06.10.2024, 13:24 ✶
Oczywiście, że mu nie przerwał; niezależnie od tego, w jakie rejony skręcała historia dziwnego kruka. Słuchanie zawsze wychodziło Peregrinusowi lepiej niż mówienie. To siedzenie w ciemnym pokoju i dzielenie się szalonymi historiami było w zasadzie całkiem relaksujące; zdecydowanie jedna z najbardziej leniwych i niewymagających interakcji w tym kwartale. Nie musiał się prezentować, nie musiał niczego konkretnego załatwiać, nie wiązało się to z żadną emocjonalną dramą.
— Jakoś zdzierżę. — On również wstał z łóżka, odebrał od Berhta kubek i niuchnął podejrzliwie tę paskudną rzekomo woń. Nie należała może faktycznie do najpiękniejszych, ale Peregrin był dużym chłopcem i nie potrzebował, aby syropki były malinowotruskawkowe. Potrzebował snu. — Mam tylko nadzieję, że nie jestem pierwszym, na którym testujesz te korzenie. — Uśmiechnął się blado, szukając na twarzy przyjaciela potwierdzenia. To nie były testy… prawda?
Odczekał chwilę, aż eliksir nieco przestygnie. Miał jeszcze szczątkowe instynkty samozachowawcze powstrzymujące go przed wychyleniem napoju ledwo zdjętego z ognia. Zapamiętał też, aby następnym razem przynieść własny termos i nie ryzykować tym, czy zdąży, czy nie zdąży.
— Nie. — Choć gdyby rzeczywiście mieszkał w Prawach Czasu, może nie potrzebowałby aż tak często eliksirów nasennych. — Mieszkam wciąż u siebie.
I było to na szczęście również na Horyzontalnej, więc szanse, że zdąży, nie zmieniały się drastycznie. W najgorszym wypadku, jeśli za wcześnie zmiękkną mu nogi, teleportuje się do domu i kimnie w losowym miejscu.
Raz kozie śmierć: wypił duszkiem śmierdzącą miksturę, mając nadzieję, że z tymi korzeniami faktycznie żadne chujostwo.
— Dzięki. Nie rób sobie kłopotu; mogę wstąpić po pracy. Chyba że chcesz przyjść. Dogadać coś jeszcze z tą Szkocją. Czy cokolwiek.
Co płynnie przenosi historię dalej, do odbywającej się kilka dni później górskiej wyprawy.
— Jakoś zdzierżę. — On również wstał z łóżka, odebrał od Berhta kubek i niuchnął podejrzliwie tę paskudną rzekomo woń. Nie należała może faktycznie do najpiękniejszych, ale Peregrin był dużym chłopcem i nie potrzebował, aby syropki były malinowotruskawkowe. Potrzebował snu. — Mam tylko nadzieję, że nie jestem pierwszym, na którym testujesz te korzenie. — Uśmiechnął się blado, szukając na twarzy przyjaciela potwierdzenia. To nie były testy… prawda?
Odczekał chwilę, aż eliksir nieco przestygnie. Miał jeszcze szczątkowe instynkty samozachowawcze powstrzymujące go przed wychyleniem napoju ledwo zdjętego z ognia. Zapamiętał też, aby następnym razem przynieść własny termos i nie ryzykować tym, czy zdąży, czy nie zdąży.
— Nie. — Choć gdyby rzeczywiście mieszkał w Prawach Czasu, może nie potrzebowałby aż tak często eliksirów nasennych. — Mieszkam wciąż u siebie.
I było to na szczęście również na Horyzontalnej, więc szanse, że zdąży, nie zmieniały się drastycznie. W najgorszym wypadku, jeśli za wcześnie zmiękkną mu nogi, teleportuje się do domu i kimnie w losowym miejscu.
Raz kozie śmierć: wypił duszkiem śmierdzącą miksturę, mając nadzieję, że z tymi korzeniami faktycznie żadne chujostwo.
— Dzięki. Nie rób sobie kłopotu; mogę wstąpić po pracy. Chyba że chcesz przyjść. Dogadać coś jeszcze z tą Szkocją. Czy cokolwiek.
Co płynnie przenosi historię dalej, do odbywającej się kilka dni później górskiej wyprawy.
Koniec sesji
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie