27.02.2025, 19:49 ✶
W takie letnie dni, jak ten, nie dało się robić nic konstruktywnego. Nawet, gdyby próbować, o zgrozo, pracować, wyszłoby to raczej dennie. Teoretycznie mogli z Enid gdzieś wyjechać, udać się na jakąś plażę czy na wycieczkę po lasach nieopodal Doliny Godryka. Problem był, jednak, następujący: okrutnie im się nie chciało.
Bywały takie upalne dni, kiedy to ludzie po prostu zostawali w domach i odpoczywali. Ktoś by mógł powiedzieć, że stanowiło to po prostu akt lenistwa. I Robert by się zgodził z tym twierdzeniem, dodając jedynie, że było to lenistwo zasłużone.
Oczywiście, lenistwo nie musiało oznaczać zupełnego nicnierobienia. Można było na przykład grać w zaczarowane Scrabble i przegrywać w nie z jedenastolatką, nawet nie dając jej forów. Ktoś mógłby Roberta spytać, jakim cudem to się działo, skoro był od lat sędzią samego Wizengamotu, czyli de facto zajmował ważne stanowisko państwowe. On by zapewne odpowiedział, że nie każdy był idealny.
– „G-L-O-C-K"? To nie jest słowo – żachnął się, gdy na zaczarowanej planszy pojawiły się wybrane przez Enid literki.
– Wcale, że jest! To mugolska broń – dziewczynka skrzyżowała ramiona na piersi.
– A skąd ty to niby wiesz? Z koleżankami gadacie o mugolskim rusznikarstwie?
– Nie, przeczytałam to w książce.
Oczywiście, że tak. Własna córka Roberta czytała więcej książek niż on. Pamiętał, gdy pierwszy raz zażądała, by kupił jej mugolską powieść. Była o jakimś niziołku, który spotkał krasnoludki i razem pokonali smoka. Mugolskie wyobrażenia o magii były w sumie dość pocieszne. Nawet jeśli Robert wiedział, że jego rodzice nie pozwoliliby mu na czytanie takich rzeczy. Cóż, wszystko dla jego córeczki... Niektórzy by powiedzieli, co prawda, że ją rozpieszczał, ale on uznawał, że Enid w stu procentach na to zasługiwała.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. No tak! Jonathan! Prawie by zapomniał, że miał ich dziś odwiedzić jego drogi kuzyn! Robert westchnął ciężko i wstał od stołu. Nie wyglądał bynajmniej wyjściowo, miał na sobie t-shirt i sięgające do kolan sportowe spodenki. Idealny strój na upał, nieidealny na spotkania z ludźmi. Tyle, że Jonathan, jakkolwiek Robert go by lubił, nie był osobą, dla której trzeba było stroić się w koszulę.
Kiedy otworzył drzwi, nie spodziewał się ujrzeć losowego nastolatka. A jeszcze mniej spodziewał się nielosowego NIENASTOLATKA, który z jakiegoś powodu wyglądał, jak nastolatek.
– Jonathan? – Robert najpierw uniósł brwi ze zdziwienia, a po chwili uśmiechnął się z rozbawieniem. Halo!? Nie była to sytuacja zabawna! Klątwy nie były zabawne.W takim razie, czemu widok szesnastoletniego Jonathana tak go śmieszył? Zaraz, chwila... Wiedział już, dlaczego... – Czekaj, czyli poltergeist to zrobił, a ty jesteś teraz młodszy ode mnie?
Bywały takie upalne dni, kiedy to ludzie po prostu zostawali w domach i odpoczywali. Ktoś by mógł powiedzieć, że stanowiło to po prostu akt lenistwa. I Robert by się zgodził z tym twierdzeniem, dodając jedynie, że było to lenistwo zasłużone.
Oczywiście, lenistwo nie musiało oznaczać zupełnego nicnierobienia. Można było na przykład grać w zaczarowane Scrabble i przegrywać w nie z jedenastolatką, nawet nie dając jej forów. Ktoś mógłby Roberta spytać, jakim cudem to się działo, skoro był od lat sędzią samego Wizengamotu, czyli de facto zajmował ważne stanowisko państwowe. On by zapewne odpowiedział, że nie każdy był idealny.
– „G-L-O-C-K"? To nie jest słowo – żachnął się, gdy na zaczarowanej planszy pojawiły się wybrane przez Enid literki.
– Wcale, że jest! To mugolska broń – dziewczynka skrzyżowała ramiona na piersi.
– A skąd ty to niby wiesz? Z koleżankami gadacie o mugolskim rusznikarstwie?
– Nie, przeczytałam to w książce.
Oczywiście, że tak. Własna córka Roberta czytała więcej książek niż on. Pamiętał, gdy pierwszy raz zażądała, by kupił jej mugolską powieść. Była o jakimś niziołku, który spotkał krasnoludki i razem pokonali smoka. Mugolskie wyobrażenia o magii były w sumie dość pocieszne. Nawet jeśli Robert wiedział, że jego rodzice nie pozwoliliby mu na czytanie takich rzeczy. Cóż, wszystko dla jego córeczki... Niektórzy by powiedzieli, co prawda, że ją rozpieszczał, ale on uznawał, że Enid w stu procentach na to zasługiwała.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. No tak! Jonathan! Prawie by zapomniał, że miał ich dziś odwiedzić jego drogi kuzyn! Robert westchnął ciężko i wstał od stołu. Nie wyglądał bynajmniej wyjściowo, miał na sobie t-shirt i sięgające do kolan sportowe spodenki. Idealny strój na upał, nieidealny na spotkania z ludźmi. Tyle, że Jonathan, jakkolwiek Robert go by lubił, nie był osobą, dla której trzeba było stroić się w koszulę.
Kiedy otworzył drzwi, nie spodziewał się ujrzeć losowego nastolatka. A jeszcze mniej spodziewał się nielosowego NIENASTOLATKA, który z jakiegoś powodu wyglądał, jak nastolatek.
– Jonathan? – Robert najpierw uniósł brwi ze zdziwienia, a po chwili uśmiechnął się z rozbawieniem. Halo!? Nie była to sytuacja zabawna! Klątwy nie były zabawne.W takim razie, czemu widok szesnastoletniego Jonathana tak go śmieszył? Zaraz, chwila... Wiedział już, dlaczego... – Czekaj, czyli poltergeist to zrobił, a ty jesteś teraz młodszy ode mnie?