósł. Pod nogami Victorii wylądował wąż, który zasyczał złowrogo, unosząc łeb. Kobieta machnęła różdżką znów - spudłowała. Kawałek ściany nad ramieniem Victorii wybuchł.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.