11.03.2025, 20:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.03.2025, 20:46 przez Robert Albert Crouch.)
Robert poczuł lekką zgrozę, gdy dostrzegł, że pączek należący do aurora nadziany był czymś, co przypominało bliżej nieznany wyrób mięsny. Przez to narosła w nim nieufność do pączka, który należał do niego. A co jeśli on też był z pasztetem? A na domiar złego, Bletchley sam wygłosił ten tekst o braku zaufaniu do ludzi, którzy odmawiają jedzenia. Wreszcie chłopak zebrał się na odwagę i ugryzł śmielej podarowaną mu przekąskę. Niemal odetchnął z ulgą, gdy poczuł słodki, pistacjowy smak nadzienia. Żadnego boczku, żadnego mielonego mięsa... Może nie był wegetarianinem, ale wychował się na nieco bardziej... dystyngowanej kuchni.
— Nazywam się Robert Crouch — przedstawił się, omijając pytanie o nieprzyjaznych aurorów. Po chwili, jednak, zorientował się, że może Bletchley mógł mu pomóc. — Ostatnio miałem... dość nieprzyjemne spotkanie z Geraldusem Bonesem. Mimo, że przyniosłem mu dokumenty jedynie z powodów moich obowiązków, ochrzanił mnie, że miałem czelność przerwać mu czytanie gazety. Dodam, że zauważyłem, że za kartami Proroka Codziennego ukrywał jakieś kolorowe pisemko.
Właściwie tą część z dodatkową gazetką (można było się domyślić, że to wcale nie tygodnik Czarownica, lecz coś bardziej... pikantnego) była zwyczajnym kłamstwem. Robert uznał, że skoro mógł jakoś spowodować, że auror poniesie konsekwencje swojego zachowania, mógł równie dobrze zostać upokorzony. Wiedział, że nie bardzo ktoś mógł przeszukać Bonesowi biurko bez istotnego uzasadnienia, dlatego nie było zbyt dużo szans na zweryfikowanie, czy mówił prawdę. A plotka potrafiła działać cuda.
— Nazywam się Robert Crouch — przedstawił się, omijając pytanie o nieprzyjaznych aurorów. Po chwili, jednak, zorientował się, że może Bletchley mógł mu pomóc. — Ostatnio miałem... dość nieprzyjemne spotkanie z Geraldusem Bonesem. Mimo, że przyniosłem mu dokumenty jedynie z powodów moich obowiązków, ochrzanił mnie, że miałem czelność przerwać mu czytanie gazety. Dodam, że zauważyłem, że za kartami Proroka Codziennego ukrywał jakieś kolorowe pisemko.
Właściwie tą część z dodatkową gazetką (można było się domyślić, że to wcale nie tygodnik Czarownica, lecz coś bardziej... pikantnego) była zwyczajnym kłamstwem. Robert uznał, że skoro mógł jakoś spowodować, że auror poniesie konsekwencje swojego zachowania, mógł równie dobrze zostać upokorzony. Wiedział, że nie bardzo ktoś mógł przeszukać Bonesowi biurko bez istotnego uzasadnienia, dlatego nie było zbyt dużo szans na zweryfikowanie, czy mówił prawdę. A plotka potrafiła działać cuda.