13.11.2024, 22:51 ✶
Już od ulicy Rejwach nęcił muzyką, śmiechami i przytulnym światłem wśród zapadającego zmierzchu. Choć śmiechy to być może było zbyt duże słowo: rechot i skrzeki, ot co. W cyrku Woody’ego Tarpaulina bawiła bowiem taka sama hałastra, jaką widywało się na reszcie ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Stoliki i boksy wypełnione nędznikami i łotrami, nieudacznicy sączący rozwodnione piwo, synowie kurew podający sobie to i owo pod stołem. Stukot szklanic, darcie mord, porozlewane na podłodze trunki, wszystko to w skocznych rytmach jazzu, pod czujnym okiem Panów Domu zawieszonych w zdobnych ramach na ścianie po prawej od wejścia. I jednego Pana za ladą.
Jeden z tych portretów na galerii właścicieli, stary wąsaty Errol, od dłuższego czasu zezował podejrzliwie na drzwi łazienki. Przez szparę sączyło się jaskrawe światło, a gdyby stanąć opodal i nadstawić ucha, usłyszałoby się…
— PAW! — wydarł się oburzony Errol, aby zwrócić uwagę Tarpaulina, gdy drzwi uchyliły się i z klozetu wytoczył się jeden z klientów zacnego przybytku, jakim był Rejwach. — Paw na podłodze! Drugi paw dzisiaj!
Barczysty barman w bezrękawniku wychylił się zza kontuaru i spojrzał spod byka na nieszczęsną łazienkę oraz podpierającego ścianę pijaczynę. Pokręcił zniesmaczony głową i zszedł ze swojego stanowiska. Minął upodlonego zawodnika, zajrzał do kibla. Rysy jego twarzy stężały w obrzydzeniu, po czym zatrzasnął drzwi łazienki i wziął pijaka za fraki. Ten nawet się nie stawiał, ledwo kojarzył, co się dzieje. I jedynie nogi nieszczęśnika plątały się bezradnie, gdy był ciągnięty ku wyjściu, wysłuchując złorzeczeń pod swoim adresem.
W drzwiach Woody z delikwentem minęli się z wchodzącą akurat Faye.
— Madame. — Tarp uchylił kurtuazyjnie kapelusza, patrząc z góry na niziutką Travers. — Pani się rozgości, zaraz podejdę.
Otworzył drzwi i bezceremonialnie wyrzucił pijusa na bruk. Chłop zatoczył się i pacnął zadem na środek chodnika. Mało kto wędrujący ulicą Śmiertelnego Nokturnu w ogóle zwrócił na ową burdę uwagę. Zirytowali się jedynie ci, którzy musielil go teraz wyminąć.
— No won mi! — zakrzyknął szorstko Woody za zarzyganym klientem, otrzepał ręce i wrócił do środka. Drzwi Rejwachu zamknęły się z niedosłyszalnym skrzypnięciem.
Nim stary zdążył załatwić swoje sprawy, Faye zainteresował się kto inny. Duch w fikuśnym stroju owionął ją swoją obecnością, obleciał dookoła, zawisł tuż przed kobietą z czarującym uśmiechem na półprzezroczystej głowie nadzianej na połamany kark.
— Rzadko witają w te progi podobnie urodziwe niewiasty. — Brzdąknął na lutni kilka nut ginących wśród muzyki i rejwachu. — Pani łaskawa pozwoli uraczyć się pieśnią? — zapytał zalotnie.
— Ta pani przyszła właśnie do ciebie, fiutku. Egzorcystka z ministerstwa — rzucił do ducha wracający za ladę Tarpaulin.
Duch trubadur wybałuszył na Faye oczy i zniknął w try miga, zostawiając po sobie odległe widmo melodii. Woody tymczasem pchnął drzwi zaplecza za ladą i machnął różdżką. Nie trzeba było długo czekać, nim z pomieszczenia wyleciało ku łazience wiadro poganiane mopem.
Opanowawszy swój burdel, Woody Tarpaulin zwrócił się w końcu do Faye, opierając dłonie o kontuar:
— To czym mogę służyć?
!Przestępstwa
Jeden z tych portretów na galerii właścicieli, stary wąsaty Errol, od dłuższego czasu zezował podejrzliwie na drzwi łazienki. Przez szparę sączyło się jaskrawe światło, a gdyby stanąć opodal i nadstawić ucha, usłyszałoby się…
— PAW! — wydarł się oburzony Errol, aby zwrócić uwagę Tarpaulina, gdy drzwi uchyliły się i z klozetu wytoczył się jeden z klientów zacnego przybytku, jakim był Rejwach. — Paw na podłodze! Drugi paw dzisiaj!
Barczysty barman w bezrękawniku wychylił się zza kontuaru i spojrzał spod byka na nieszczęsną łazienkę oraz podpierającego ścianę pijaczynę. Pokręcił zniesmaczony głową i zszedł ze swojego stanowiska. Minął upodlonego zawodnika, zajrzał do kibla. Rysy jego twarzy stężały w obrzydzeniu, po czym zatrzasnął drzwi łazienki i wziął pijaka za fraki. Ten nawet się nie stawiał, ledwo kojarzył, co się dzieje. I jedynie nogi nieszczęśnika plątały się bezradnie, gdy był ciągnięty ku wyjściu, wysłuchując złorzeczeń pod swoim adresem.
W drzwiach Woody z delikwentem minęli się z wchodzącą akurat Faye.
— Madame. — Tarp uchylił kurtuazyjnie kapelusza, patrząc z góry na niziutką Travers. — Pani się rozgości, zaraz podejdę.
Otworzył drzwi i bezceremonialnie wyrzucił pijusa na bruk. Chłop zatoczył się i pacnął zadem na środek chodnika. Mało kto wędrujący ulicą Śmiertelnego Nokturnu w ogóle zwrócił na ową burdę uwagę. Zirytowali się jedynie ci, którzy musielil go teraz wyminąć.
— No won mi! — zakrzyknął szorstko Woody za zarzyganym klientem, otrzepał ręce i wrócił do środka. Drzwi Rejwachu zamknęły się z niedosłyszalnym skrzypnięciem.
Nim stary zdążył załatwić swoje sprawy, Faye zainteresował się kto inny. Duch w fikuśnym stroju owionął ją swoją obecnością, obleciał dookoła, zawisł tuż przed kobietą z czarującym uśmiechem na półprzezroczystej głowie nadzianej na połamany kark.
— Rzadko witają w te progi podobnie urodziwe niewiasty. — Brzdąknął na lutni kilka nut ginących wśród muzyki i rejwachu. — Pani łaskawa pozwoli uraczyć się pieśnią? — zapytał zalotnie.
— Ta pani przyszła właśnie do ciebie, fiutku. Egzorcystka z ministerstwa — rzucił do ducha wracający za ladę Tarpaulin.
Duch trubadur wybałuszył na Faye oczy i zniknął w try miga, zostawiając po sobie odległe widmo melodii. Woody tymczasem pchnął drzwi zaplecza za ladą i machnął różdżką. Nie trzeba było długo czekać, nim z pomieszczenia wyleciało ku łazience wiadro poganiane mopem.
Opanowawszy swój burdel, Woody Tarpaulin zwrócił się w końcu do Faye, opierając dłonie o kontuar:
— To czym mogę służyć?
!Przestępstwa
piw0 to moje paliwo