01.01.2025, 16:31 ✶
Tarp również dokonał pewnego dnia podobnego wyboru. Rozumie się przez to mniej pieniędzy, więcej swobody. Przy czym pieniądze, które stracił, to oszałamiający rodowy majątek, nie ministerialny bonus. Gdy więc tak sobie teraz marzył o afrykańskim nundu, przemawiał przez niego właśnie ten paskudnie bogaty Clemens Longbottom, którego stać było na najbardziej ekstrawaganckie zachcianki. Wyjmiesz obywatela z burżuazji, ale burżuazji z obywatela już nie. No ale cóż, wyzbywszy się swojego dziedzictwa, zadowolić się będzie musiał skrzynką łysych szczurów zamiast majestatycznego egzotycznego kota.
— Tuzin? Tak, tuzin będzie w porządku. — Wyraźnie zachwycony kierunkiem tej rozmowy pociągnął z butelki, dając się porwać myślom. Może mógł upiec na tym ogniu jeszcze jedną pieczeń. — A jakie zwierzątko byś proponowała na prezent urodzinowy dla dziewczynki? Coś małego, żeby nie robiło dużo problemów. I prostego w utrzymaniu. Takiego żaberta, da radę? Chyba łatwo je udomowić. Nie są wrogie wobec psów?
Nie urzędował tu przecież sam i nie był samolubny. Od razu pomyślał, że Lewisowi spodoba się sprowadzenie do Rejwachu obrzydliwych gryzoni. Chłopcy lubią takie paskudztwa. Kilka sztuk przerobić u jakiegoś taksydermisty na durnostojki do piwnicy, a resztę sobie zatrzymają w jakiejś klatce, w roli pieszczoszków lub bazy pod bulion, zależnie od humoru. Ach, już czuł nosem, że Asenie nie spodoba się pomysł trzymania w pubie szczuroszczetów i będzie czyhać na okazję do wytrucia ich wszystkich. Ale nie ma co uprzedać faktów.
Sprawa z nundu przedstawiała się dokładnie tak, jak się tego spodziewał: nieosiągalnie. Mimo to zmarkotniał teatralnie, kiwając głową ze zrozumieniem.
— No tak myślałem, tak myślałem — westchnął rozczarowany, przełykając gorzkie rozczarowanie. — Co zrobić, lokalu nie oddam, bo już mi nic nie zostanie, a mam koty na utrzymaniu. — Koty i dzielnych pracowników. — Coś tam słyszałem, ale na szczęście nie musiałem wiedzieć. Widziałaś kiedyś takie bydlę na żywo?
— Tuzin? Tak, tuzin będzie w porządku. — Wyraźnie zachwycony kierunkiem tej rozmowy pociągnął z butelki, dając się porwać myślom. Może mógł upiec na tym ogniu jeszcze jedną pieczeń. — A jakie zwierzątko byś proponowała na prezent urodzinowy dla dziewczynki? Coś małego, żeby nie robiło dużo problemów. I prostego w utrzymaniu. Takiego żaberta, da radę? Chyba łatwo je udomowić. Nie są wrogie wobec psów?
Nie urzędował tu przecież sam i nie był samolubny. Od razu pomyślał, że Lewisowi spodoba się sprowadzenie do Rejwachu obrzydliwych gryzoni. Chłopcy lubią takie paskudztwa. Kilka sztuk przerobić u jakiegoś taksydermisty na durnostojki do piwnicy, a resztę sobie zatrzymają w jakiejś klatce, w roli pieszczoszków lub bazy pod bulion, zależnie od humoru. Ach, już czuł nosem, że Asenie nie spodoba się pomysł trzymania w pubie szczuroszczetów i będzie czyhać na okazję do wytrucia ich wszystkich. Ale nie ma co uprzedać faktów.
Sprawa z nundu przedstawiała się dokładnie tak, jak się tego spodziewał: nieosiągalnie. Mimo to zmarkotniał teatralnie, kiwając głową ze zrozumieniem.
— No tak myślałem, tak myślałem — westchnął rozczarowany, przełykając gorzkie rozczarowanie. — Co zrobić, lokalu nie oddam, bo już mi nic nie zostanie, a mam koty na utrzymaniu. — Koty i dzielnych pracowników. — Coś tam słyszałem, ale na szczęście nie musiałem wiedzieć. Widziałaś kiedyś takie bydlę na żywo?
piw0 to moje paliwo