13.01.2023, 01:21 ✶
Dopóki widziała w nim człowieka - było dobrze. Ale te apsekty życia, jakie prowadził Sauriel i tak by wyszły na wierzch. Lepiej by było, gdyby tego nie widziała? Pewnie tak. Na pewno tak. Jak można jednak podejrzewać - Sauriel o tym nie pomyślał. Kiedy krew tętniła tak szybko w żyłach, światła błyskały, instynkt był silniejszy i szybszy. Głód wygrywał ostatnie nuty na klawiszach, by ukoronować tę melodię i zamienić ją w hymn. Pewne rzeczy przychodziły do rozsądku z opóźnieniem, gdy opadała gorączka i kiedy sobie uzmysławiałeś, co się stało. Zarówno z jego strony, jak i ze strony Victorii. Gdy pojawiały się te mnogie pytania, a wszystkie rozpoczynały się od: tak to ma wyglądać..?
Brak odpowiedzi również był odpowiedzią. Jeśli od niego by to zależało, to brak świadków to brak kłopotów. Ale to nie była jego akcja i uwaga - powierzył swoje zaaufanie w Victorii i jej profesjonalizmie, jak było wspominane, że wie, co robi i że słusznie to ogarnie. Stanął więc nad Henrym z dwoma różdżkami w dłoniach, machając nimi jakby były pałeczkami do talerzy i gapiąc się na niego z góry. Sparaliżowany jegomość toczył łzy z oczu, ale nie mógł nawet drgnąć. Odebrano mu nawet możliwość krzyczenia. Chyba naprawdę tak było lepiej. Bo smród mógłby być niemożebny. Obrócił głowę w kierunku kobiety. Tak, śmierć przez ugryzienie w grę nie wchodziła. Jeśli taki wampir powstał i nikt go nie upilnował to zaczynał się robić burdel. Mimo stałego głodu wampiry kontrolowały się lepiej to gorzej - wszystko było kwestią charakteru. Bo można nie trzymać się usilnie człowieczeństwa, a jednak nadal perfekcyjnie kontrolować. Joseph jednak mu powtarzał, że to zawsze rozgrywa się wokół człowieczeństwa. Że jeśli odpuścisz - stajesz się bezmyślną, dziką bestią, która istnie tylko po to, by żerować.
Sauriel nawykł do tego, że lepiej wykonywać polecenia, niż “za dużo myśleć” i robić cokolwiek na własną rękę. Dlatego tutaj też - właściwie czekał. Cisza również potrafiła być odpowiedzią. Bardzo wymowną odpowiedzią.
Nie mając własnej różdżki mężczyzna podniósł się grzecznie. Tak naprawdę co mu pozostawało? Błyskał tylko wściekle oczami i wyglądał tak, jakby chciał rzucić się Victorii do gardła. Z pewnością chciał. Tylko mniej dosłownie od Sauriela.
Brak odpowiedzi również był odpowiedzią. Jeśli od niego by to zależało, to brak świadków to brak kłopotów. Ale to nie była jego akcja i uwaga - powierzył swoje zaaufanie w Victorii i jej profesjonalizmie, jak było wspominane, że wie, co robi i że słusznie to ogarnie. Stanął więc nad Henrym z dwoma różdżkami w dłoniach, machając nimi jakby były pałeczkami do talerzy i gapiąc się na niego z góry. Sparaliżowany jegomość toczył łzy z oczu, ale nie mógł nawet drgnąć. Odebrano mu nawet możliwość krzyczenia. Chyba naprawdę tak było lepiej. Bo smród mógłby być niemożebny. Obrócił głowę w kierunku kobiety. Tak, śmierć przez ugryzienie w grę nie wchodziła. Jeśli taki wampir powstał i nikt go nie upilnował to zaczynał się robić burdel. Mimo stałego głodu wampiry kontrolowały się lepiej to gorzej - wszystko było kwestią charakteru. Bo można nie trzymać się usilnie człowieczeństwa, a jednak nadal perfekcyjnie kontrolować. Joseph jednak mu powtarzał, że to zawsze rozgrywa się wokół człowieczeństwa. Że jeśli odpuścisz - stajesz się bezmyślną, dziką bestią, która istnie tylko po to, by żerować.
Sauriel nawykł do tego, że lepiej wykonywać polecenia, niż “za dużo myśleć” i robić cokolwiek na własną rękę. Dlatego tutaj też - właściwie czekał. Cisza również potrafiła być odpowiedzią. Bardzo wymowną odpowiedzią.
Nie mając własnej różdżki mężczyzna podniósł się grzecznie. Tak naprawdę co mu pozostawało? Błyskał tylko wściekle oczami i wyglądał tak, jakby chciał rzucić się Victorii do gardła. Z pewnością chciał. Tylko mniej dosłownie od Sauriela.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.