18.08.2024, 16:36 ✶
Południowe stragany
Świst teleportacji, odrobina dziwnego proszku przypominającego dym i... pojawili się. On i Alexander Mulciber, w bezpiecznym miejscu nieopodal loterii. Tak, zajęło im to absurdalną ilość czasu i tak, Moody był tym nieco rozzłoszczony, bo przez całą tę farsę nie obejrzał dokładnie występu swojej siostry, a ona dopiero co wyszła ze szpitala dla obłąkanych, ale no... to też nie było tak, że zawiódł ją pierwszy raz. Po prawie trzydziestu latach życia razem człowiek zaczynał się do tego przyzwyczajać (a przynajmniej taką sobie robił nadzieję).
- Nooo, jesteśmy - powiedział do Alexandra, cudem powstrzymując się od odkaszlnięcia dymem, już drugi raz. Spędzili sobie w Mungu, do którego przeteleportował ich dłuższy czas temu, wiele wspaniałych chwil razem z uzdrowicielką panikującą na widok opuchlizny. Alastor nigdy nie spotkał się w klinice z kimś aż tak niekompetentnym i chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że Mulciberem powinien przejechać po chodniku jeszcze raz, żeby mu równo spuchło, a nie przykładać mu do gęby lód, to i tak pomógł jej w opatrzeniu mężczyzny i doprowadzeniu go do porządku. Oczywiście Mulciber dostał zalecenie, żeby wrócić do domu i odpocząć, ale Auror musiałby być kompletnym idiotą, żeby uwierzyć w brak powrotu na Lammas. Zrobili więc tak:
Posiedzieli tam w poczekalni i sporządzili raport, podczas czego Alexander pił kawę z automatu, a Moody częstował się kanapką dla personelu. Później, kiedy mieli się już pożegnać, pokręcił głową i odwiódł go od tego pomysłu.
Teleportuję cię obok tej loterii, nie rób tego sam. I nie zdziw się jak jutro dostaniesz list z BUMu, bo ja ten raport złożę, jak tylko wrócę do Biura.
- Dawaj - powiedział do niego, przy okazji wręczając mu swój bilecik na loterię. Przez swój miał na myśli, że znalazł go wcześniej na ziemi. - Jestem ciekaw czy warto było wybrać się tutaj ze wstrząśnieniem mózgu. Na początku rozważałem teleportowanie cię do sypialni dla bezdomnych dla żartu, ale ta dziewczyna musiała mieć najgorszy dzień w robocie, nie chciałem jej dobijać twoim powrotem, po tym, jak by cię tam zarazili świerzbem.
Nieudolna uzdrowicielka omal nie spaliła im obojgu włosów. Na szczęście ostatecznie ucierpiał tylko rękaw jego munduru, ale władze Departamentu i tak spisały jego odzież roboczą na straty w dniu, w którym podpisali z nim kontrakt, więc nie przejmował się tym wcale. Trochę go to wszystko rozbawiło, więc odłożywszy paranoję na bok, smród palonego materiału kojarzył mu się z odpoczynkiem przy grillu i smażonym boczkiem.
fear is the mind-killer.