- Przypadkiem. Oddała mi później z nawiązką. - Sprowokowany starszy (albo młodszy?) braciszek mógł chcieć dokopać swojemu przeciwnikowi dla zasady. Sauriel nigdy nie był w granie pod "nie-poddymianie". Im więcej ognia tym więcej dymu, a chociaż ogień był jedną z niewielu rzeczy, która skutecznie radziła sobie z wampirami, to czarnowłosy nic nie mógł na to poradzić, że uwielbiał ten żywioł. Jego ciepło. Jego jasność. Może dlatego lubił takie osoby jak chociażby Nora, dlatego polubił Brennę, pewnie dlatego mógł polubić też Erika. Bo byli ciepli. Bo pomimo ciemności, w jakiej tonął świat, to oni nadal potrafili w nim błyszczeć.
Prawdę mówiąc nie uwierzył Erikowi, kiedy powiedział, że potraktuje go tak, jakby wcale nie tknął jego siostry. Nie był męskim bokserem, ale już to minimalistyczne wytłumaczenie się było trochę wyjściem z norm funkcjonowania. Pojawiło się tylko po to, żeby Erik nie miał aż tak tragicznego zdania o tym, bo dobrze bawił się ostatnim razem, tak i chciał dobrze bawić się teraz. Skuteczniejszym sposobem na to było zamknięcie jadaczki i skupienie się na machaniu różdżką. Szczególnie, kiedy miało się niewyparzony jęzor.
Nie uwierzył tym bardziej, kiedy ten świszczący ogień prawie smagnął go po twarzy. Właściwie do jakiego wyniku Erik chciał grać? O to nie zapytał. Trudno. Być może wyjdzie to w trakcie, a może nie. Krótka myśl o tym smyrnęła go w momencie wyminięcia zaklęć. Tak jak nigdy nie uważał się za kreatywnego, tak chlastał tym, co pierwsze przyszło mu do głowy, a najlepszą obroną na ogień była woda. Albo drugi ogień, a tego już wystarczyło do podgrzania atmosfery.
Zrobił krok za wodną falą, która pozostawiła po sobie mokry ślad - lśniący w błyskach zaklęć dywan, który miał zmienić się w dziesiątki motyli - och, to byłoby widowisko..! Gdyby tylko się udało..! Lecz nie udało. Cokolwiek Longbottom chciał zrobić uległ pod żywiołem i opadł na kolano, a Sauriel wcale nie chciał czekać czy się podniesie, czy może nie. Czy zaleje go zaraz druga fala ognia, czy może niebo się nad nim rozstąpi i nawiedzi ich Bestia - dziesięć rogów i siedem głów. Już po pierwszym smaku nie chciał eksplorować możliwości Erika. A może właśnie powinien..? To był towarzyski pojedynek, miał być formą nauki i zabawy, ale pewne przyzwyczajenia wyrobione latami ograniczały pole widzenia Rookwooda. Ta myśl nim nieco zamotała.
Nerwowo poruszył różdżką półkolem, ale nie nadeszło zaklęcie, przed którym powinien był się bronić. Więc wyrzucił rękę przed siebie, celując nią prosto w Erika. Fioletowa wstęga była zaklęciem Zauroczenia, którego celem było zmuszenie Erika do złożenia swojej broni.
- Rzuć różdżkę, przystojniaczku. - Głos Sauriela brzmiał teraz bardzo klarownie i bynajmniej nie jak rozkaz. Bardziej jak groźba, której niespełnione konsekwencje groziły..? Groziły niczym, ale Rookwood nawet nie do końca zdawał sobie sprawę ze swojego tonu. Tak jak nie zdawał sobie sprawę, jaki wyraz twarzy musiał teraz nosić. Kamienny wręcz.
Sukces!
Sukces!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.