14.09.2024, 21:31 ✶
Sekret lub właściwie choroba, o którą nikt by nie podejrzewał Cathala Shafiqa i jego błyskotliwego umysłu. Nie dawał absolutnie żadnych oznak tego, że szepty pojawiały się w jego głowie. Niby spędzali ze sobą czas, a jednak wciąż niewiele o nim wiedziała i właściwie nie goniło jej w tej kwestii zniecierpliwienie, jakby powolne kosztowanie było znacznie lepsze i ciekawsze, bardziej prawdziwe, niż odsłonięcie wszystkich spraw. Majątek i wielkość skrytki nie miała większego znaczenia, zawsze można było się czegoś dorobić w taki lub w inny sposób, wbrew opinii ludzi biednych, pieniądze nie był wcale trudne do zdobycia, jeśli miało się trochę rozsądku i pomysłu, chociaż tego drugiego trzeba było nieco więcej w obecnych czasach, gdzie zdawać się mogło — wszystko zostało już unowocześnione, jednocześnie nie wypierając aż tak przeszłości — przynajmniej w magicznym świecie, bo ten poza barierą zdawał się funkcjonować zupełnie inaczej.
Czy plotki będą? Pewnie tak. Czy się nimi przejmowała? Teraz wcale, a jeśli cokolwiek się rozniesie, przyćmione będzie skandalami lub dramatami rodów bardziej znakomitych, niż jej. Dziedziców ze szczytu skorowidza. Zresztą, Cynthia miała równie nieskazitelną opinię, co błękit jej oczu i nie trudno będzie wszystkie niekorzystne dla nich rzeczy sprostować. Teraz jednak nie miało to żadnego znaczenia. Cathal był na tyle praktyczny, że była pewna, że w ogóle się tym nie przejmował.
A gdyby zdarzyło się rozmawiać im o miłości, trudno było się nie zgodzić z tym, że szukanie jej było zgubne i zwykle sprowadza więcej nieszczęść, niż pożytku. Był to temat zawiły, nad którym nie lubiła lub też nie miała czasu się zastanawiać w dorosłym życiu, gdzie obecnie priorytetem był po prostu awans. Kariera była trudniejsza do zdobycia dla kobiety, niż mąż, toteż poświęcenie jej dla uczuć wydawało się jej niemądre.
- Przypuszczałam, że tak jest, ale gdy Ty mówisz to na głos, tym bardziej jestem przekonana o romantyzowaniu i dodawaniu do historii. Smutne trochę, że przez takie zabiegi bardzo często na przestrzeni lat ginie rzeczywista wersja, a fakty się zamazują. Merlin jednak zawsze dobrze się sprzedawał, rozbudza fantazję. - wzruszyła delikatnie ramionami z cichym westchnieniem, bo chociaż lubiła książkę czytaną za dzieciaka, to jednak uświadomiła sobie — dość brutalnie, dzięki swojemu przystojnemu towarzystwu, że o prawdziwych losach owego Czarodzieja i wszystkich dookoła niego, wiedziała lub też pamiętała niewiele. I była pewna, że co rodzina, co region Wielkiej Brytanii, to historia była zupełnie inna, plącząc się jedynie w tych głównych aspektach, takich, że wszędzie był mężczyzną i doradzał Królowi. Pomyślała sobie, że dobrze byłoby udać się do biblioteki i po prostu to przeczytać, odświeżyć pamięć, ale z ksiąg rzetelnych i prawdziwych, nie z opowieści sprzedawanych na jarmarkach. Będzie to miła odmiana od tego, co miała do wieczornej herbaty lub kawy.
Pokręciła głową z rozbawieniem, widząc rzucone przez niego na stół karty. Czego innego mogła się spodziewać? Grający z nimi czarodziej westchnął ciężko, chociaż była pewna, że z gardła wydobył się jęknięcie rozpaczy i niezadowolenia. Krupier niby się uśmiechał, ale gdy zerknęła w jego kierunku, niezadowolenie w jego oczach było łatwe do zauważenia. Tak już było z tymi grami, nie zawsze mógł zgarnąć stawkę dla swojego pracodawcy. Ona sama nie miała zupełnie szczęścia, ale jej to nie przeszkadzało. Zostało kilka galeonów, wciąż mogli je użyć — tylko może w lepszy sposób? Podniosła się z krzesła zaraz za nim, pilnując przy tym, aby sukienka zbyt nie poszła do góry. Wsunęła krzesło, podziękowała skinieniem głowy, a potem, jak gdyby nigdy nic, wsunęła mu dłoń pod ramię, obdarzając go przeciągłym spojrzeniem. - Faktycznie. I nawet rozmawialiśmy o kolorach. Owocny wieczór. Co Ty na to, żebyśmy już sobie stąd poszli i uczcili to jakąś kolacją? Niedaleko mają całkiem dobrą knajpę z makaronem na wynos, jestem przekonana, że wzorowaną po cichu na świecie nie magicznym.
Zaproponowała lekko, nie zdając sobie nawet sprawy, która już może być godzina. Kasyno nie miało okien, nie miało też zegarów, ale Cynthia była przyzwyczajona do aktywności późną porą. - Chyba że wolałbyś zjeść coś innego, niż makaron. I ewentualnie wino. - wyprostowała się, tym samym jej włosy spłynęły na plecy i ramiona, kołysząc się leniwie, gdy ruszyli w stronę wyjścia.
Czy plotki będą? Pewnie tak. Czy się nimi przejmowała? Teraz wcale, a jeśli cokolwiek się rozniesie, przyćmione będzie skandalami lub dramatami rodów bardziej znakomitych, niż jej. Dziedziców ze szczytu skorowidza. Zresztą, Cynthia miała równie nieskazitelną opinię, co błękit jej oczu i nie trudno będzie wszystkie niekorzystne dla nich rzeczy sprostować. Teraz jednak nie miało to żadnego znaczenia. Cathal był na tyle praktyczny, że była pewna, że w ogóle się tym nie przejmował.
A gdyby zdarzyło się rozmawiać im o miłości, trudno było się nie zgodzić z tym, że szukanie jej było zgubne i zwykle sprowadza więcej nieszczęść, niż pożytku. Był to temat zawiły, nad którym nie lubiła lub też nie miała czasu się zastanawiać w dorosłym życiu, gdzie obecnie priorytetem był po prostu awans. Kariera była trudniejsza do zdobycia dla kobiety, niż mąż, toteż poświęcenie jej dla uczuć wydawało się jej niemądre.
- Przypuszczałam, że tak jest, ale gdy Ty mówisz to na głos, tym bardziej jestem przekonana o romantyzowaniu i dodawaniu do historii. Smutne trochę, że przez takie zabiegi bardzo często na przestrzeni lat ginie rzeczywista wersja, a fakty się zamazują. Merlin jednak zawsze dobrze się sprzedawał, rozbudza fantazję. - wzruszyła delikatnie ramionami z cichym westchnieniem, bo chociaż lubiła książkę czytaną za dzieciaka, to jednak uświadomiła sobie — dość brutalnie, dzięki swojemu przystojnemu towarzystwu, że o prawdziwych losach owego Czarodzieja i wszystkich dookoła niego, wiedziała lub też pamiętała niewiele. I była pewna, że co rodzina, co region Wielkiej Brytanii, to historia była zupełnie inna, plącząc się jedynie w tych głównych aspektach, takich, że wszędzie był mężczyzną i doradzał Królowi. Pomyślała sobie, że dobrze byłoby udać się do biblioteki i po prostu to przeczytać, odświeżyć pamięć, ale z ksiąg rzetelnych i prawdziwych, nie z opowieści sprzedawanych na jarmarkach. Będzie to miła odmiana od tego, co miała do wieczornej herbaty lub kawy.
Pokręciła głową z rozbawieniem, widząc rzucone przez niego na stół karty. Czego innego mogła się spodziewać? Grający z nimi czarodziej westchnął ciężko, chociaż była pewna, że z gardła wydobył się jęknięcie rozpaczy i niezadowolenia. Krupier niby się uśmiechał, ale gdy zerknęła w jego kierunku, niezadowolenie w jego oczach było łatwe do zauważenia. Tak już było z tymi grami, nie zawsze mógł zgarnąć stawkę dla swojego pracodawcy. Ona sama nie miała zupełnie szczęścia, ale jej to nie przeszkadzało. Zostało kilka galeonów, wciąż mogli je użyć — tylko może w lepszy sposób? Podniosła się z krzesła zaraz za nim, pilnując przy tym, aby sukienka zbyt nie poszła do góry. Wsunęła krzesło, podziękowała skinieniem głowy, a potem, jak gdyby nigdy nic, wsunęła mu dłoń pod ramię, obdarzając go przeciągłym spojrzeniem. - Faktycznie. I nawet rozmawialiśmy o kolorach. Owocny wieczór. Co Ty na to, żebyśmy już sobie stąd poszli i uczcili to jakąś kolacją? Niedaleko mają całkiem dobrą knajpę z makaronem na wynos, jestem przekonana, że wzorowaną po cichu na świecie nie magicznym.
Zaproponowała lekko, nie zdając sobie nawet sprawy, która już może być godzina. Kasyno nie miało okien, nie miało też zegarów, ale Cynthia była przyzwyczajona do aktywności późną porą. - Chyba że wolałbyś zjeść coś innego, niż makaron. I ewentualnie wino. - wyprostowała się, tym samym jej włosy spłynęły na plecy i ramiona, kołysząc się leniwie, gdy ruszyli w stronę wyjścia.