11.08.2024, 17:19 ✶
Wpatrywałem się chwilę w Panią Blondynkę, kiedy tłumaczyła te procenty. Do procent głowy nie miałem, chyba że było napisane, że coś na sto procent się stanie, to wtedy oznaczało, że sie stanie. A jak było, że pięćdziesiąt procent, to tak pół na pół. Albo się stanie, albo nie stanie. Niektóre eliksiry miały skutki uboczne i tak to sobie tłumaczyłem. Ale dwieście trzydzieści to musiało być bardzo dużo.
- O, to jak znowu będę chciał pobiegać, to możemy to raz jeszcze spróbować...? Ciekawe jakie to byłoby uczucie. Możliwe, że irytujące, bo ja uwielbiam biegać szybko jak grom, a nie wolno jak ... co biega wolno? - zapytałem znowu, bo nic konkretnego nie przychodziło mi do głowy. Demimozy bywały powolne, ale potrafiły być też szybkie i przemyślne w tym wszystkim, ale to takie szarlatany w sierści.
- Ach, ja morduję, ale tylko myszy. Albo szczury... Szczury są większym wyzwaniem - przyznałem, przebierając dalej w tych fiolkach. Skoro miałem zielone światło do spożywania, to postanowiłem wybrać coś, co by całkiem dobrze pachniało, a przynajmniej nie odrażało zapachało. Było może neutralne...? I też nie wyglądało jak jakoś podejrzanie. Ta ręka Pani Blondynki na mojej głowie również nie zdawała się być jakaś podejrzana... Ale kto wie?
- To ja zjem może to - stwierdziłem, bo znalazłem coś, co nie uderzało mi w nos. - A jestem Leo O’Dywer, do usług. Przechodziłem sobie pod oknem i szukałem miejsca do spania... Wyczułem dużo książek, a ja uwielbiam spać w bibliotekach - przedstawiłem się i całkiem ładnie wyjaśniłem. Może to ta ręka na mojej głowie? Czułem się trochę tak, jakby stała nade mną własna matka i kazała mi obierać ziemniaki. Cóż, niezależnie od pobudek właścicielki... a właściwie wynajmującej mieszkanie, machnąłem drobny toaścik i przechyliłem fiolkę, żeby mi tam znaczna część wpadła do brzucha. A co! Mogłem się przyczynić trochę dla rozowju nauki, a przy okazji przeżyć czegoś nowego.
- Ooo... Po tym czuję się tak, jakby mi się robił balonik w brzuszku. Czy ja będę miał po tym wzdęcia...? - zapytałem nieco zdezorientowany, ale obserwowałem, a przynajmniej próbowałem wyczuć reakcje w swoim brzuchu.
Może sprawdźmy, jak bardzo miałem przejebane...?
- O, to jak znowu będę chciał pobiegać, to możemy to raz jeszcze spróbować...? Ciekawe jakie to byłoby uczucie. Możliwe, że irytujące, bo ja uwielbiam biegać szybko jak grom, a nie wolno jak ... co biega wolno? - zapytałem znowu, bo nic konkretnego nie przychodziło mi do głowy. Demimozy bywały powolne, ale potrafiły być też szybkie i przemyślne w tym wszystkim, ale to takie szarlatany w sierści.
- Ach, ja morduję, ale tylko myszy. Albo szczury... Szczury są większym wyzwaniem - przyznałem, przebierając dalej w tych fiolkach. Skoro miałem zielone światło do spożywania, to postanowiłem wybrać coś, co by całkiem dobrze pachniało, a przynajmniej nie odrażało zapachało. Było może neutralne...? I też nie wyglądało jak jakoś podejrzanie. Ta ręka Pani Blondynki na mojej głowie również nie zdawała się być jakaś podejrzana... Ale kto wie?
- To ja zjem może to - stwierdziłem, bo znalazłem coś, co nie uderzało mi w nos. - A jestem Leo O’Dywer, do usług. Przechodziłem sobie pod oknem i szukałem miejsca do spania... Wyczułem dużo książek, a ja uwielbiam spać w bibliotekach - przedstawiłem się i całkiem ładnie wyjaśniłem. Może to ta ręka na mojej głowie? Czułem się trochę tak, jakby stała nade mną własna matka i kazała mi obierać ziemniaki. Cóż, niezależnie od pobudek właścicielki... a właściwie wynajmującej mieszkanie, machnąłem drobny toaścik i przechyliłem fiolkę, żeby mi tam znaczna część wpadła do brzucha. A co! Mogłem się przyczynić trochę dla rozowju nauki, a przy okazji przeżyć czegoś nowego.
- Ooo... Po tym czuję się tak, jakby mi się robił balonik w brzuszku. Czy ja będę miał po tym wzdęcia...? - zapytałem nieco zdezorientowany, ale obserwowałem, a przynajmniej próbowałem wyczuć reakcje w swoim brzuchu.
Może sprawdźmy, jak bardzo miałem przejebane...?
Rzut 1d100 - 26