Teraz to chyba idealny czas. "Teraz" - znaczy po Beltane. Niektórzy drżeli, po innych to spływało. Szczególnie po tych, którzy nie widzieli tego na własne oczy. Saurielowi było to wszystko jedno co prawda, niby lepiej, kiedy mniej osób może się przed tobą bronić. Z drugiej strony wcale nie lepiej. Niech ktoś to szaleństwo już skończy. Niby obojętne, która ze stron, byle się skończyło, ale czy na pewno? Wybór nie istniał, a myśleć o buncie - rzecz bardzo niebezpieczna. Szczególnie, kiedy Czarny Pan tak chętnie do niej wchodził, bo zazwyczaj panowała tam nieprzerwana wixa w abstrakcyjnym stylu. Nie na co dzień dowiadujesz się w końcu, że jakiś knypek chce zabić twoją Prawą Rękę, bo ta wysłała go na kradzież pawianów.
Pokiwał więc głową i zrobił minę pod tytułem "aha, no tak" na odpowiedź Erika. I to "aha, no tak" gładko przeszło w "
![[Obrazek: co-kurwa.gif]](https://media.tenor.com/kJYE72VJSfYAAAAM/co-kurwa.gif)
Czasami zapominał mrugać, to była ta chwila. Więc mrugnął. Trochę sztucznie, ale musiało zejść z niego to wrażenie, które zostało odciśnięte jak guma wplątana we włosy. Innymi słowy - ciężko się jej pozbyć bez zdecydowanego cięcia.
- Eeee... - Sięgnął po ten najbardziej inteligentny argument będący o krok wyżej nad argumentem "yyyy". - Jestem chujowym nauczycielem... szybko się wkurwiam, klnę. - To nie znaczyło wcale "nie", ale było bardzo mocnymi argumentami na to, żeby jednak zmienić zdanie. - Chyba by się parę osobistości oburzyło. - Wyciągnął jeden kącik ust w górę. - Ale brzmi jak spoko zabawa... swojego czasu grałem u Nory, po otwarciu jej knajpy... znasz Norę? Tą z Nory-Nory. - Gotów był dalej mówić "że no, TA Nora, że z TEJ kawiarni, ale raczej szybko znalazł zrozumienie w spojrzeniu Erika - tak, znał Norę Figg. Nie trzeba było ciągnąć tych pseudo-wyjaśnień i prób naprowadzenia myśli na konkretną osobę.
- Lubię Bren. Zajmuje się kimś... bardzo dla mnie bliskim. - Zawahał się, bo powiedzieć "moją narzeczoną"? Chyba nie bardzo? - Victorią Lestrange. Może się znacie z biura aurorów. - To jest: Erik był [jeszcze] brygadzistą, ale chyba tam nietrudno było się kojarzyć? - No i zna Władcę Pierścieni, ja tak rozpoznaję swoich. - Przymknął oczy, uśmiechając się pod nosem. - Jesteś typem, co lubi mieć wszystko pod kontrolą, co? Sprawiasz wrażenie takiego. Trochę "kij w dupie". - Rozchylił powieki i teraz już uśmiech zmienił się na na bardziej arogancki, złośliwy, przypominający już te grymasy z ich pierwszego spotkania. - To tylko żart, jak coś. Chcesz dogrywkę? Bo coś czuję, że wziąłem cię tylko z zaskoczenia i tym razem już nie będziesz przede mną klękać jak pannica do miecza.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.