To nic złego i właściwie nic szczególnego, że w rodzinie sobie pomagali. To nie nepotyzm kiedy robią to Lestrange. Na tym właśnie polegały więzy krwi, czystej krwi. Pomoc wzajemna, bo tylko sobie mogą naprawdę ufać. Byle mugolak, szlama dokładniej mówiąc, mogła co najwyżej pomarzyć o takim wsparciu. No ewentualnie mógł uporczywie domagać się, żeby zapanowała równość, bo sam nie dawał sobie rady z opanowaniem podstaw funkcjonowania w magicznej społeczności. Równość w tym przypadku oznaczała, że inni mają zacząć obracać się za nim w tył, żeby ten mógł chociaż nadążyć z tym co się wokół niego działo. Sam, wyalienowany, mógł mieć pretensje tylko do siebie, że pchał się tam gdzie go wcale nikt nie zapraszał. Rzeczywistość jednak weryfikowała, że nic ponad jak więzy krwi. Tylko czynom swojej rodziny potrafił uwierzyć, że nie są podszyte dwulicowym oportunizmem. Niezależnie czy chodziło tylko o kilka podpisów pod cyklicznym sprawozdaniem, czy podzielenie się jakimś mrocznym sekretem. Bo wbrew temu co co przed chwilą padło jako niepisane prawo w ich rodzinie, Louvain tak naprawdę miał jeszcze jeden, ukryty cel dzisiejszej wizyty...
- No właśnie!- zawołał nieco podniecony, kiedy tylko Daphne wspomniała o srogim usposobieniu swojej matki. - Masz to we krwi. Wierzę, że gdybyś się tylko bardziej postarała to nawet słońce zachodziłoby wcześniej ze strachu. Uśmiechnął się i puścił doń małe, subtelne oczko. No fakt, może i Daphne z usposobienia częściej utrwalała stereotyp powściągliwej uczennicy z biblioteki, która jeśli się unosiła to tylko z ręką do góry na lekcji. Może. Bo ona to tak naprawdę jeszcze Parkinsonka, co nie spali sobie ogonka. Czy jakoś tak szła ta rymowanka z dzieciństwa. Fakt był taki, że ona, jak i bez wątpienia cała trójka siostrzyczek, mogły wznieść się tak wysoko jak tylko pragnęły, a słońce co najwyżej mogło je przyjemnie ogrzewać. Odrobinę więcej wiary w swoje predyspozycje do mrocznej wywłoki dziewczyno!
- Takiego miejsca nie widziałem. Jeszcze... Spojrzał na nią ukradkiem, bo choć wzrok miał niby wlepiony w pieczątki, które lądowały na kolejnych stronnicach tego arkuszu który ze sobą tutaj przyniósł, to zadziornym uśmieszkiem w kącikach ust zostawiał nieco miejsca na domysły. Dobrze się znali pod tą tezą. Przynajmniej w swoim towarzystwie nie musieli się powstrzymywać od mówienia prawdy o tym co oboje myśleli na temat brudnej krwi. - Wiesz, czasami chaos to dopiero zwiastun nowego porządku. Uniósł delikatnie jedną brew, a mroczna iskra zaświeciła się w jego oku. Zasiewał ziarno, wyczekiwał jej reakcji, chociaż już teraz mógł się domyślać swojego.
- Ah tak prawda, tym razem trafiło mi się coś bardziej akuratnego do moich ambicji. Myślę, że Wizengamot dobrze na mnie zadziała. Wrócił do bieżącego tematu i rzucił niby od niechcenia, jakby wcale nie chwalił się przenosinami do jednej z najważniejszych, a już na pewno najbardziej decyzyjnej jednostki w tej urzędniczej instytucji, hucznie nazywaną Ministerstwem.