27.02.2025, 14:26 ✶
Niewybredny żart miał, utartym zwyczajem Woody’ego, brutalnie przełamać atmosferę, zerwać decorum i zrobić miejsce na nieco swobody. Ta bowiem przydałaby się w napiętej sytuacji, w której znaleźli się młodzi funkcjonariusze. Nawet chichot pełen skrępowania w odpowiedzi na nieudany dowcip potrafił nieraz poprawić morale. Choć miał również potencjał do zaogniania spraw, toteż w gruncie rzeczy na dwoje babka wróżyła. Longbottom zaryzykował, ponieważ wolał mimo wszystko dyskomfort bezbectwa i braku smaku niż ciężkie widmo zbrodni.
Musiał przyznać więc Pepino rację w tym również, że zdecydowanie nie chciałby być delegowany na rozmowę z rodziną nieboszczki. Pomijając fakt, że Clemens Longbottom z natury był pajacem, a pod wpływem nerwów przechodził sam siebie w żenujących zagrywkach, to w samej idei wysyłanie do zrozpaczonych rodziców dwudziestoparoletniego szczawia nie licowało z powagą sprawy. Poza tym:
— Wiesz… chyba wystarczy mi, że rozmawiałem z Morpheusem. — Zamilkł na chwilę, aby przemielić raz jeszcze w pamięci ich krótkie spotkanie, nim do Hogwartu przybyli rodzice, aby zająć się pociechą. — Myślisz, że taki dzieciak sobie da z tym radę? Będzie miał jakąś traumę? Czy, no, to jest coś, z czym… no wiesz, przyzwyczai się do tego wspomnienia i jakoś pójdzie? Nie mogę się zdecydować, czy Morphy ma tylko czternaście lat, czy aż.
Pokręcił głową enegicznie, jakby chciał wytrząsnąć z niej te zmartwienia. Dlaczego to akurat jego mały brat musiał się przypałętać do tych zwłok, zanim się nimi zajęli dorośli? Taka chyba już była longbottomowa klątwa, że zawsze wpychali się wszędzie tam, gdzie coś się działo; nieważne, czy dobrego, czy złego.
Wzmianka o przejściu do czegoś, co ma większy sens, bez trudu wciągnęła Woody’ego, który czekał tylko na okazję do tego, aby wyrwać się z dormitorium.
— Ja tam myślę, że już skończone. — Bo rzeczywiście przeszli przez większość rzeczy i nic absolutnie nie znaleźli. — Ale bym się tym przedwcześnie nie chwalił, bo nas wyślą do czegoś jeszcze nudniejszego — powiedział powoli, a w jego oczach Julián mógł zobaczyć ten błysk, który towarzyszył Longbottomowi, kiedy ten miał coś nieco chytrego na myśli. — Jak szliśmy, to jeszcze nikogo nie postawili do przesłuchiwania obrazów na drugim piętrze. A nuż któryś coś widział… Nie zaszkodzi zapytać w drodze na meldunek. I tak będziemy je mijać. — Wzruszył niewinnie ramionami.
Musiał przyznać więc Pepino rację w tym również, że zdecydowanie nie chciałby być delegowany na rozmowę z rodziną nieboszczki. Pomijając fakt, że Clemens Longbottom z natury był pajacem, a pod wpływem nerwów przechodził sam siebie w żenujących zagrywkach, to w samej idei wysyłanie do zrozpaczonych rodziców dwudziestoparoletniego szczawia nie licowało z powagą sprawy. Poza tym:
— Wiesz… chyba wystarczy mi, że rozmawiałem z Morpheusem. — Zamilkł na chwilę, aby przemielić raz jeszcze w pamięci ich krótkie spotkanie, nim do Hogwartu przybyli rodzice, aby zająć się pociechą. — Myślisz, że taki dzieciak sobie da z tym radę? Będzie miał jakąś traumę? Czy, no, to jest coś, z czym… no wiesz, przyzwyczai się do tego wspomnienia i jakoś pójdzie? Nie mogę się zdecydować, czy Morphy ma tylko czternaście lat, czy aż.
Pokręcił głową enegicznie, jakby chciał wytrząsnąć z niej te zmartwienia. Dlaczego to akurat jego mały brat musiał się przypałętać do tych zwłok, zanim się nimi zajęli dorośli? Taka chyba już była longbottomowa klątwa, że zawsze wpychali się wszędzie tam, gdzie coś się działo; nieważne, czy dobrego, czy złego.
Wzmianka o przejściu do czegoś, co ma większy sens, bez trudu wciągnęła Woody’ego, który czekał tylko na okazję do tego, aby wyrwać się z dormitorium.
— Ja tam myślę, że już skończone. — Bo rzeczywiście przeszli przez większość rzeczy i nic absolutnie nie znaleźli. — Ale bym się tym przedwcześnie nie chwalił, bo nas wyślą do czegoś jeszcze nudniejszego — powiedział powoli, a w jego oczach Julián mógł zobaczyć ten błysk, który towarzyszył Longbottomowi, kiedy ten miał coś nieco chytrego na myśli. — Jak szliśmy, to jeszcze nikogo nie postawili do przesłuchiwania obrazów na drugim piętrze. A nuż któryś coś widział… Nie zaszkodzi zapytać w drodze na meldunek. I tak będziemy je mijać. — Wzruszył niewinnie ramionami.
piw0 to moje paliwo