Zasady fair play, tak. Taaak. Widowisko było Saurielowi czasami potrzebne, ale tylko wtedy, kiedy musiał pokazać innym, dlaczego nie warto się z nim pojedynkować. Dlaczego nie warto go okradać. Czemu lepiej żyć z nim na Ścieżkach na dobrych warunkach. Możemy się nie lubić - ale nie możemy współistnieć wchodząc sobie w drogę. Byli tacy ludzie, których zgaszenie nie było wcale proste. Och, dobry Boże (jeśli w ogóle gdzieś tam jesteś) - przecież nie można mordować każdego napotkanego, w takim tempie to już na pewno byłyby za nim jakieś listy gończe. Mord to ostateczność. Nie dlatego, że był moralnie niepoprawny - dlatego, że generował zbyt wiele problemów. Tymczasem jesteśmy w Klubie Pojedynków i mogli poćwiczyć. Mógł nie myśleć o tym, że jeśli popełni błąd, to może w końcu coś go zabije, albo gorzej - trafi do pierdla. Tak, trafienie do Azkabanu było tą gorszą wersją. Człowiek wyciągał naukę nie tylko ze zwycięstwa, takie to z nas sprytne są kreatury. W jego postrzeganiu świata nie było czegoś takiego jak "niehonorowe zaklęcie". Okej, było - jeśli umawiasz się na HONOROWY pojedynek, obracasz się plecami, żeby odliczyć te kroki, a ktoś po jednym strzela ci bombardą w plecy. TO było niehonorowe. Lecz nie natura zaklęć. Natomiast nie wpadł na to, że tu chodzi o widowisko. I bynajmniej ostatnie też, o czym myślał, to upokarzanie Erika. Wręcz przeciwnie, starał się jakoś... nawiązać kontakt. Z kimś, kogo umysł nie był... skażony. Zepsuty. Z kimś, kto nie nadawał na linii przetrwania, albo nie był szalenie zwichrowany jak Maewe czy Lorraine.
- Całe szczęście jestem leniwy z natury. - W obecnym stanie jego poziom zużycia energii był na poziomie banana czy innego ziemniaka. Leżał i był - tyle. Poza tym wolał się nie wysilać zanadto. Czasami go łapała za jajca jakaś potrzeba przerwania nudy, kiedy już naprzewracał się z boku na bok i postanawiał uaktywnić - to na te chwile kumulował te energię. Jak kot - śpisz po 20 godzin, a 4 godziny możesz przeznaczyć na jakąś aktywizację. - Ay... ponure to czasy... - Wymruczał lakonicznie. - Organizujecie jakieś... otwarte dni nauki samoobrony? - Czy jakby to tam określić... - Nie że jestem zainteresowany, ale jak powiedziałeś sam... by się chyba przydało, żeby Haliny i inne Elżbiety umiały chociaż protego zamiast zaklęcia czyszczocą-piorącego. - Właściwie to z góry założył, że pewnie takie mieli, więc bardziej zapytał, żeby zagaić temat i go podtrzymać, a nie dlatego, że spodziewał się innej odpowiedzi niż "no jasne, że mamy!". W końcu "takie mamy czasy", prawda? Takie, które wymagają tego, żeby ludzie wiedzieli, jak się bronić.
- Serio? - Uniósł brwi na moment w zdziwieniu, że Erik się z tym rzadko spotyka. - W sumie... dość skomplikowany pierdolnik... - Nigdy go nie rajcował, ale tego nie dodał. - Nieee, totalnie nie. - Podrapał się różdżką po nosie. Nie trudno było zauważyć, że Sauriel obchodził się z tym patykiem... jak z patykiem. Niekoniecznie z szacunkiem, jakim różdżki obdarzała spora część czarodziei. - Ni chuja nie jestem kreatywny, więc... robię zanim pomyślę. Instynkt lepiej wie, jak sobie poradzić w walce niż mózg. - Zabawne - mówił to do wilkołaka nie wiedząc, że to wilkołak i właśnie miał wątpliwości, czy jego przekaz ma sens. Większość czarodziei by go wyklęła, bo przecież skupienie na czarach to podstawa. Ale Sauriel nie lubił myśleć. Skupiać się... czasami. Zależy na czym. - A ten ogień to był za siostrę. - Wyszczerzył się w uśmiechu. - No przyznaj, że chciałeś mnie zajebać za siostrę. - Pacnął lekko Erika łokciem, mówił to zaczepnie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.