19.08.2024, 21:38 ✶
Stoisko z biżuterią Viorici
Ciągle odkrywali przed sobą kolejne karty, przynajmniej te, których nie trzymali zbyt blisko siebie, powoli poznając się nawzajem i poznając swoje małe tajemnice. Podobało się to Vior. To ile jeszcze mogła się o Cedricu dowiedzieć, jak wiele jego cech odkryć, choć nieco bała się pokazywać prawdy o sobie. Mężczyzna jednak ją ciekawił, co pewnie mogło być nie takie oczywiste. Każde spotkanie sprawiało, że odkrywała jego kolejne warstwy, które były poukrywane pod warstwą zmęczonego lekarza pracoholika. Wiedział, że jest ich wiele, pokazała ro ta cała przygoda w barze i ranek po niej. Ciągle jednak czuła, że jest tego więcej i więcej.
I całkiem jej się to podobało.
Nie wiedziała czego do końca chce w kwestii ich dwójki. Ale czuła, że powinna w to brnąć, choć miała wiele głosów w jej głowie, które krzyczały, że może to nie najlepszy pomysł.
Rozsądek jednak rzadko kiedy zwyciężał, gdy znalazła coś co przykuło jej zainteresowanie. Było tak z ludźmi, przedmiotami a także możliwościami.
- Wyobrażam sobie, że skoro ledwo docierasz pod drzwi własnego domu to ciężko znaleźć czas na przygotowanie wartościowego posiłku. Dobrze, że macie w szpitalu stołówkę, bo pewnie znaleźliby cię gdzieś zasuszonego w którejś z sal, bo stwierdziłby czas, że szkoda ci marnować czas na jedzenie w innym przypadku. - Wywróciła oczami. Nie, żeby sama odżywiała się regularnie i zdrowo, choć ona przynajmniej miała anioła stróża w postaci bułgarskiej pani domu za plecami, który sprawdzał, czy aby na pewno jej dziecko jako tako funkcjonuje chociaż w tej kwestii.
Postanowiła jednak przestać na razie dręczyć Cedrika w tej kwestii.
- Nie jestem wybredna, szczególnie jeśli jedzenie jest darmowe. No, powiedzmy, bo w zamian za ugotowanie czegoś dobrego mogę zmywać i ogarnąć kuchnię. Ewentualnie pomóc, jako pomagier nawet się sprawdzam. - Mrugnęła do niego, z delikatnym uśmiechem.
Podobała jej się ta wizja. Szczególnie, jeśli ubrała w niej Cedrica w fartuszek. Pozwoliła nawet myślom zajść na chwilę dalej, szybko jednak ja opanowała, wracając do cywilizowanej rozmowy.
No, przynajmniej przez jakiś czas.
Czasami się zapominała. Pędziła przed siebie, robiła co chciała i jak chciała, nie patrząc na to, że innym może się nie koniecznie podobać to, co i jej. Lubiła ciągnąć innych ze sobą biegnąć często pod prąd, nie bardzo pamiętając o tym, że czasem było to dla innych zbyt wiele. Albo wcale nie chcieli się wybierać tam gdzie ona. I musiały jej o tym przypominać takie sytuacje jak ta z tym wiankiem. Było jej trochę przykro, ale z drugiej strony sama nie pomyślała w tym wszystkim o Cedricu, któremu zamiast sprawić przyjemność, przyniosła dyskomfort w całej tej sytuacji.
I najgorsze, że zamiast jej o tym powiedzieć to próbował udawać że nic się nie stało, jak gdyby nie spodziewał się, że zrozumie. Bo naprawdę potrafiła.
Może teraz o tym chociaż wiedział.
Losowanie było całkiem udane, choć patrząc na mikstury które miała w rękach poczuła się trochę nieswojo. Szczególnie dwie był chyba trochę zbyt potężne na to co można było zdobyć na festiwalowej loterii i wolała nie myśleć kto jeszcze mógł je dostać w swoje ręce. I do czego wykorzystać. Przygryzła wargę, wracając od koła fortuny do stoiska.
A potem odsłuchała raportu z chwili gdy jej nie było i uśmiechnęła się, już szczerzej.
- Poszło ci całkiem dobrze. Jeszcze się okaże, że z tą twarzą zarobisz więcej niż ja - wyszczerzyła się w końcu, ciesząc się, że mogli już odejść od sprawy tego felernego wieńca i skupić się na innych rzeczach. Na przykład jak nie zdradzić, że w swoich rękach miała teraz bardzo niebezpieczne mikstury. - Szczęście przyniosło mi zapas eliksiru chroniącego przed ogniem. W razie pożaru będę mogła robić za bohatera, czy coś. - Zdradziła tylko część swojej zdobyczy, sprawnie chowając veritaserum i eliksir zapomnienia przed wzrokiem Lupina, podając mu do ręki wspomnianą przez nią fiolkę. Dobrze, że mieli przed sobą inne atrakcje. Jak na przykład reporter, który pojawił się przy jej stoisku.
Przybrała profesjonalną i miłą twarz, jedną z wielu które miała przygotowane na podobne okazje i nieświadomie poprawiła włosy, przygotowując się do rozmowy, która miała nadejść.
- Dzień dobry, Viorica Zamfir, właścicielka tego stoiska - również się przestawiła. Cedric mógł zauważyć, że ukryta pod blatem ręka zaczęła skubać nerwowo jego drewno.
Była to okazja, jedna z wielu, których nie zamierzała przegapić by znów się rozreklamować.
Kolejna z nadziei na to, że jakoś zepnie te cholerne życie i poprowadzi je w dobrym kierunku. Choć dalej miała tak wiele wątpliwości, czy da radę.
Ciągle odkrywali przed sobą kolejne karty, przynajmniej te, których nie trzymali zbyt blisko siebie, powoli poznając się nawzajem i poznając swoje małe tajemnice. Podobało się to Vior. To ile jeszcze mogła się o Cedricu dowiedzieć, jak wiele jego cech odkryć, choć nieco bała się pokazywać prawdy o sobie. Mężczyzna jednak ją ciekawił, co pewnie mogło być nie takie oczywiste. Każde spotkanie sprawiało, że odkrywała jego kolejne warstwy, które były poukrywane pod warstwą zmęczonego lekarza pracoholika. Wiedział, że jest ich wiele, pokazała ro ta cała przygoda w barze i ranek po niej. Ciągle jednak czuła, że jest tego więcej i więcej.
I całkiem jej się to podobało.
Nie wiedziała czego do końca chce w kwestii ich dwójki. Ale czuła, że powinna w to brnąć, choć miała wiele głosów w jej głowie, które krzyczały, że może to nie najlepszy pomysł.
Rozsądek jednak rzadko kiedy zwyciężał, gdy znalazła coś co przykuło jej zainteresowanie. Było tak z ludźmi, przedmiotami a także możliwościami.
- Wyobrażam sobie, że skoro ledwo docierasz pod drzwi własnego domu to ciężko znaleźć czas na przygotowanie wartościowego posiłku. Dobrze, że macie w szpitalu stołówkę, bo pewnie znaleźliby cię gdzieś zasuszonego w którejś z sal, bo stwierdziłby czas, że szkoda ci marnować czas na jedzenie w innym przypadku. - Wywróciła oczami. Nie, żeby sama odżywiała się regularnie i zdrowo, choć ona przynajmniej miała anioła stróża w postaci bułgarskiej pani domu za plecami, który sprawdzał, czy aby na pewno jej dziecko jako tako funkcjonuje chociaż w tej kwestii.
Postanowiła jednak przestać na razie dręczyć Cedrika w tej kwestii.
- Nie jestem wybredna, szczególnie jeśli jedzenie jest darmowe. No, powiedzmy, bo w zamian za ugotowanie czegoś dobrego mogę zmywać i ogarnąć kuchnię. Ewentualnie pomóc, jako pomagier nawet się sprawdzam. - Mrugnęła do niego, z delikatnym uśmiechem.
Podobała jej się ta wizja. Szczególnie, jeśli ubrała w niej Cedrica w fartuszek. Pozwoliła nawet myślom zajść na chwilę dalej, szybko jednak ja opanowała, wracając do cywilizowanej rozmowy.
No, przynajmniej przez jakiś czas.
Czasami się zapominała. Pędziła przed siebie, robiła co chciała i jak chciała, nie patrząc na to, że innym może się nie koniecznie podobać to, co i jej. Lubiła ciągnąć innych ze sobą biegnąć często pod prąd, nie bardzo pamiętając o tym, że czasem było to dla innych zbyt wiele. Albo wcale nie chcieli się wybierać tam gdzie ona. I musiały jej o tym przypominać takie sytuacje jak ta z tym wiankiem. Było jej trochę przykro, ale z drugiej strony sama nie pomyślała w tym wszystkim o Cedricu, któremu zamiast sprawić przyjemność, przyniosła dyskomfort w całej tej sytuacji.
I najgorsze, że zamiast jej o tym powiedzieć to próbował udawać że nic się nie stało, jak gdyby nie spodziewał się, że zrozumie. Bo naprawdę potrafiła.
Może teraz o tym chociaż wiedział.
Losowanie było całkiem udane, choć patrząc na mikstury które miała w rękach poczuła się trochę nieswojo. Szczególnie dwie był chyba trochę zbyt potężne na to co można było zdobyć na festiwalowej loterii i wolała nie myśleć kto jeszcze mógł je dostać w swoje ręce. I do czego wykorzystać. Przygryzła wargę, wracając od koła fortuny do stoiska.
A potem odsłuchała raportu z chwili gdy jej nie było i uśmiechnęła się, już szczerzej.
- Poszło ci całkiem dobrze. Jeszcze się okaże, że z tą twarzą zarobisz więcej niż ja - wyszczerzyła się w końcu, ciesząc się, że mogli już odejść od sprawy tego felernego wieńca i skupić się na innych rzeczach. Na przykład jak nie zdradzić, że w swoich rękach miała teraz bardzo niebezpieczne mikstury. - Szczęście przyniosło mi zapas eliksiru chroniącego przed ogniem. W razie pożaru będę mogła robić za bohatera, czy coś. - Zdradziła tylko część swojej zdobyczy, sprawnie chowając veritaserum i eliksir zapomnienia przed wzrokiem Lupina, podając mu do ręki wspomnianą przez nią fiolkę. Dobrze, że mieli przed sobą inne atrakcje. Jak na przykład reporter, który pojawił się przy jej stoisku.
Przybrała profesjonalną i miłą twarz, jedną z wielu które miała przygotowane na podobne okazje i nieświadomie poprawiła włosy, przygotowując się do rozmowy, która miała nadejść.
- Dzień dobry, Viorica Zamfir, właścicielka tego stoiska - również się przestawiła. Cedric mógł zauważyć, że ukryta pod blatem ręka zaczęła skubać nerwowo jego drewno.
Była to okazja, jedna z wielu, których nie zamierzała przegapić by znów się rozreklamować.
Kolejna z nadziei na to, że jakoś zepnie te cholerne życie i poprowadzi je w dobrym kierunku. Choć dalej miała tak wiele wątpliwości, czy da radę.