Robert nie bawił się najgorzej. Prawda. Nie było to dla niego jednak czymś normalnym, zwyczajnym. Na ogół nie zachowywał się w ten sposób. Wolał trzymać się na boku, zajmować własnymi sprawami... sytuacja była więc w jakimś tam stopniu wyjątkowa. Poniekąd wynikała z chęci dopieczenia osobie, za którą niekoniecznie przepadał. Wbrew temu co można było sobie pomyśleć, tą nie był wcale Peregrin. Tu nie chodziło o gryfona, albo raczej - chodziło nie tylko o niego samego.
Ofiary były dwie i zastanawiać można było się nad tym, która z nich miała gorzej.
- Oczywiście, przecież zamordowanie szlamy to nic takiego. - pozwolił sobie na to, aby zgodzić się z McGonagallem. Pokiwał głową. Uśmiechnął się nawet. - A że przy tym pozwolił sobie też na kilka innych zabaw, to zbędne szczegóły.
Pozostali nie wtrącali się, obserwując jedynie Peregrina, Roberta i... Julie, która wyraźnie nie czuła się zbyt komfortowo. Czekali na to, co nastąpi dalej. Może nawet liczyli na więcej? Zawsze to jakaś atrakcja. Gdyby całość eskalowała bardziej, mieliby o czym mówić przez kolejne dni. Może nawet tygodnie? Kto wie, kto wie.
- Nikt mi kątów nie musi sprawdzać, McGonagall. Nie łamie regulaminów i nie jestem żadnym przestępcą. - zauważa. - Inaczej niż Twój kolega. Słyszałem, że ponoć chcą go wysłać aż do Azkabanu. - widać jak na dłoni, iż Robertowi całkiem podoba się to, że może podzielić się z Peregrinem tym, co ostatnio miał okazje usłyszeć. Plotka nie została na ten moment co prawda potwierdzona, ale dobrze wróżyła na przyszłość.
I jak dało się zaobserwować, była całkiem świeża. Nikt z tu obecnych jeszcze tego newsa nie słyszał. A jeśli było inaczej, to żadna z osób nie śpieszyła się z tym, aby to potwierdzić. Zamiast tego wpatrywali się w obydwu chłopaków. I chyba nawet umknęło im pytanie, które zadał Peregrin. Te dotyczące tego, w co wierzą. No ale... czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Nie chodziło o to w co wierzyli uczniowie. Tutaj liczyło się zdanie dyrekcji, brygadzistów, innych wysłanników ministerstwa.
- Naprawdę chcą go wysłać do Azbakanu? - nie zajęło to wiele czasu, aż pytanie zadał grubcio. Nie potrafił usiedzieć cicho przed dłuższą chwilkę. Albo raczej ustać. Ale to dobrze, znaczyło że rybka złowiła haczyk. Co prawda niekoniecznie ta, na którą Mulciber liczył, ale nie zamierzał narzekać.
- Tak. Co prawda jeszcze odbędzie się proces, ale mój wujek mówił, że sprawa jest w tym przypadku przesądzona. Nikt nie zamierza tolerować takich akcji w szkolnych murach. Proces ma być, wiecie, ustawiony. Olbrzym nie potrzebuje nawet prawnika, szkoda zachodu i pieniędzy. Zresztą wątpię, żeby Hagrid miał pieniądze.