• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[12.11.65, Hogwart] Vivre sa vie

[12.11.65, Hogwart] Vivre sa vie
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#9
24.03.2025, 03:10  ✶  

Zjeść Lorraine i mieć Lorraine.

Gdyby miał urodziny dzisiaj, a nie za tydzień, właśnie tego chciałby sobie życzyć. Bo miał w sobie silne przeświadczenie, że obu tych rzeczy nie jest w stanie mieć w tym samym momencie. Chociaż była tak blisko. Bliżej nikt kiedykolwiek wcześniej, to miał wrażenie, że to tylko złudna mara. Koszmar zbyt piękny, żeby był prawdziwy. Dobrze wiedział jaka może być cena za swoje zuchwalstwo. Złamał wiele reguł i niepisanych zasad pozwalając sobie tak głęboko patrzeć w jej spojrzenie. To już nie nadwyrężanie przyjaźni, tylko zrobienie sobie z białej karty wspólnego zaufania papierowego samolotu. A on tak bardzo chciał polecieć na jego skrzydłach dalej, niż kiedykolwiek wcześniej.

Dobrze wiedział jaka była prawda o niej. Atreus był dobrym przyjacielem, o wiele lepszym niż zasługiwał na to Louvain. Nigdy nie wyjawił mu sekretu o swojej partnerce. To on swoim wścibstwem domyślił się, albo raczej doczytał się sekretu zawartego między listami które wymieniali. Miał dobre przeczycie. Ani Loretta, ani on nie interesowali się osobami które były zwyczajnie zwyczajne. Szósty zmysł do wyczucia tego co specjalne, nie codzienne, skrywane pod piersią innych osób. Intuicja go nie zawiodła, bo czuł że Lorraine była inna, niż inne. I jakkolwiek trywialnie mogłoby to zabrzmieć, to taka była prawda. Dziewczyna z pogranicza światów. Półwilla, choć zamknięta w ludzkiej formie, nieludzko intrygująca. To wiele wyjaśniało. Wyjaśniało dlaczego przez tyle klas Hogwartu żyła w jego fantazjach rent free. Wiedział, że nie była bestią, nie na tym polegała jej natura. Jednak czuł, że kiedy zbliżali się do siebie, coś właśnie zostało skazane na śmierć. Musiał w sobie coś zabijać, żeby zdobyć sobie na tyle zuchwałości. Inaczej było kiedy działał wbrew obcym. Niewiele go kosztowało, kiedy sprawiał przykrość komuś z kim nie miał głębszej relacji. Na tym polegało to krwawe morderstwo. Miał wokół siebie bardzo dużo. Więcej niż potrzebował, o wiele więcej niż zasługiwał. A przecież niektórzy obok nie mieli nic, nawet komu ufać.

- Nie zamierzam się do nikogo modlić. I nienawidzę bogów. Jak zwykle zuchwale. Niewiele zwykle mówił, za to nie przebierał w czynach. A kiedy mówił, to zawsze zuchwale. Dobrze wiedział ile znaczy dla niej wiara, dlatego odważył się na bezeceństwo w swojej manierze, chociaż dla niego była to zwyczajna szczerość. - Nienawidzę ich za to, że zajęli w Twoich myślach całe moje miejsce. Rzucił przekornie, puentując całość zadziornym uśmiechem. Powiedział, a jednocześnie jego palce wpierw łagodnie pogładziły ją po skroniach, żeby potem wolnym ruchem zejść niżej. Zamknął jej powieki, bo sam nie potrafił oderwać od niej wzroku. Tylko na moment, by zaznaczyć, że chociaż teraz oboje wpatrzeni w siebie, to jego onyksowe portale w głąb jego duszy to wciąż bardzo wąski przesmyk. Najwidoczniej oboje mieli pod swoją powłoką dużo więcej do ukrycia. Bo tak jak ona, Louvain również miał sporo obaw przed odsłonięciem tego co skrywał. Chciał żeby na niego patrzyła, dokładnie tym wzrokiem który dotychczas dostrzegał jedynie z ukrycia. Jednak bał się. Bał się, że może zajrzeć w jego duszę zbyt głęboko. Dotrzeć pod warstwę gdzie czasem ukrywał się ten młody, chudy chłopak. Blady jak ściana smarkacz, który czuł się permanentnie niedowartościowany. Ten który jako jedyny z rodzeństwa nie uczył się dobrze i przynosił same paskudne stopnie. Ten o którym wiadomo było, że nie wyrośnie na wybitnego uzdrowiciela, ani nie miał żadnych innych zdolności. Gówniarz na którym mieszana guwernantka od francuskiego, jako jedynym ze wszystkich dzieci Lestrangów miała przyzwolenie na policzkowanie i używanie bolesnych zaklęć, jeśli nie przyswajał języka wystarczająco dobrze. Wieczna potrzeba udowadniania sobie i innym jak sprawny to on nie jest nie wzięła się z próżni. Żadne dziecko Anthony'ego Lestranga nawet nie miało prawa być przeciętne. A był tylko nadpobudliwym szczylem w dodatku najmłodszym ze wszystkich braci i sióstr. Ta latająca miotełka była jedynym rozwiązaniem, żeby nie dać się pożreć przez chore ambicje papy Lestrange. Musiał włożyć wręcz gigantyczne pokłady pracy, żeby zbliżyć się do tego miejsca w którym znalazł się dzisiaj. Kiedy Annaleigh, czy William sączyli gorącą czekoladę w ogrodach Maida Vale nad kolejną alchemiczną lekturą, Lou musiał każdy swój progres przepłacić krwią i potem. Miał świadomość, że jak na swój nastoletni wiek, niemały sukces ciężko zapracował. Dlatego ciężko nie myśleć o sobie jak o zwycięzcy już teraz, kiedy udało mu się wykorzystać swoją jedyną okazję jaką dostał.

Ale czym był sukces bez wymarzonej nagrody? Medale i trofea nie cieszyły już tak samo, choć to dopiero jego pierwszy kontrakt. Chciał czegoś innego, równie pięknego i dostępnego jedynie dla nielicznych. Cieszył się każdym utraconym centymetrem między nimi. Pierwszy szok już minął, a z nim drżenie ekscytacji wymieszane na wpół ze strachem. Kiedy oplotła ich twarze morzem blond włosów, zaciągnął się jej zapachem łapczywie jak ostatnim papierosem w paczce. Naciągnął materiał jej sukienki, kiedy przełożyła przez jego uda swoje nogi w nieco przekornym tonie, niby w trosce i poszanowaniu o jej konduitę. A potem znowu go zaskoczyła. Przez cały czas był ciekawe co takiego mu wymyśli. Czy zażyczy sobie coś tak nieosiągalnego do realizacji, zagrywając mu na nosie? Albo jak większość uderzy w jego najsłabszy punkt, czyli w Lorettę? Najpierw ściągnął ku sobie brwi kiedy dostrzegł jak pantofelek niby tylko przypadkiem opuścił swoje miejsce. Szybko jednak zrozumiał po co ten zabieg. W pierwszym odruchu źrenice powiększyły mu się dwukrotnie. W podobny sposób reagowały rogówki nastolatków w zbliżonym do nich wieku, lecz tych bardziej z pariasu po zażywaniu heroiny. Prawdopodobnie w podobny wieczór jak ten, jego bliźniaczka odurzała się narkotykiem i jej onyksowe tęczówki były wielkiego jak jego teraz. Oboje mieli teraz własne używki. Pytanie tylko czyja była bardziej destrukcyjna w swoich skutkach.

W pierwszej myśli poczuł się oburzony jej rozkazującym tonem. Ktoś taki jak on z tak przerośniętym ego jak jego mogli właśnie na takie słowa reagować gniewem. I pewnie by tak zrobił gdyby, nie fakt że jednocześnie rozpływał się w cieple dotychczasowych raptem jedynie fantazji. Szybko jednak zrozumiał celowy zabieg. Byłby teraz hipokrytą gdyby pierwsza lepsza z brzegu granica jego ego ograniczyła legendę jaką próbował przed nią wykreować. Uśmiechnął się jak rasowa Szehera, tak jak kiedy manipulant rozpozna drugiego manipulanta. Tym samym uśmiechem jednak przystał na jej wyzwanie. Tak łatwo nie da się tutaj ograć na własnej dumie. Najpierw sięgnął jedną ręką przez własne ramię, chwytając na miotłę na której do tej pory opierał własne plecy. Przerzucił kij nad nimi, pozwalając żeby ten przepadł za skrajem tak samo jak samotny pantofelek. Potem podniósł się gwałtownie na równe nogi, unosząc na rękach rosyjską laleczkę. Ważyła tyle co jego obietnice przyjaźni. Podniósł ją jedną ręką podtrzymując pod kolanami, a drugą obejmując pod ramionami, bez pytania przerzucając jej łokieć przez swój kark. Stanął tak razem z nią na rękach nad krawędzią rzucając wzrokiem to na nią, to na przepaść.

- W porządku. Stwierdził dość chłodno niby obojętnie, jednak z wymownym uśmieszkiem na ustach. - W takim razie może zaczniemy od pierwszego życzenia? Uniósł lekko brew. Dał jej chwilę do namysłu, by dobrze zrozumiała co miał na myśli. Czy był na tyle szalony by rzucać się razem z nią w przepaść, tylko dla udowodnienia swojej racji w tej grze bez nazwy? Najwidoczniej bo zrobił krok w przód. Przez drobną sekundę oboje mogli poczuć jak spadają. To uczucie kiedy spodziewasz się kolejnego schodka, a jego tam nie ma. Nastąpił jednak na miotłę, która tylko czekała już na niego. - Nasza śmierć byłaby zbyt piękna, żeby nikt nie mógł na nią patrzeć. Odparł zadziornie, usprawiedliwiając swój delikatny wybryk. Obrócił się na pięcie i odstawił łagodnym ruchem swoją towarzyszkę, by ponownie spoczęła na blance muru wieży astrologicznej. Sam przełożył nogi przez swoją miotłę i odleciał niżej w chmury w poszukiwaniu tego nieszczęsnego pantofelka. Będąc przez ten moment sam na sam z własnymi myślami i emocjami, wzdrygnął się od natłoku wrażeń do których zwykle nie przywykł. Dużo napięcia go kosztowała ta rozmowa, bez wątpienia, ale takiego napięcia od którego czuł wyłącznie satysfakcję. Posłużył się prostym zaklęciem translokacji bo w tych gęstych chmurach prędzej znalazłby swój niedopałek sprzed kilku minut, niż jej proste ciżemki.

Wrócił szybko, świadomie dając się jej nacieszyć widokiem Lestranga spełniającym polecenia ubogiej Malfoy. Nie zrównał się jednak z nią wysokością, pozostając nieco niżej o te może pół metra. Pomachał utraconym obuwiem, jakby nie wiadomo jak ciężkie były to poszukiwania. Jednak zamiast oddać jej własność na ręce, gestem zaoferował się, że sam go jej nałoży. Najpierw pytającym wzrokiem zapytał o pozwolenie tej uprzejmości jak na chłopca z manierami wysokiego rody przystało. Dopiero potem nałożył to co jej na arystokracką stopę, nie odrywając wzroku od jej twarzy. Następnie wykonał szybki manewr i nadstawił się z miotłą bliżej, bardziej od boku. Wystawił do niej dłoń, zapraszając do swojej zaczarowanej dorożki. - Chodź. Chcę Ci dać coś jeszcze. Zachęcił, przekręcając głowę jakby w bok.


« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorraine Malfoy (7626), Louvain Lestrange (8143)




Wiadomości w tym wątku
[12.11.65, Hogwart] Vivre sa vie - przez Louvain Lestrange - 30.12.2024, 05:02
RE: [12.11.65, Hogwart] Vivre sa vie - przez Lorraine Malfoy - 03.01.2025, 22:07
RE: [12.11.65, Hogwart] Vivre sa vie - przez Louvain Lestrange - 20.01.2025, 13:11
RE: [12.11.65, Hogwart] Vivre sa vie - przez Lorraine Malfoy - 26.01.2025, 19:03
RE: [12.11.65, Hogwart] Vivre sa vie - przez Louvain Lestrange - 13.02.2025, 13:12
RE: [12.11.65, Hogwart] Vivre sa vie - przez Lorraine Malfoy - 20.02.2025, 10:16
RE: [12.11.65, Hogwart] Vivre sa vie - przez Louvain Lestrange - 24.02.2025, 15:18
RE: [12.11.65, Hogwart] Vivre sa vie - przez Lorraine Malfoy - 15.03.2025, 22:46
RE: [12.11.65, Hogwart] Vivre sa vie - przez Louvain Lestrange - 24.03.2025, 03:10
RE: [12.11.65, Hogwart] Vivre sa vie - przez Lorraine Malfoy - 26.04.2025, 18:03
RE: [12.11.65, Hogwart] Vivre sa vie - przez Louvain Lestrange - 06.08.2025, 23:19
RE: [12.11.65, Hogwart] Vivre sa vie - przez Lorraine Malfoy - 05.09.2025, 22:57
RE: [12.11.65, Hogwart] Vivre sa vie - przez Louvain Lestrange - 22.09.2025, 00:11
RE: [12.11.65, Hogwart] Vivre sa vie - przez Lorraine Malfoy - 22.10.2025, 16:01
RE: [12.11.65, Hogwart] Vivre sa vie - przez Louvain Lestrange - 12.01.2026, 01:57

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa