13.01.2023, 09:39 ✶
Między sterowaniem a pewnym docieraniem się była różnica. To tutaj uważał za JEJ robotę. On przyszedł tu pomóc. Przysłał go do niej ojciec i to on wymagał, żeby sprzątnąć jegomościa z ulic. Czy to faktycznie ten gnojek czy może ktoś inny - miało się okazać. Zamieszanie po stronie okrutnego mordercy powinno być okej… gdyby nie to, że, jak Eryk uważał, pewnie sam jest szlamą.
Dlatego też Sauriel stał, merdał pałeczkami na boki, jakby naprawdę przymierzał się do grania na instrumencie i… czekał. Miał o tyle przyzwoitości, że wyczyścił się z krwi. To, co teraz się wydarzy, miało jedno zakończenie, ale wiele dróg i możliwości. Zakończenie, w którym mężczyzna trafiał w ręce aurorów, a oni się zastanawiali i dopytywali, czy to on wszystkiemu winny, czy mają nie tego człowieka, którego potrzebowali. Saurielowi wydawało się to zbyt proste, jakieś zbyt oczywiste w całym zamieszaniu. Ale może dlatego, że on kręcił się wokół tych ludzi? Te poboczne wątki dyktowały wszystkie drogi i dróżki. To, czy spotka się z aurorami Sauriel. Na przykład. Nie brał pod uwagę, że NIE spotka. Kobieta musiała wezwać ludzi, przecież nie będzie teraz udawała jełopa. Musiała wyjaśnić, skąd i jak się tutaj wzięła. Musiała wiele rzeczy. A on na nią spoglądał, czekał i zastanawiała się, jaką przyszłość wybierze. Poniekąd dlatego, że był od tego uzależniony, nawet jeśli ona tego nie chciała. Poniekąd też dlatego, że był naprawdę ciekaw. I w zasadzie to nie obawiał się w tym momencie spotkania ze świętą Inkwizycją. Owszem, był wampirem, ale “legitymowanym”, jeśli tak ładnie można to określić. I koniec końców nikt nie ucierpiał. Za bardzo. Przecież się tylko bronili. Tak więc sądził, że czekają tylko, aż kobieta się zdecyduje. Czy chce wyprowadzić swojego więźnia i z nim zniknąć? Czy może sprowadzić aurorów tutaj?
Wybór padł.
Tak dziwny, że aż Sauriel uniósł wyżej brwi.
- Wyprowadzić? - Upewnił się, czy dobrze usłyszał i zrozumiał, ale tak - dobrze. Najwyraźniej nie zatracił tej cennej zdolności w tych krótkich chwilach. Widząc jej przytaknięcie złapał gościa za szmaty i zgodnie z jej wolą - wyprowadził. Wyjście już nie było takie trudne. Trudne było jedynie wejście. Trochę z niepokojem oglądał się za plecy, bo niewiedza w takim wypadku była gorsza od widoku okrucieństwa. I mocno nadwyrężała te pokłady zaufania. Ale niech będzie - skoro dotarli aż tu, niech będzie.
Minęła naprawdę długa chwila nim wyszła. I kiedy tak się stało to nie dość, że go uciszyła to jeszcze… kazała się zbierać. Był bardzo skonfundowany. Ale najwyraźniej za mało wiedział o niej i o aurorach, żeby to zrozumieć.
Wiele nie było potrzeba, żeby Rookwood rozpłynął się w nocy.
Dlatego też Sauriel stał, merdał pałeczkami na boki, jakby naprawdę przymierzał się do grania na instrumencie i… czekał. Miał o tyle przyzwoitości, że wyczyścił się z krwi. To, co teraz się wydarzy, miało jedno zakończenie, ale wiele dróg i możliwości. Zakończenie, w którym mężczyzna trafiał w ręce aurorów, a oni się zastanawiali i dopytywali, czy to on wszystkiemu winny, czy mają nie tego człowieka, którego potrzebowali. Saurielowi wydawało się to zbyt proste, jakieś zbyt oczywiste w całym zamieszaniu. Ale może dlatego, że on kręcił się wokół tych ludzi? Te poboczne wątki dyktowały wszystkie drogi i dróżki. To, czy spotka się z aurorami Sauriel. Na przykład. Nie brał pod uwagę, że NIE spotka. Kobieta musiała wezwać ludzi, przecież nie będzie teraz udawała jełopa. Musiała wyjaśnić, skąd i jak się tutaj wzięła. Musiała wiele rzeczy. A on na nią spoglądał, czekał i zastanawiała się, jaką przyszłość wybierze. Poniekąd dlatego, że był od tego uzależniony, nawet jeśli ona tego nie chciała. Poniekąd też dlatego, że był naprawdę ciekaw. I w zasadzie to nie obawiał się w tym momencie spotkania ze świętą Inkwizycją. Owszem, był wampirem, ale “legitymowanym”, jeśli tak ładnie można to określić. I koniec końców nikt nie ucierpiał. Za bardzo. Przecież się tylko bronili. Tak więc sądził, że czekają tylko, aż kobieta się zdecyduje. Czy chce wyprowadzić swojego więźnia i z nim zniknąć? Czy może sprowadzić aurorów tutaj?
Wybór padł.
Tak dziwny, że aż Sauriel uniósł wyżej brwi.
- Wyprowadzić? - Upewnił się, czy dobrze usłyszał i zrozumiał, ale tak - dobrze. Najwyraźniej nie zatracił tej cennej zdolności w tych krótkich chwilach. Widząc jej przytaknięcie złapał gościa za szmaty i zgodnie z jej wolą - wyprowadził. Wyjście już nie było takie trudne. Trudne było jedynie wejście. Trochę z niepokojem oglądał się za plecy, bo niewiedza w takim wypadku była gorsza od widoku okrucieństwa. I mocno nadwyrężała te pokłady zaufania. Ale niech będzie - skoro dotarli aż tu, niech będzie.
Minęła naprawdę długa chwila nim wyszła. I kiedy tak się stało to nie dość, że go uciszyła to jeszcze… kazała się zbierać. Był bardzo skonfundowany. Ale najwyraźniej za mało wiedział o niej i o aurorach, żeby to zrozumieć.
Wiele nie było potrzeba, żeby Rookwood rozpłynął się w nocy.
Koniec sesji
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.