• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[30.08.72, cmentarz w Little Hangleton] Śmierć i pogrzeb Chestera Rookwooda

[30.08.72, cmentarz w Little Hangleton] Śmierć i pogrzeb Chestera Rookwooda
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#2
08.09.2024, 16:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.09.2024, 16:30 przez Sauriel Rookwood.)  

Pewne wydarzenia niekoniecznie są oczekiwane. Pewnych wydarzeń się nie spodziewasz. One nadchodzą szybko, uderzają jak dzwon. Dzwon - oj tak, na pewno. Nie ten weselny, bo przecież zaręczyny z Victorią zostały zerwane i Sauriel nie planował wprawiać niczego takiego w ruch raz jeszcze. To były dzwony żałobne. Brzmiące co najwyżej w wyobraźniach tych, którzy zalewali się łzami. Albo tych, co stukali się szklanicami whiskey, że kogoś wśród nas zabrakło. Bo na tym pogrzebie nie miało być dzwonów, churów, miała być kapłanka, co odprawi modły, odda ciało Matce Ziemi i wszyscy rozejdą się snuć swoje smutki z powodu tego, że kogoś dotknęła śmierć. Czysta krew nie powinna umierać, przecież była cenna - znając życie takie hasło wygłosiłby Czarny Pan. Albo przynajmniej coś w tym stylu. Czy to osobiście dotknęło tego wielkiego czarnoksiężnika? Być może. Zapytanie go o to wprost było możliwe, ale Sauriel nie miał powodu, żeby wchodzić tej personie bezpośrednio pod nogi, a przynajmniej nie teraz, kiedy z lekkim skonfundowaniem śledził to, co się działo. Bo działo się zwyczajnie za szybko.

Więc gdzie dzwony? Żałoba? Gdzie oględziny ciała, sprawdzenie, czy wróg nie był wśród nas? To jakaś wielka wiara w członków rodziny, czy może nie było o czym mówić? Zwykła śmierć dla kogoś w tym wieku, kto za dużo palił, za dużo pił? W chwilach takich jak to powinna przyjść refleksja - Sauriela naszła. Spojrzał na swoją butelkę whiskey i zamiast się bać to dziękował Bogu, że jego już nic takiego nie ruszy. Mógł niszczyć swoje ciało, jak tylko mu się żywnie zapragnęło i ono zawsze wróci do dokładnie tej samej formy. Co najwyżej czasami regeneracja może być problematyczna, może boleć, może dziać się wszystko. Śmierć-śmierci potrafiła być obca, a na pewno w tym momencie było jemu, kiedy zetknął się z tak bezpośrednim pogrzebem członka własnej rodziny po... po paru dobrych latach. Kiedy ostatnio był na takiej "rodzinnej imprezie"? Pamiętał. Jasne, że pamiętał. I niekoniecznie chciał pamiętać. Więc jeśli cokolwiek miało być przygnębiającego w tym dniu to to, że odwiedził grób Fineasa i zastanawiał się, gdzie zniknęła druga osoba, którą uważał za swojego bliskiego przyjaciela. Wiedział, gdzie. Tylko fakt, że ludzie bliscy potrafią zniknąć jak mignięcie oka było przytłaczające. To nie strata obecna bolała. Bolało to, co zostało stracone i wymknęło się z palców lata temu. Być może świat wyglądałby dzisiaj inaczej, gdyby oni jeszcze żyli, gdyby byli, gdyby więcej było dłoni, które wyciągnął cię z bagna, kiedy toniesz.

Być może nawet natchnęłoby go zastanowienie, czy był ktoś, kto pomógłby Chesterowi..? Tak, byli. Pewnie, że byli. A jednak nikt nie mógł powstrzymać nieuniknionego. Chester po prostu... zmarł. Z dnia na dzień, jakby to było mu pisane od zawsze. I z dnia na dzień odbył się jego pogrzeb.


Szacunek.

Magiczne słowo z jeszcze bardziej magicznym odbiorem, który pełzał i świergotał między ludźmi potrzebą posiadania go, wymaganiem jego okazywania. Szanuj nauczycieli, profesorów, swoich rodziców i dziadków, szanuj starszych i tę babcię z demencją, która wyzywa cię od dziwek od pięciu lat, bo przypominasz jej romans z młodości, o którym nawet nie chcesz wiedzieć. Szanuj swoją żoną i szanuj kobiety, przecież to delikatne kwiaty, które musisz potem za mordę zaciągnąć do kuchni, ale to nic - szanuj je przede wszystkim. Szanuj pieniądze, które dała ci rodzina i twoje własne ręce, zdrowie, bo szybko może go zabraknąć i szanuj tę porcelanę odziedziczoną po babci. Każdy chciał szacunku, a nie każdy potrafił dać go w zamian. Egzekwować - tak. Inwestować? Nie. Powieść o szacunku była całym poematem, który kręciłby się w głowie Sauriela, gdyby ten tylko miał ochotę pisać poematy na temat Chestera Rookwooda. Mądre słowa, które masz do powiedzenia na końcu języka były plugastwami wymiętolonymi przez piekielną kozę. Słyszeliście o niej? Wymysł mugoli, kto by słyszał takie rzeczy wśród szanujących-się-kurwa-Rookwoodów.

Chciałabym powiedzieć, że to żal gościł między zwrotkami braku-wiersza. Choć nie, wiersz był. To po prostu była bardzo krótka fraszka znana wszystkim, którzy żyli 50 lat w przód: Chester, Chester, ty chuju. Brak talentu pisarskiego wcale nie powstrzymywał Sauriela przed tym, żeby czasami popisać się swoją NIE twórczością, ale hej - nie każdy artysta musi być doceniony. Nie każdy musi być nawet lubiony. Możesz też nie być artystą i być niedoceniany i nielubiany jednocześnie. Pytanie o to, kto tutaj lubił Chestera nie było jednym z pytań, które Czarny Kot zamierzał zadawać na głos. Odezwałby się ojciec, na pewno jeszcze parę osób, Augustus zawsze chciał sprostać wyzwaniu i dorosnąć do oczekiwań tej Skrzynki Rookwooda, ale nigdy mu się nie udało. Cóż, pech, teraz nie miał okazji. Niby trochę żal, ale gdyby czarnowłosy miał się wypowiedzieć to powiedziałby, że lepiej. Przynajmniej Agustus i reszta dzieciaków Chestera przeżyją swoją żałobę, a potem będą wolni od jego woli i jego jeszcze cięższej ręki. Oczywiście ktoś mógłby fałszywie oskarżyć Sauriela, że przemawia przez niego silna "antypatia", ale przecież to była nieprawda! Inaczej ten żal, o którym było wspomniane... jak to z tym żalem było?

Miał być żal, bo przecież właśnie okazuje się, że zabraknie ci krewnego. On po prostu zniknął. Odszedł w spokoju, chociaż żył w bardzo niespokojnych czasach. Odszedł - i chuj wie, dokąd sobie potupta w tych swoich wypolerowanych, pedalskich bucikach. Miał być żal, miały być łzy... czy ktoś płakał? Anna płakała. Sauriel się nie powstrzymał i wywrócił oczami, kiedy zaszlochała, bo przecież nawet nie lubiła tego człowieka. Przerażał ją tak samo, jak przerażał ją Erik, ale z dwojga złego lepiej w tę stronę? Niech płacze, kolejna osoba, którą mógł wliczyć do "w końcu będzie wolna". To nie był jeden z tych pogrzebów, na których łzy płynęłyby po jego twarzy. Nie tak, jak rzecz miała się na pogrzebie Charliesa czy Fineasa, ale przecież to stare, bardzo dawne dzieje. Czy więc KTOŚ płakał? Potrzeba dowiedzenia się tego pokusiła do przesunięcia czarnymi oczami po znajdujących się tu jednostkach. Pogrzeb nie był wielki - nic dziwnego. Gdyby ktoś powiedział (szczerze), że jest przyjacielem Chestera, to i tak by w tę szczerość nie uwierzył. Tak samo nie wierzył w żadne łezki, co mogły się pojawić i zrosić ten cmentarny trawnik. Słodko, dołożymy właśnie trupa, niech zasili wszystkie te kwiatuszki. Na czymś muszą się rosnąć. Przynajmniej Chester się przysłuży czemukolwiek po śmierci. Erik stał niewzruszenie. Za nim stał Joseph, który przyglądał się z zaciekawieniem ceremonii, jak i wszystkim zebranym i bogowie jedni wiedzą, o czym teraz myślał. O przejęciu władzy nad światem, o pączuszkach z nadzieniem truskaweczkowym i piankom w dodatku, albo o tym, że ludzie miewali zatwardzenie i że całe szczęście, że nie miewa już kaca, bo przecież po stypie był zazwyczaj gwarantowany. Na nich się więc nawet nie oglądał. Nie było warto, zawsze ta sama bajka. Trochę naruszona, trochę zmieniona, przekręcona, jakby szczęście w końcu się uśmiechnęło, jakby Uniwersum wreszcie zaczęło wrzeszczeć: JESTEM NA TAK! O tka, Sauriel był na tak. Na TAK, że w końcu Chester Rookwood nie będzie go bolał w oczy.

Miał być żal - był uśmieszek. Sauriel po prostu nie potrafił go powstrzymać. Tak jak nie potrafił powstrzymać satysfakcji w swoich oczach, kiedy ta trumna była ściągana w dół. Kilka krótkich słów padło ze strony Erika na pożegnanie jego drogiego brata (akurat temu spierdoleńcowi wierzył, ta dwójka była siebie warta), kilka krótkich słów padło ze strony Josepha.

- Nigdy nie zapomnimy człowieka, który tyle swojej wiary i mocy tchnął w ród Rookwood... (...) - Ta, Joseph chyba sam w to nie wierzył, ale to w ogóle nie było istotne. Miało ładnie brzmieć, miało się dobrze zaprezentować przed wszystkimi krewnymi, którzy się tu znajdowali. Więc kiedy już Joseph też powiedział kilka słów to poczuł jego zimną rękę na swoim karku, która go naprostowała i ściągnęła część tego cwaniackiego uśmieszku z jego gęby. Ale tylko część. Tak, tak, umarł nam tu król - niech, kurwa, żyje król! Zobaczcie - usłyszcie - dźwięk trumny uderzającej o ziemię. Głuche tąpnięcie, najpiękniejsza muzyka dla uszu. Oczy Chestera musiały być piękne w tym krótkim momencie, gdy gasło w nich życie. Jaka szkoda, że tego nie zobaczyłem. I jak dobrze, że już nigdy więcej tych oczu nie będzie musiał oglądać.

Pełna patetyzmu ceremonia dobiegła końca i każdy mógł się rozejść w swoją stronę. Mistrzowie Cieni, co? Ha... Zdaniem Sauriela to jeśli ktoś miałby mieć wypisane na czole "jestem Śmierciożercą" to byłby to właśnie Chester. Ale pewnie nikt tego nie dostrzegał, bo każdy widział pierwszą zwrotkę "Jestem chujem".

Dłoń Josepha w końcu ześlizgnęła się z jego karku. Automatycznie się wzdragnął i poruszył ramionami, jakby coś, co bardzo przeszkadzało, dopiero zniknęło z jego zasięgu. To te nieprzyjemne wrażenie, że coś po tobie chodzi, chociaż dawno tego nie było. Że te robaki ciągle tam są, bo jeszcze przed momentem obłaziły cię całego. Obejrzał się na swoją rodzinę - tę najbliższą - kiedy odchodzili w swoją stronę, Anna jakże "czule" objęta przez swojego męża. Poklepał znajome twarze po ramionach, bo mógł być kawałek skurwysyna, ale dla bliskich zawsze miał kawałek serca. A przynajmniej... jeszcze miał. Na tej drodze zniszczenia, której kroczył: jeszcze miał.

Stanął w końcu nad tym grobem i odpalił fajkę, spoglądając pod swoje nogi.

- No w końcu. - Wymruczał sam do siebie, drwiąco się uśmiechając. Strzepnął popiół z papierosa i obrócił się, żeby odejść w swoją stronę.

W końcu jesteś tam, gdzie powinieneś się znaleźć.

Pod moimi nogami.


Postać opuszcza sesję


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Norvel Twonk (413), Sauriel Rookwood (1514), Ulysses Rookwood (1067)

Wątek zamknięty  Dodaj do kolejeczki 



Wiadomości w tym wątku
[30.08.72, cmentarz w Little Hangleton] Śmierć i pogrzeb Chestera Rookwooda - przez Norvel Twonk - 07.09.2024, 23:35
RE: [30.08.72, cmentarz w Little Hangleton] Śmierć i pogrzeb Chestera Rookwooda - przez Sauriel Rookwood - 08.09.2024, 16:22
RE: [30.08.72, cmentarz w Little Hangleton] Śmierć i pogrzeb Chestera Rookwooda - przez Ulysses Rookwood - 16.09.2024, 00:50

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa